Rozdział 22
Rocio siedziała rozmyślając do godziny 14. Po obiedzie wzięła Vicki na spacer. Chodziła po miasteczku jak co dzień. Zastanawiała się czy umówić się Louisem. Bała się, że to wszystko skończy się zanim się zacznie. Przecież ona mieszka w Valdemorillo, a oni wrócą do Londynu. Usiadła na ławce i włączyła Twittera w telefonie. Ujrzała tam wiadomość od Lou „To może chociaż spacer?” . Uśmiechnęła się do siebie i odpisała „Znajdź mnie.” . Wstała i poszła w kierunku przedmieścia. Rzadko tu spacerowała. Kiedyś ktoś tu na nią napadł więc trzymała się z daleka. To co zobaczyła bardzo ją przeraziło. Miguel groził jakiemuś chłopakowi bronią. Krzyczał coś o pieniądzach i o tym, że ma milczeć. Rocio stała jak wryta. Na jej nieszczęście chłopak ją zobaczył. Miguel pobiegł w jej stronę i mocno nią szarpnął.
- Szpiegujesz mnie? – wyglądał groźnie
- Myślisz, że nie mam lepszych zajęć? Przechodziłam przypadkiem, puść mnie. – mówiła
- Tak dla jasności, twoja kuzynka wierzy w każde moje słowo, pojedzie ze mną pod namiot, a ja się nią chętnie odpowiednio zaopiekuję. Przecież nie ma powodów, żeby mi nie ufać. Jakie to smutne, że tak bardzo chcesz jej pomóc, a ona ma to gdzieś. – chłopak skierował pistolet w stronę Vicki – Jeżeli piśniesz choćby słowo to pozbędę się twojego bachora. – zagroził
- Skurwiel. – powiedziała, a on uderzył ją w twarz
- Nie pyskuj. Wracaj do domu. Jeżeli ktokolwiek się dowie to będziesz miała kłopoty. Aha. Jeszcze jedno. Patrick pozdrawia cię z więzienia. – zaśmiał się ironicznie i odszedł
Rocio była przestraszona. Miguel miał kontakt z ojcem jej dziecka. Nie wiedziała co ma robić. Bała się o Vicki. Oddychała szybko. Wzięła wózek i poszła w stronę miasta. Po dziesięciu minutach spotkała Louisa.
- Rocio, co się stało? – zapytał widząc jej wyraz twarzy
- Usiądźmy. – prosiła
- W porządku. – skierowali się w stronę ławki
- Miguel jest niebezpieczny. Ma broń. Groził mi. Louie, ona nie może z nim jechać. Musimy coś zrobić. – mówiła spanikowana
- Jak to? Co ci mówił? – zmartwił się Lou
- Że zrobi krzywdę Vicki. Mówił też, że Kim wierzy w każde jego słowo, więc pod namiotami się nią odpowiednio zajmie. Kazał mi milczeć, ale ja musiałam to komuś powiedzieć. Louie pomóż mi. – prosiła
- Nie zostawimy tak tego. – objął ją – Mamy czas do jutra, tak?
W tym momencie Rocio dostała smsa od Kim o treści „Jutro ma padać, więc pod namioty jedziemy dzisiaj. Jeżeli masz do mnie jakąś sprawę to wracaj do domu, bo za godzinę wyjeżdżam.”
- W zasadzie to nie. Mamy godzinę. – powiedziała pokazując mu telefon
Louis zadzwonił do chłopaków. Musieli zatrzymać Kimberly. Wszyscy spotkali się pod hotelem. Ustalili, że Rocio dowie się gdzie mają rozbić namioty. Dziewczyna wróciła do domu. Miguel zmierzył ją spojrzeniem, ale ona to zignorowała i poszła w stronę kuzynki.
- Kim. Gdzie macie zamiar rozbić namioty? – spytała spokojnie Rocio
- Miguel mówił, ze to jest jakieś pół godziny jazdy stąd. Obok jakiegoś stawu, tak? Dobrze mówię? – spojrzała zdezorientowana dziewczyna
- Tak, wiem gdzie to jest. Ok. Dzięki. – chciała odejść
- Ale Rocio! Po co chcesz to wiedzieć? – zdziwiła się
- Przezorny, zawsze ubezpieczony. – pokazała jej język i weszła do domu
Dziewczyna zostawiła Vicki u swojej mamy i wytłumaczyła jej, że najprawdopodobniej wróci później. Pobiegła pod hotel chłopców. Oznajmiła im, że wie gdzie jadą na biwak. Była strasznie zdenerwowana. Louis objął jej troskliwie, żeby trochę się uspokoiła. Podziękowała mu za to. Przytuliła się do niego i modliła się o to, żeby nie przyjechali za późno. Kiedy zobaczyli przez okno, że auto Miguela minęło ich hotel zeszli na dół i powoli wpakowali się do środka. Harry prowadził samochód, a obok niego siedział Zayn. Reszta siedziała z tyłu. Lou pilnował Rocio, a Liam i Niall próbowali się czymś zająć. Po dwudziestu minutach jazdy Kim wysłała do Liama smsa „Dojechaliśmy już, nic mi nie jest. Zadowoleni?” . Rocio wskazała Harremu drogę i stwierdziła, że samochód muszą zostawić kawałek wcześniej, żeby nikt ich nie zobaczył. Zaparkowali i postanowili poczekać chwilę, być może coś się wydarzy.
Kiedy Kim wysiadła z auta ujrzała grupę przyjaciół Miguela. Wydawali się sympatyczni. Chłopak poszedł przywitać się z kumplami, a Kimberly podeszła do dziewczyn. Okazało się, że wiele z nich też jest z Anglii. Najbardziej zaciekawiła ją dziewczyna z blizną na twarzy. Stała z boku. Była przygnębiona i co chwile spoglądała na Kim. Miguel obserwował dziewczynę uważnie, ale kiedy zniknął z pola widzenia i poszedł po drewno na ognisko tajemnicza dziewczyna wzięła Kimberly na bok.
- Dobrze ci radzę, uciekaj dopóki gdzieś poszedł. Znam go. On nie ma dobrych intencji. Słono za to zapłacę, ale nie mogę pozwolić żeby zrobił ci to samo co mi. – mówiła zdenerwowana
- O czym ty mówisz? – zapytała zszokowana
- Jestem siostrą jego przyjaciela. Chodziłam z nim jakiś czas. Poszliśmy na wspólną imprezę. Upiłam się, a on to wykorzystał. Obudziłam się w jakieś ruderze. Kiedy chciałam powiedzieć bratu oszpecił moją twarz i wszystkim powiedział, że ktoś na mnie napadł, a on mnie uratował. Nie mogę patrzeć na to jaka jesteś nieświadoma. Uciekaj!
Kim nie wiedziała co ma robić. Nie wiedziała czy to prawda. Nie chciała wierzyć w winę przyjaciela. Tajemnicza dziewczyna widząc jej zakłopotanie i dezorientację podeszła z nią do samochodu Miguela i ze schowka wyciągnęła pistolet, nóż i dragi. W tym momencie Kimberly zrozumiała, że dziewczyna mówiła prawdę. Spojrzała na nią wdzięcznym wzrokiem.
- Dziękuje – wyszeptała Kim
- Biegnij, będę cię kryła. Nie zatrzymuj się. – poganiała ją
Kimberly żeby nie budzić podejrzeń na początku szła spokojnie. Dopiero, kiedy znikła im z pola widzenie zaczęła biec. Dawno tego nie robiła, wiec szło jej to opornie. Po chwili nie mogła złapać oddechu, więc zatrzymała się. Oparła się o drzewo, ale na jej nieszczęście w tym momencie Miguel ją dogonił. Widziała gniew w jego oczach.
- Nie ładnie mi uciekać. Bardzo tego nie lubię. – zbliżał się do niej
- Zostaw mnie. – mocno ścisnął jej nadgarstek – Auu!!! Puść mnie!!! – krzyczała głośno
- Zamknij się! – pchnął ją na trawę
Kim próbowała wstać i mu uciec, ale był szybszy i silniejszy od niej. Pozostało jej tylko mieć nadzieję, że ktoś się zjawi i jej pomoże.
Harry był bardzo nerwowy. Nie mógł znieść dłuższego czekania. Co chwile patrzył na zegarek. Chodził w kółko bez celu. Chciał coś rozwalić, ale musiał zachować spokój. Rocio rozmawiała z Louisem, a reszta siedziała na Twitterze. To czekanie było męczące. W pewnym momencie Hazza usłyszał krzyk.
- Słyszeliście to? – zapytał Butterfly
- Co? – spojrzał zdziwiony Lou, wtedy krzyk się powtórzył
- To Kim! – krzyknęła Rocio
Wszyscy poderwali się na nogi biegnąc w stronę, z której dochodził krzyk. Kiedy dobiegli ujrzeli Miguela trzymającego Kim kurczowo przy ziemi. Chłopak od razu ich spostrzegł, więc wyciągnął pistolet i strzelił w kierunku Rocio, Louis nie mógł pozwolić na to co miało się stać, odepchnął ją na bok i kula trafiła go w brzuch. Padł na ziemię. Zayn od razu rzucił się na Miguela i obezwładnił go. Harry podniósł Kim i mocno ją przytulił. Rocio była w szoku. Lou ją uratował. Szybko wyciągnęła telefon i wezwała pomoc. Liam starał się zatamować krwawienie. Niall nie wiedział co ma zrobić. Kimberly razem z Hazzą szybko podeszli do Louisa. Wszyscy bardzo się o niego bali. Karetka wraz z policją za chwile była na miejscu. Rocio służyła za tłumacza. Opowiedziała o tym co się wydarzyło. Miguela zabrała policja, a Lou był już w drodze do szpitala. Wszyscy zapakowali się do auta i pojechali za ambulansem. Kiedy dojechali na miejsce lekarz zajmował się Lou. Wszyscy byli bardzo zdenerwowani.
Kimberly kurczowo trzymała się Harrego.
- Przepraszam. – powiedziała – Kocham cię. Nie potrafię bez ciebie żyć
- Ciii… - przyłożył jej palec do ust – Nic nie mów, wszystko wiem. – pocałował ją delikatnie
- To moja wina. Przeze mnie Louis jest ranny… - łza spłynęła jej po policzku
- Nie mów tak. Nie możesz brać odpowiedzialności za zbrodnie tego kretyna. – przytulił ją
Siedzieli na korytarzu jeszcze jakieś 20 minut. Po chwili przyszedł lekarz.
- Panie doktorze, co z nim? – zapytała od razu Rocio
- Wszystko będzie w porządku. Na szczęście nic nie zostało uszkodzone, a mało brakowało. Wasz przyjaciel jest jeszcze nieprzytomny, ale jutro powinien czuć się lepiej. – mówił optymistycznie lekarz
- Kiedy będziemy mogli go zabrać do domu? – zapytał Liam
- To zależy od tego, jak rana będzie się goić. Pożyjemy, zobaczymy.
- Mogę do niego wejść? – zapytała Rocio
- Tak, proszę. – uśmiechnął się i odszedł
Była godzina 18. Wszystkim zrobiło się lżej, kiedy dowiedzieli się, że Louisowi nic nie będzie. Siedzieli przy jego łóżku do godziny 19. Rocio postanowiła zostać z nim dłużej. Zrozumiała, że zależy jej na nim. Była wściekła na siebie. Obiecała sobie, że nie zakocha się tak łatwo, ale niestety serce nie sługa. Mówiła do nieprzytomnego chłopaka. Znała go jeden dzień, a zdążyła się do niego przywiązać. Czuła się beznadziejnie z tego powodu. Targały nią różne emocje. Obiecała sobie, że kiedy wyjdzie ze szpitala umówi się z nim, ale nie liczy na zbyt wiele. Była zbyt zmęczona na takie przemyślenia, ale nadal czuwała. Wróciła do domu dopiero o godzinie 23.
Chłopcy weszli do pokoju strasznie zmarnowani. Nie chcieli nic robić. Martwili się o Lou. Zapewnienie lekarza sprawiło, że kamień spadł im z serca, ale wiedzieli, że przed papparazzi nic nie da się ukryć. Westchnęli i włączyli telewizje. Harry i Kim poszli do sypialni. Bardzo za sobą tęsknili. Hazza ułożył ją delikatnie na łóżku i namiętnie całował. Ona poddała mu się całkowicie. Brakowało jej tego. Harry był dla niej teraz taki czuły. Dalej bolała ją zdrada, ale nie tak bardzo jak tęsknota za nim. Tej nocy została z nim. Mimo nieudanego biwaku nie wróciła do domu. Spała w ramionach swojego mężczyzny. Cieszyli się sobą, w końcu byli razem, a to było dla nich najważniejsze. Kiedy usnęli Liam zrobił im zdjęcie i wrzucił na Twittera. Poinformował fanów o tym, że znów są razem. Cieszył się z tego. Wiedział, że jego przyjaciel nie mógłby trafić na lepszą dziewczynę. Zamknął drzwi i poszedł do siebie. Jutro ciężki dzień.
Do 1 sierpnia pozostało 17 dni…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Biedny Lou ;x
Czekam na opinię :D A teraz kolejne pytanie konkursowe : Co znajduje się w liście zaadresowanym do Kim? Ja już znam odpowiedź :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz