sobota, 21 lipca 2012


Rozdział 2



            To była bardzo spokojna noc. Nie obudziła się ani razu. Wstała dopiero o godzinie 10. Rozejrzała się dookoła. Za oknem jak zwykle świeciło słońce. Po chwili przyszedł do niej lekarz wypytując ją o samopoczucie.
- Witaj Kim, jak się dziś czujesz?
- Lepiej. – odpowiedziała z uśmiechem na twarzy
- Widzę, że chłopcy umieją poprawić samopoczucie. – stwierdził
- Tak, zdecydowanie tak.
- Mam nadzieję, że ich wizyty nie wpłyną negatywnie na twój stan.
- Czy szczęście może mieć negatywny wpływ? – zaśmiała się
- Oj Kim, mam nadzieję, że twojej mamie oda się zorganizować pieniądze na tą szczepionkę.
- Jaką szczepionkę? – zapytał Harry, który pojawił się w drzwiach pokoju
- Zawierającą przeciwciała likwidujące skupisko choroby we krwi, została sprowadzona z Madrytu, ale jest bardzo droga. Pani Jones cały czas stara się zorganizować pieniądze, ale ma mało czasu. – poinformował lekarz po czym opuścił salę
- Dlaczego nam nie powiedziałaś? – zapytał Harry
- A co miałam wam powiedzieć? – odpowiedziała zmieszana
- Cokolwiek.
- Teraz już wiesz, przepraszam.
- Nie przepraszaj mnie tylko powiedz do kogo mam iść żeby uzgodnić formę płatności.
- Nie Harry! – wysiliła się na krzyk - Nie chcę tak.
- Jeżeli ty mi nie powiesz, to sam się dowiem. – wyszedł wściekły z pokoju
Czuła się jak kretynka. Harry Styles chce uratować jej życie, a ona na niego krzyczy. Nie chodziło jej o pieniądze, tylko o to, ze całe życie była przekonana, że umrze w młodym wieku. Teraz kiedy śmierć czai się za rogiem nagle istnieje szansa na życie. Miała nadzieję, że Harry nie będzie się długo gniewał. Chciała żyć, ale nigdy nie przeszłoby jej przez myśl, że to wszystko potoczy się w taki sposób. Miała ochotę rzucać ciężkimi przedmiotami, ale dotarło do niej, że nawet szklanką nie dałaby rady rzucić. Po chwili usłyszała hałas na korytarzu i od razu poprawił jej się humor.
- Cześć Kim! – krzyknął Louis
- Dzisiaj ja mam kwiaty! Ha! – pochwalił się Niall i położył je na stoliku
- Bardzo wam dziękuję. – starała się zatuszować minioną konfrontację z Harrym
- Jak się czujesz? – zapytał Liam
- Dzisiaj lepiej, a co u was?
- Wszystko w porządku. Gdzie Harry? – zapytał Zayn
- Nie wiem, poszedł gdzieś. – powiedziała obojętnie, co wzbudziło zainteresowanie chłopców
- Coś się stało? – dopytywał Louie
- Co ten pacan znowu zrobił? – zirytował się Liam
- Nic, zresztą to moja wina i ma prawo być zły.. Chociaż, nie! Nie ma prawa być zły! Nie musiałam mu o niczym mówić i nie zmówi mi, że musiałam. – mówiła szybko, a chłopcy patrzyli na nią jak na idiotkę
- Czyli on ma pretensje, tak? Dobrze rozumiem? – załapał temat Niall
- Tak, ale nieważne.
Louis chciał jeszcze o coś zapytać, ale Liam go powstrzymał. Stwierdzili, że wszystkiego dowiedzą się w swoim czasie. Kolejną godzinę spędzili na śpiewaniu i opowiadaniu różnych dziwnych historii, które spotkały ich w trasie. Harrego nadal nie było.
- Pewnie już dzisiaj nie wróci... – mówiła patrząc na drzwi
- Jak nie wróci to ma po pysku. – podsumował Zayn
            Po 15 minutach do sali wszedł Harry razem z lekarzem i Panią Jones. Kim była pewna, że jest wściekły, ale kiedy na niego spojrzała uśmiechnął się szeroko. Nie wiedziała co robił przez ten czas, kiedy go nie było, ale w tym momencie ją to nie obchodziło. Wiedziała tylko, że jak chłopcy się dowiedzą to nie będę zadowoleni.
- Kim, możesz być na mnie wściekła, ale bez twojej pomocy znalazłem lekarza, który dysponuje szczepionką.
- Wyślij ją do Afryki, oni taką jedną na 5 rozłożą. – mówiła obojętna
- Przestań. – powiedziała stanowczo Alicie
- Kimberly, Pan Styles wykupił dla ciebie szczepionkę. – oznajmił zadowolony lekarz
- Nie chcę jej. – powiedziała przez łzy
- Możecie nas zostawić samych na chwilę? – poprosił Harry
- Ale.. – chciała zaprotestować matka.
- Na chwilkę. – nalegał Hazza
- O co chodzi z tą szczepionką? – zapytał Niall, który nic nie rozumiał
- Za chwile wszystko wam wytłumaczę, ale wyjdźcie na chwilę. – powiedział Harry, po czym wszyscy opuścili pomieszczenie.
- Dlaczego mi to robisz?! Dlaczego rujnujesz mój idealnie poukładany świat?! Może ja nie chcę żyć? Może prędzej czy później sama się zabije? Dlaczego mi to robisz? – pytała płacząc
- Kim.. – usiadł na brzegu łóżka – Ja wiem, że chcesz żyć. Ale będziesz mi robić na złość i się nie zgodzisz. Twoja mama skakała z radości, chcesz teraz zburzyć jej szczęście? – próbował jakoś do niej dotrzeć
- Teraz chcesz, żeby dopadło mnie poczucie winy, nie rób tak.
- Posunę się do wszystkiego żebyś w końcu przejrzała na oczy. – złapał ją za rękę, miał nadzieję, że chociaż trochę udało mu się ją przekonać
- Harry… ja po prostu nie wyobrażam sobie mojego życia po wyjściu ze szpitala, spróbuj mnie zrozumieć. – spojrzała na niego zapłakana
- Będzie dobrze. – objął ją – Nie płacz, bo Louis powie, że coś Ci zrobiłem.
- Wierzę ci. – zrobiła pauzę – Powiedz lekarzowi, że się zgadzam.
Harry uśmiechnął się szeroko i niemal wybiegł z pokoju. Chłopcy zostali już poinformowani o zaistniałej sytuacji i z ich min można było wywnioskować, że nie byli zadowoleni z zachowania Kim. Dziewczyna bała się dnia jutrzejszego. W jej krwi będzie krążyć płyn, który po kawałku będzie przywracał jej siły. To było tak piękne a zarazem tak beznadziejne. Będzie mogła znów chodzić, a to wiąże się z powrotem do szkoły. Ale jeszcze nie czas na takie wybryki, teraz jest szpital i czas na zaaplikowanie szczepionki. Strasznie się denerwowała. Ta strzykawka zabierała jej magiczny eliksir. Matka podeszła i złapała ją za rękę. Kim widziała, że Alicie jest szczęśliwa jak nigdy dotąd. Teraz wiedziała co miał na myśli Harry.
- Może trochę szczypać. – ostrzegł lekarz
- Wytrzymam.
- No to do dzieła. – strzykawka wbiła się w skórę Kim
- Auu.. – wykrzywiła się lekko, ale po chwili było po wszystkim
- Byłaś dzielna. – powiedział żartobliwie Louis
Lekarz opuścił salę, Pani Jones wyszła razem z nim. Chłopcy otoczyli łóżko, żeby wyrazić swoją opinie na temat jej zachowania.
- To co zrobiłaś.. – zaczął Zayn
- … było głupie, wiem, przepraszam. Ja po prostu nie znoszę litości. – przerwała mu
- To nie była litość, tylko pomoc Dziecko Drogie. – oznajmił Louis
- To już nieważne. Właśnie w mojej krwi zachodzą dziwne reakcje, które ratują mi życie. Nie wiem jak wy, ale ja tego nie ogarniam. Może jeszcze mało rzeczy widziałam, mało wiem, ale przyznajcie, że w szpitalu nie ma ciekawych obiektów do obserwowania.
- Jak na jaskiniowca to nawet dobrze mówisz. – zaśmiał się Liam
- To był komplement? – zapytała i zaczęła się śmiać
- Tak jakby.
- Dobra młoda. Odpokutujesz swoje winy jak wyjdziesz ze szpitala. Nie będziemy się teraz nad tobą znęcać. – oznajmił Harry
            Dotrzymali jej towarzystwa jeszcze przez godzinę, a potem się pożegnali. Obiecali odwiedzić ją następnego dnia. Była strasznie szczęśliwa, ale dręczyło ją to, że wydarła się tak na Hazzę. On przecież chciał dobrze. Zresztą, to już nieistotne.
- A koniec jest początkiem i nową nadzieją… - pomyślała

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W miarę szybko się uwinęłam :d Mam nadzieję, że się podoba. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz