poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 8

            Następnego dnia Kim była niewyspana. Harry siedział u niej do późna, a potem nie mogła zasnąć. Jednak podkrążone oczy nie były w stanie zepsuć jej humoru. Była cholernie szczęśliwa. Uśmiechała się, rozmawiała. Całkiem się zmieniła. Dotychczas siedziała wpatrzona w jeden punkt. Ten chłopak odmienił jej życie. Dał jej coś, czego nigdy od nikogo nie dostała- swoją miłość. Nie mogła pojąć tego, jak ktoś taki jak Harry dostrzegł coś wartościowego w takiej dziewczynie jak ona. Postanowiła jednak dłużej się nad tym nie zastanawiać. Widocznie jest w niej coś jeszcze pozytywnego. Rozbudziła się trochę i postanowiła rozruszać kości. Zdeterminowana usiadła na brzegu łóżka.
- Dasz radę, przecież wczoraj ci się udało. – dopingowała samą siebie
Wstała trzymając się szafki nocnej i zrobiła pierwszy krok. Jak zawsze na początku trochę nią zachwiało, ale potem szło jej całkiem nieźle. Zwiększyła tempo i długość kroków. Była z siebie strasznie dumna. Zdała sobie sprawę, że teraz może się sama poruszać. Porozmawia z lekarzem o wypisie. Skoro i tak nie ma zamiaru jej pomóc to po co ma się tu dłużej kisić? Pochodziła jeszcze chwilę zanim odwiedzi ją lekarz. Co ranek sprawdzał jak się czuje. Usiadła na łóżku i czekała. Po 15 minutach doczekała się wizyty.
- Witaj Kim. – przywitał się z nią
- Dzień dobry. Chciałabym się dowiedzieć kiedy mogę wyjść ze szpitala. – zapytała bez ogródek
- A jak się czujesz? – zapytał najpierw
- Dobrze, już chodzę. Co prawda nie biegam jeszcze, ale mogłaby dostać kule do podparcia, za niedługo pewnie nie będą już mi potrzebne. Wtedy mogłabym wyjść. – oznajmiła
- Mam rozumieć, że chcesz wyjść dziś?
- Tak. – potwierdziła
- Nie widzę żadnych przeciwwskazań. – uśmiechnął się
- To dobrze. Tylko może pan nie mówić mojej mamie? Sama jej powiem, jak wrócę do domu.
- Kim… Wiesz, że bez mamy nie opuścisz terenu szpitala.
- Awww. – zezłościła się – Dobra, ale zadzwonię do niej już teraz, Pan przyniesie mi kule, a ja w końcu stad wyjdę. – mówiła
- Proszę bardzo. Przygotuję wypis, a ty pakuj rzeczy. – uśmiechnął się i wyszedł
Napisała Harremu wiadomość, żeby nie przychodzili, bo jej matka jest na razie w szpitalu. Chciała zrobić im niespodziankę. Wiele razy mówili o tym gdzie tymczasowo się zatrzymali. Jedynym problemem było przekonanie matki, ale miała na to pomysł. Wyciągnęła torbę z szafki, spakowała tam wszystkie swoje rzeczy, a potem się ubrała. Założyła fioletowe rurki i czarną bluzkę na ramiączkach z napisem „Welcom In My World” . Przeglądając się w lustrze zwróciła uwagę na to, jak bardzo urosły jej włosy. Sięgały jej już do połowy pleców. Musiała je jakoś spiąć, żeby nie miała kołtunów. Po długiej walce z grzebieniem w końcu tradycyjnie zwinęła je w koka. Nie był to co prawda typowy kok, ale nic więcej nie mogła z nimi zrobić, bo były bardzo gęste. Wyglądała dobrze. Kiedy do pokoju weszła jej matka Kim zawzięcie szukała swoich butów. Stały pod łóżkiem. Czarne, klasyczne baletki. Alicie po cichu przyglądała się córce, które potrafiła chodzić i robiła to sprawnie, szczególnie jeżeli jej kolczyki znajdowały się na półce na drugim końcu pokoju. Kimberly była tak zajęta pakowaniem i ubieraniem się, że nie zauważyła swojej matki. Po chwili była gotowa. Wszystko na swoim miejscu, telefon w kieszeni, rzeczy spakowane, kule obok łóżka. Chwila.. Kiedy lekarz przyniósł kule? Nie wiedziała jak, ale straciła kontakt z rzeczywistością na jakieś pół godziny. W drzwiach stała jej matka z wypisem w ręce. Kim nie odezwała się do niej ani słowem. Wzięła kule i poszła w stronę windy mając nadzieję, że matka zniesie jej torbę. Po drodze dziewczyna spotkała swoją ulubioną, śpiewającą pielęgniarkę, która ją wyściskała i życzyła jej szczęścia. W tym czasie dołączyła do niej Alicie i razem weszły do windy. Panowała w niej cisza. Nadal nic nie mówiły. Kiedy były na dole, Kim sprawnie przy pomocy kul dotarła do samochodu. Matka otworzyła jej drzwi bez słowa, a ona zamiast usiąść z przodu, obok niej, to usiadła z tyłu. Alicie nie lubiła milczenia. Uważała, że cisza jest najgorszą kłótnią. Kim podczas całej drogi do domu odezwała się tylko raz.
- Podwieź mnie na High Street. – powiedziała obojętnie
- Po co? Nie chcesz wrócić do domu? – zapytała smutno matka
- Chcę pojechać na High Street 22. Albo ty mnie podwieziesz, albo taksówka. Jak wolisz.
Alicie już nic nie mówiła. Na skrzyżowaniu skręciła w kierunku ulicy, na którą ma zawieźć Kim. Kiedy dojechała rozglądała się szukając odpowiedniego numeru.
- Zatrzymaj się. Znajdę sama. – powiedziała Kimberly
- Masz jak trafić do domu czy przyjechać po ciebie? – zapytała obojętnie Alicie
- Nie martw się o mnie, poradzę sobie. – powiedziała i zamknęła drzwi od auta
Dziewczyna słyszała jak jej matka odjeżdża. Miała wyrzuty, że jest dla niej taka oschła, ale nie zamierzała przestawać. Wiedziała, że być może da jej to szansę na zostanie w Anglii. Szła wzdłuż ulic oglądając piękne domu. Nagle dostrzegła numer 22. Przyspieszyła tempo i za chwilę była już pod drzwiami. Nacisnęła na dzwonek czekając aż ktoś jej otworzy. Usłyszała głos Harrego, który szedł otworzyć drzwi. Uśmiechnęła się pod nosem. Za chwilę usłyszała odgłos przekręcania klucza w zamku. Na początku jej nie poznał, lecz po chwili uśmiechnął się szeroko. Kim rzuciła mu się na szyję, a on mocno ją przytulił. Kule upadły na ziemię. Teraz on ją trzymał, więc nie potrzebowała ich. Uśmiechnęła się szeroko. W porównaniu do niego była niska. On miał ponad 180 cm wzrostu, a ona zaledwie 167 cm, ale nie przeszkadzało im to. Spojrzał na nią, ujął jej twarz w dłonie i delikatnie pocałował, w tym czasie na dół zszedł Liam.
- Harry, kto dzwonił? – stanął zdziwiony – Aha… Już wiem.
Młodzi spojrzeli na niego z uśmiechem na ustach. Harry zamknął drzwi, postawił kule w salonie, a Kim zaniósł na rękach na górę. Obecność dziewczyny wzbudziła radość wśród chłopców. Siedzieli na górze w pokoju Liama i grali w gry, ale oderwali się od tego na chwile, żeby się przywitać.
- Jak to się stało, że wyszłaś ze szpitala? – zapytał Zayn
- Pogadałam z lekarzem, zgodził się, więc jestem. – mówiła ucieszona
- A co twoja matka na to, że tu jesteś? – zapytał Hazza
- Kiedy wracałyśmy ze szpitala kazałam jej mnie tu powieźć. Byłam niemiła, ale chcę żeby zrozumiała, że ja się właśnie tak czuję, kiedy ona każe i wykonywać swoje polecenia. Ale wybaczy mi to kiedyś.
- Pewnie tak. Ale pozwólcie, że zmienię temat. – zaczął Louie – Harry, Kim uważam, że powinniście nam coś powiedzieć. Widziałem was wczoraj w szpitalu i myślę, że jakieś oficjalne oświadczenie w tej sprawie nam się należy. – mówił dziwacznym tonem
Kimberly spojrzała na Hazzę i zaczęła się śmiać.
- Louie, o czym powinniśmy wiedzieć? – zapytał Zayn
- Ja wiem o co chodzi, prawda Harry? – skierował pytanie Liam
- Chłopcy… Nie mogę was dłużej oszukiwać. Jestem hetero. Bardzo mi przykro, ale nigdy nie zapomnę tych wspólnie spędzonych chwil. – powiedział żartobliwie Hazza
- On nam nic nie powie, więc może ty Kim? – powiedział Niall
- No ejj. To nie fair. Ja nic nie mówię, bo potem.. – nie dokończyła, bo Harry zamknął jej usta pocałunkiem
- Teraz nie powinno być żadnych wątpliwości. – podsumował Hazza
Chłopcy na początku byli zdziwieni. Wymienili się spojrzeniami, ale za chwilę zaczęli im gratulować. Kim była szczęśliwa. Byli jej rodziną. Teraz miała chłopaka, który ją wspiera i przyjaciół, którzy stoją za nią murem. Siedzieli, grali i rozmawiali. Nie wiadomo kiedy minęły 2 godziny. Alicie zaczęła wydzwaniać do Kim, ale ona nie odbierała. Nie chciała sobie psuć humoru.
- Nie chce mi się wracać do domu. – mówiła rozleniwiona
- To nie wracaj. Zawsze możesz zostać na noc. – powiedział Harry
- Moja matka mnie zabije, ale niech będzie. – zgodziła się
Siedzieli do późna. Matka Kim nadal dzwoniła, ale ona wyłączyła telefon i świetnie się bawiła.
- Kim, dziś zajmujesz moje miejsce w łóżku Harrego… Jakie to smutne, że mój Misiu już wyrósł ze spania ze mną.. Nie zapomnij go wyprzytulać. – powiedział Lou
- Spokojnie, zajmę się nim. – zaśmiała się
Po godzinie 1 w nocy poszli do łóżek. Kim ułożyła się wygodnie w ramionach Harrego.
- Chciałabym żeby tak było zawsze. – mówiła
- Będzie, zobaczysz. – odpowiedział jej ciepło
Harry pocałował ją na dobranoc i po chwili usnęli. Kim po ciężkiej chorobie nareszcie otrzymała od losu trochę szczęścia, które da jej siłę na walkę o wolność.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ajajaj :D Udało mi się :D Jestem z siebie zadowolona. 
Naprawdę nie potrafię pisać opisów, ale człowiek całe życie się uczy, wiec wszystko przede mną :P


PS. Tak dla ciekawostki, tak wygląda dom chłopców w Liverpoolu w moim opowiadaniu :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz