Rozdział 17
W ciągu ostatnich trzech dni humor Kim znacznie się poprawił. Spędzała dużo czasu z Vicki i Rocio. Częściej się uśmiechała i nie płakała w nocy. W domu cioci łatwiej było znosić jej tęsknotę za Anglią, szczególnie dlatego, że Janet bardzo chciała poznać chłopców i uważała ich za rozsądnych ludzi. Kim pokazywała jej nagrania z kamery, co wywoływało śmiech. Dziewczyna czuła, że ciocia rozumie ją lepiej niż matka. Często rozmawiały i razem zajmowały się ogrodem. Kim była świadkiem kłótni między Janet a jej rodzicielką. Chodziło o to, jak Alicie traktuje Kimberly. Dziewczyna poczuła się lepiej wiedząc, że ma po swojej stronie ciocię. Wczorajszego ranka, kiedy Kim szła do sklepu poznała chłopaka mieszkającego w sąsiedztwie. Miał na imię Miguel. Był mniej więcej we wzroście Harrego, miał czarne, krótkie włosy, brązowe oczy i jasną karnację. W drodze do sklepu dziewczyna dowiedziała się, że też przyjechał z Anglii, ale ciszy się, że tu mieszka. Po powrocie z zakupów chłopak zaprosił ją na spacer, więc mieli szanse się lepiej poznać. Polubiła go. Był miły, szczery i zabawny. Cieszyła się, że poznała tu kogoś ciekawego. Był w jej wieku. Kiedy spacerowali ulicami Valdemorillo Kim na chwile zapomniała o tym, że Harry jest daleko. Czuła się dobrze w towarzystwie Miguela. Nawet nie wiedział jak bardzo była mu wdzięczna za to, że potrafił ją rozśmieszyć. Uważała go za kogoś mądrego jak Zayn, zabawnego jak Louie, miłego jak Harry, słodkiego jak Niall i rozsądnego jak Liam. Wszędzie szukała w nim podobieństwa do jej pięciu chłopców. Po chwili uznała jednak, że to zły pomysł, żeby porównywać go do nich. Nikt nie był w stanie jej ich zastąpić.
- O czym myślisz? – spojrzał na nią uważnie
- O moich przyjaciołach, których zostawiłam w Anglii… - zasmuciła się
- Głowa do góry, wrócisz tam i wszystko będzie ok. – pocieszał ją
- Tak, wiem, ale brakuje mi ich.. – zrobiła pauzę – Zmieńmy temat, masz ochotę na lemoniadę? – zapytała spoglądając w stronę stoiska z zimnymi napojami
- Chętnie się napiję, ale pod jednym warunkiem. – uniósł brew – Ja stawiam.
- Nie ma mowy! – pobiegła do sprzedawcy płacąc sama za siebie
Poszli w stronę ławki, aby usiąść. Obserwowali ptaki, śmiali się i rozmawiali.
- Opowiedz mi o swoich przyjaciołach. Spróbuję ich sobie wyobrazić. – uśmiechnął się
- No dobra. Niech będzie. – westchnęła – Zayn ma 19 lat. Jest bardzo mądrym i szczerym człowiekiem. Trochę wstydliwy, ale jest naprawdę wspaniały. Wspaniale się uśmiecha i ma genialny głos.
- Jestem trochę do niego podobny… - zaśmiał się
- Teraz Niall. Ma 19 lat. Wiecznie uśmiechnięty! Irlandczyk. Ma wspaniały akcent i świetnie gra na gitarze. Nie widać tego po nim, ale kocha jedzenie. Naprawdę! – zaczęła się śmiać
- Nie tyje? – zapytał zdziwiony
- To dziwne, ale nie widać, żeby coś mu przybywało. Taki już jest Niall. – uśmiechnęła się ciepło – Liam ma 19 lat i jest uważany za Tatę. Pilnuje ich wszystkich, żeby nie zrobili czegoś głupiego. Romantyk. Ma wspaniałą dziewczynę, Danielle. Rozsądny, fajny facet. Boi się łyżek, ale to nieistotne… - Miguel zrobił zdziwioną minę
- To co najmniej dziwne. – stwierdził
- Oj tam. Teraz Louis. Ten człowiek potrafi mnie rozbawić do łez. Wszyscy uważają go za geja, bo przystawia się do mojego faceta. Uwielbiam go za to wszystko. Kawalarza z niego, ale jest naprawdę wspaniały. Ma 20 lat. Nie da się z nim oglądać filmów, ale za to szybko się uczy gotować. – uśmiechnęła się w duchu
Na słowa „mojego faceta” Miguel się rozczarował. Miał nadzieję, że Kim jest wolną i niezależną dziewczyną. Mylił się. Miała chłopaka, za którym tęskniła. Odgonił od siebie takie myśli, bo znał ja zaledwie kilka godzin. Było za wcześnie, żeby liczyć na cokolwiek.
- No i Harry… Mój chłopak. Ma 18 lat, jest najmłodszy. Niesamowicie ciepły i miły. Czasem podejmuje pochopne decyzje, ale może na nas liczyć. Pięknie się uśmiecha. Jest ode mnie wyższy, ale mi to nie przeszkadza. Uratował mi życie… - zatrzymała się
- Jak to? – spojrzał na nią
Kim opowiedziała mu historię swojej choroby. Wspomniała o tym, jak poznała chłopców. Miguel był zdziwiony. Według niego Kim nie wyglądała na kogoś, kto ledwo uniknął śmierci. Nie znał Harrego, ale cieszył się, że pojawił się w odpowiednim miejscu i czasie. Trochę zaskoczyło go to, że kupno tak drogiej szczepionki przyszło mu tak łatwo, ale stwierdził, że nigdy tego nie zrozumie, bo nie jest na jego miejscu. Rozmawiali jeszcze chwilę i postanowili wrócić do domu. Umówili się na wieczorny spacer i każdy poszedł w swoją stronę.
Tego dnia chłopcy byli już w Londynie. Czuli się dobrze w swoim domu. Rozpakowali rzeczy i poszli coś zjeść. Po obiedzie wszyscy oprócz Harrego udali się do Milkshake City. Hazza tymczasem umówił się z Caroline. Musiał z kimś pogadać. Zaparkował samochód pod jej domem i bez pukania wszedł do środka. Przywitała go pocałunkiem w policzek. Chłopak spojrzał na nią gniewnie, więc od razu się odsunęła. Poszedł do salonu i usiadł na kanapie.
- Nie przyszedłem tu, żeby do ciebie wrócić. Jesteśmy przyjaciółmi, więc chciałem pogadać. Nie oczekuj zbyt wiele. – powiedział oschle
Caroline dotknęły te słowa. Przecież taki miała plan. Chciała odzyskać Harrego bez względu na wszystko. W końcu cel uświęca środki. Musiała coś wymyślić. Nie mogła tak po prostu odpuścić. Chłopak był zakochany w Kimberly po uszy, ale Caroline to nie obchodziło. Chciała osiągnąć swój cel. Skoro Harry sam nie wpadnie w jej ramiona, to trzeba mu w tym pomóc. To właśnie zamierzała zrobić. Pomóc swojemu szczęściu. Smutne jednak było to, że ona po prostu chciała go mieć. Nie czuła do niego nic co mogło się równać z uczuciami Kim. Lubiła, kiedy miała Harrego na wyłączność. Zazdrość fanek tylko ją satysfakcjonowała. Kiedyś była inna. Sława ją zmieniła. Stała się zarozumiała i zaborcza. Kryła się pod maską. Harry wierzył, że nadal jest tą sama Caroline, co kiedyś. Niestety tak nie było. Nie zdawał sobie sprawy z tego jakie plany ma ta kobieta. Dzisiaj musiała odpuścić i wprowadzić jej plan w życie dopiero jutro.
- Pamiętasz jak byłeś smutny po kłótni z Lou i zabrałam cię do tej fajnej meksykańskiej knajpy? Tańczyliśmy i świetnie się bawiłeś. Wyskoczmy tam wieczorem. – zaproponowała
- Nie mam ochoty się bawić. Naprawdę. – stwierdził
- Daj się namówić. Jeżeli nie poprawi ci się nastrój to wrócimy. Hm? – spojrzała z nadzieją
- Zobaczę, ale na pewno nie dziś.
- Harry. Nie możesz cały czas się dołować. Oderwij się od tego chociaż na chwilę. Jeżeli nie chcesz iść dziś to może jutro? Potańczymy, napijemy się czegoś i wrócimy. – mówiła
- Niech będzie, ale bez żadnych sztuczek, ok? – spojrzał na nią
- Tak, wiem. Możesz na mnie liczyć. Napijesz się czegoś? Szampan, whisky, tequila?
- Herbata, jestem samochodem.
Caroline poszła do kuchni nastawić wodę. Miała w głowie poukładany przebieg jutrzejszego wieczoru. Harry będzie jej czy się to komuś podoba czy nie. Knajpa jest miejscem publicznym, a to daje jej duże pole do popisu.
- Kimberly, przeklniesz dzień, w którym odebrałaś mi Harrego. – pomyślała ściskając nóż w dłoni
- Coś się stało? – zapytał zdziwiony- Wyglądasz jakbyś coś ukrywała. Masz jakieś problemy? Kłopoty? – podszedł do niej
Caroline postanowiła wykorzystać zaistniałą sytuację.
- To tylko drobne problemy w pracy. Wszyscy mówią, żebym się nie przejmowała, ale nie potrafię, kiedy słyszę tyle negatywnych opinii na swój temat. Czy ja jestem aż taka zła? Dlaczego ludzie mnie nienawidzą Harry? Przecież nie zrobiłam nic złego. – wpadła mu w ramiona, po chwili rozpłakała się sztucznie – Ciężko pracuję, daję z siebie wszystko, staram się, a oni tworzą dziwne plotki. – chłopak objął ją ramieniem
- Caroline, wszystko będzie w porządku. Na tym polega ten zawód. Ludzie z zazdrości powiedzą wszystko. Nie przejmuj się tym.
- Harry, ja mogę stracić pracę, szef mówi, że oglądalność spada. Tłumaczą to moją obecnością! – skłamała
- Nie mogą Cię za to winić. Wszystko będzie dobrze. Idź, odpocznij. Posiedzę z tobą. Nie zostawię cię w takim stanie. – powiedział i odprowadził ją do sypialni
Siedział u niej jeszcze ponad godzinę. Był nieświadomy wszystkich kłamstw i oszustw jakie zrobiła Caroline. Chciał być jak najlepszym przyjacielem. Po tym wydarzeniu doszedł do wniosku, że im obojgu przyda się trochę relaksu. Był pewny, że poczuje się lepiej po jutrzejszym wieczorze. Szkoda, że nie zdaje sobie sprawy z tego, co go czeka…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Skończyłam :D Zdradzę Wam, ze teraz (moim zdaniem) będzie najciekawiej :D
Rozdział w miarę udany. Przepraszam, ze zrobiłam z Caroline jędzę, ale potrzebuję jej właśnie takiej xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz