sobota, 21 lipca 2012


Rozdział 1




Drogie One Direction
            Mam na imię Kimberly i mam 17 lat. Od kilku lat cierpię na poważną chorobę krwi. Pozostało mi do przeżycia jeszcze tylko około 30 dni. Moją ostatnią wolą było, żeby pojechać na Wasz koncert w Manchesterze. Jakby nie patrzyć, udało mi się. Szkoda tylko, że moja choroba zepsuła mi plany i po trzeciej piosence zabrało mnie pogotowie. Obudziłam się w szpitalu podpięta do dziwnych urządzeń, to straszne uczucie wiedząc, że te kable trzymają Cię przy życiu.
            Cała ta sytuacja była dla mnie bardzo trudna. Chciałam po koncercie bardzo Wam podziękować, za to, że ostatnie tygodnie mojej choroby umilałam sobie Wasza muzyką, ale jak widać, nie wyszło. Uważam, że jesteście genialni i to co robicie jest naprawdę dobre. Mam nadzieję, że zrobicie karierę na całym świecie, bo należy się Wam. Nie przejmujcie się krytyką ze strony antyfanów- to tylko zazdrość.
            Teraz leżę w szpitalu i czekam na wypełnienie mojego przeznaczenia, mój stan jest ciężki, więc czasu mam coraz mniej. Bardzo chciałam kupić Waszą książkę, ale lekarz dał mi kulturalnie do zrozumienia, że nie dożyję premiery, bardzo mi przykro. Życzę Wam jak najlepiej i mimo, że moja ostatnia wola nie do końca się wypełniła, ten dzień był najlepszym w moim życiu.
                                                                                                                      Kim.


Kimberly pisała ten list przez pół dnia. Kosztowało ją to wiele wysiłku. Jej stan z dnia na dzień się pogarszał, wiec jeszcze tego samego dnia Alicie poszła na pocztę wysłać list. Dla Kim znaczyło to bardzo wiele. Chciała przed śmiercią zrobić coś, czego nie zrobiła wcześniej. Ciągłe leżenie w szpitalu nie nastrajało jej pozytywnie. Czuła się fatalnie i wiedziała, że jej stan się już nie poprawi, że teraz może być tylko gorzej. Nie miała towarzystwa, jej matka całymi dniami szukała sposobu na uzyskanie pieniędzy, niestety bezskutecznie. Lekarz, który zajmował się przypadkiem Kim kazał sprowadzić szczepionkę do Liverpoolu, aby w razie uzyskania potrzebnych środków nie czekać. Większość dni przesypiała, nie miała siły rozmawiać, a jeżeli udało jej się cokolwiek powiedzieć to kosztowało ją to dużo wysiłku. Alicie nie mogła patrzyć na bladą i szczupłą twarz swojej córki, często płakała z bezradności. Kiedy Kimberly otworzyła oczy ujrzała swoją matkę i zadała jej nurtujące ją pytanie.
- Dlaczego oni jeszcze mnie trzymają? – była ledwo słyszalna
- Jest szansa, że zdobędę pieniądze na Twoje lekarstwo.
- I tak umrę, nie warto. – mówiła resztkami sił
- Nie mów tak! – prosiła Alicie, ale jej córka straciła przytomność
Dziewczyna obudziła się w środku nocy. Wtedy dostrzegła jedyna pozytywną rzecz w szpitalach- tam nigdy nie jest ciemno. Zaczęła się rozglądać po pokoju, ale był pusty, jak zawsze. Było jej przykro, że nie ma przyjaciół, którzy odwiedziliby ją. Nie miała czasu ich znaleźć. Takie noce jak ta zawsze dawały jej czas na przemyślenia. Zastanawiała się co jest po śmierci, czy jej matka da sobie radę, czy ktokolwiek przyjdzie na jej pogrzeb, czy jej grób będzie zadbany, czy ktokolwiek opowie jej historię. Po chwili zdała sobie sprawę, że nigdy się nie całowała, nie miała chłopaka, że umiera jako dziewica, nigdy nie paliła papierosów, nie chodziła na imprezy, nie upiła się, nie wróciła do domu o 4 nad ranem, nie dostała szlabanu. Miała nudne życie, ale w sumie kto miałby ciekawsze leżąc pół życia w szpitalu? Dopiero rano dotarło do niej, że za niedługo zostawi swoją matkę samą na tym świecie, ze nigdy więcej jej nie zobaczy. Chciała móc temu zaradzić, ale nie potrafiła. Chciałaby mieć powody, aby wiedzieć, że jej matka da sobie radę, że ktoś jej pomoże. Czuła się paskudnie. Łzy zaczęły napływać jej do oczu. Starała się przywołać w pamięci obraz matki, ale nie potrafiła, bała się, że to jest koniec, że umiera. Chciała krzyczeć, ale nie potrafiła, marzyła tylko o tym, aby znów zobaczyć swoją mamę. Płakała, jej ciało drżało, nie mogła chwilowo oddychać. W drzwiach pokoju ujrzała lekarza, który natychmiast podał jej maskę tlenową, aby złapała oddech. Udało się. Lekarz zmierzył jej ciśnienie, było podwyższone. Dostała zastrzyk i poczuła się lepiej. Zorientowała się, że nie może myśleć o takich rzeczach, bo to źle wpływa na jej stan, pozostało jej tylko marzyć. Zamknęła oczy i usnęła.
            Kiedy otworzyła oczy ujrzała swoją matkę. Chyba nigdy wcześniej nie cieszyła się tak na jej widok. Próbowała coś powiedzieć, ale nadal miała założoną maskę tlenową. Spojrzała na zegarek powieszony w pokoju, była godzina 10. Do godziny 13 jej matka była w szpitalu i mówiła do niej. Była załamana, że nie może jej odpowiadać. Alicie uspokajała ją, mówiła, że za kilka dni będzie mogła mówić. Wcale jej to nie pomagało. Po przeżyciach dzisiejszej nocy wiedziała, że może się nie doczekać rozmowy z matką. Od razu odrzuciła od siebie te przemyślenia i czekała na wyniki badań. Tak jak przewidywali lekarze, szczepionka musi zostać użyta w tym tygodniu, inaczej Kimberly umrze. Dziewczyna widziała tylko zapłakaną matkę, która szybko opuściła szpital. Po południe minęło jej tak jak co dzień. Nikt nie przyszedł, matki nie było, lekarz nic nie mówił. Jedynie pielęgniarka umiliła jej czas śpiewając piosenki swojej młodości. Tak samo minęły jej kolejne dwa dni.
            Po przebudzeniu czuła się trochę inaczej, być może dlatego, że lekarz pozbawił ją maski tlenowej. Od razu poprawiło jej się samopoczucie. Przez okno widziała jasnoniebieskie niebo. Tak bardzo chciałaby teraz być na zewnętrz. Biegać, skakać, śmiać się. Niestety może tylko marzyć, wyobrazić sobie zieloną łąkę, kwiaty, śpiew ptaków i inne rzeczy, których nie ma w szpitalnym pokoju. Z korytarza usłyszała głos swojej matki. Miała nadzieje, że w końcu z nią porozmawia. Alicie weszła do pokoju i ucałowała córkę.
- Mamo, przepraszam, że zostawiam cię tu samą, nie chcę tego, ale wiesz, że to nie moja wina. – mówiła spokojnie
- Kimberly, proszę, przestań. Tak jest i nic nie możemy z tym zrobić. Przepraszam, że tak rzadko tu jestem, ale robię wszystko, żeby zdobyć pieniądze. Bardzo cię kocham.
Alicie nie mogła pohamować łez, w pośpiechu opuściła salę, lecz po chwili wróciła. Otarła łzy i zwróciła się do córki.
- Kim, ktoś chciałby się z tobą spotkać.
W drzwiach pokoju ujrzała pięciu mężczyzn. Doskonale znała te twarze. Starała się zachować spokój. W tym momencie dotarło do niej, że dostali jej list. Nie spodziewała się tego, nawet o tym nie marzyła. Zamknęła oczy i po chwili otworzyła je znowu. Nie wierzyła w to co widzi.
- Cześć Kim. – powiedział Liam i podszedł do stolika, żeby odłożyć tam kwiaty, które jej kupili
- Cześć. – mówiła zaskoczona
- Dostaliśmy twój list. Razem z chłopakami stwierdziliśmy, że nie zostawimy tak tego. Każdy człowiek ma prawo do spełnienia marzeń, prawda? - mówił Louis
- Dziękuję. – powiedziała przez łzy
- Jak się czujesz? – zapytał Harry
- Beznadziejne, to straszne wiedzieć, że dzisiaj albo jutro się umrze.
- Musisz być dobrej myśli, lekarze robią co mogą. – pocieszał ją Zayn
- Już nic nie zrobią. Potrzebuję szczepionki, a oni mi jej nie załatwią. Bardzo wam dziękuję za to, że tutaj jesteście. – mówiła coraz ciszej
- Odpocznij chwile, a ja może coś zagram. – powiedział Niall
Czuła się wspaniale, całe One Direction przyjechało tutaj specjalnie dla niej. Słyszała cudowne dźwięki gitary, głosy chłopaków śmiech Nialla. To wszystko uczyniło ją tak szczęśliwą, że była pewna tego, że potrafi latać. Nagle świat zawirował, a ona straciła przytomność.
            Kiedy otworzyła oczy widziała pięciu przestraszonych mężczyzn i lekarza rozmawiającego z jej matką.
- Koniec jest bliski. – powiedziała cicho
- Wszystko okej? Czujesz się lepiej? - dopytywał Zayn
- Przepraszam was. – mówiła smutna. Tak bardzo się cieszyła, że jej organizm nie nadążył.
- Nic się nie stało, wyśpij się porządnie, a my przyjdziemy jutro. – powiedział Harry
- Dobrze, dziękuję wam za wszystko, kwiaty też są piękne.
- Ja kupowałem! – pochwalił się Louis
- Dobra, dajmy jej już spokój, jest wykończona. Do jutra! – ogarnął sytuację Liam i wszyscy skierowali się w stronę drzwi.
- To był dziwny dzień. – pomyślała
Zanim jednak zdążyła sobie wszystko poukładać w głowie wpadła w objęcia Morfeusza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Udało się :D 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz