poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 6

            Ten dzień miał być dla Kim jednym z ważniejszych. Miała z powrotem stanąć na nogi, a od tego zależało czy zostanie wypisana ze szpitala. Nie chciała na razie wychodzić. Każdy dzień poza tym budynkiem był ryzykiem szybkiego wyjazdu do Hiszpanii, a tego chciała uniknąć. Chciała do końca lipca zostać w Liverpoolu. Przez chorobę nie miała szans poznać tego miasta. Chciała mieć nadzieję, że jej matka ochłonie i zastanowi się jeszcze raz nas swoją decyzją. Nie mogła doczekać się 1 sierpnia. Będzie pełnoletnia i nie będzie pod niczyją opieką. Wiedziała, że ma na tyle siły, żeby zacząć chodzić. Chciała tego, ale bała się wypisu ze szpitala. Kochała chłopców. Byli dla niej rodziną. Po ostatniej rozmowie z Harrym poczuła, że ona też nie jest im obojętna. Nie wymagała od nich niczego. Miała tylko nadzieję, że nie zostawią jej teraz. Harry uspokoił ją zeszłej nocy. Wiedziała, że może na niego liczyć. Była godzina 11. Chłopaki mieli wpaść po obiedzie. Nie lubiła tyle czekać. Rozumiała, że mają też inne sprawy do załatwienia, ale jej się po prostu bez nich nudziło. Czekała na wizytę lekarza. W głębi duszy miała nadzieję, że jej pomoże. Po godzinie leżenia bez celu wpadła na pomysł, który mógł skończyć się tragicznie. W rogu pokoju stał wózek. Odsłoniła kołdrę i usiadła na brzegu łóżka.
- Dasz radę. – mówiła do siebie
Postawiła nogi na podłodze i powoli wstała. Czuła, że drży. Robiła małe kroki podpierając się o ścianę. Po chwili dotarła do wózka. Usiadła i wyjechała na korytarz. Była z siebie dumna. W tym momencie zdała sobie sprawę z tego, że nie może udawać. Jej matka nie uwierzy, że nadal nie może chodzić. Jeżdżąc po korytarzu obserwowała ludzi. Niektórzy byli szczęśliwi, że wychodzą ze szpitala, a inni płakali. Wiedziała, że miała szczęście. Wiele osób skakałoby z radości na jej miejscu, ale ona wolałaby umrzeć niż przeprowadzić się na stałe do Hiszpanii. Jechała dalej, ale zobaczył ją jej lekarz.
- Kim! Co ty tu robisz? W dodatku sama? – zapytał zdziwiony
- Nudziło mi się samej w pokoju. Już wracam. – powiedziała zawiedziona
- Sama usiadłaś na wózek?
- Trochę wysiłku i wszystko jest możliwe. Podpierałam się ściany. – oznajmiła
- Zadziwiasz mnie. Odwiozę cię od pokoju zanim twoja matka przyjdzie.
- Doktorze, myślałam nad naszą wczorajsza rozmową i doszłam do wniosku, że mogę wyjść ze szpitala, ale nadal zależy mi na tym, żeby powiedział pan mojej matce, że podróż w tym momencie to zły pomysł. – mówiła kierując się w stronę pokoju
- Kim, ja naprawdę nie mogę w to ingerować. Porozmawiaj z nią na spokojnie. Myślę, że nie wszystko stracone. – starał się ją pocieszyć
- Czyli nie pomoże mi pan? – zapytała rozczarowana
- Przykro mi, ale nie.
Więcej nie rozmawiała z doktorem. Wiedziała, że teraz może liczyć tylko na chłopaków. Miała tylko nadzieję, że Harry wpadł na jakiś pomysł w przeciwieństwie do niej. Czuła, że nie może zapobiec tej przeprowadzce, ale jednego była pewna, 1 sierpnia wróci do Anglii.
            Harry od rana miał ciężki dzień. Był niewyspany i zdołowany. Marzył o mocnej kawie i porządnym śniadaniu. Kiedy wszedł do kuchni okazało się, że nie ma mleka, co oznaczało brak śniadania. Musiał zadowolić się przypalonym tostem. Przez cały ranek był nieobecny. Cały czas myślał nad sposobem zatrzymania Kim w Anglii, ale w głowie miał pustkę. Chłopcy nie wiedzieli co mu jest, więc Lou postanowił ich powiadomić.
- Harry. Powiedz im o co chodzi. – podszedł do Hazzy i położył mu rękę na ramieniu
- Ty im powiedz, ja idę pod prysznic. – powiedział obojętnie i wyszedł
Chłopców zaskoczyło jego zachowanie, ale Louis powiedział chłopakom wszystko czego się dowiedział. Zdziwili się, że chłopak tak strasznie się tym przejął. Lubili Kim, ale nie wiedzieli co mogą zrobić, żeby jej pomóc. Pozostało im tylko wspierać Harrego i pomóc mu coś z tym zrobić. Rozumieli młodego, w końcu znali go i wiedzieli jak łatwo przywiązuje się do ludzi.
            Harry wziął zimny prysznic. Musiał trzeźwo spojrzeć na sprawę. Jedyne co przychodziło mu do głowy to rozmowa z panią Jones. Chciał powiedzieć jej, że obiecuje dobrze opiekować się jej córką jeżeli pozwoli jej zostać. Nie był za bardzo wygadany, ale wiedział czego chce i postanowił dążyć do celu. Wyszedł z łazienki jak nowonarodzony. Od razu poczuł się lepiej. Spojrzał na zegarek, była 12, postanowił szybko się zebrać i pojechać do szpitala. Harry powiadomił chłopców, że wychodzi i skierował się na zewnątrz. Zdawał sobie sprawę z tego, że każdy jego ruch śledzą papparazzi, ale w tej chwili go to nie obchodziło. Nie miał tego dnia ochoty na spacer, więc postanowił pojechać autem. Odpalił samochód i odjechał.
            Kim nie mogła usiedzieć na miejscu. Im była bliżej powrotu do domu tym bardziej nudziło jej się w szpitalu. Rozglądała się dookoła, rozmawiała z pielęgniarkami, śpiewała coś pod nosem, słuchała muzyki. Pełno zajęć, które dawały jej rozrywkę tylko przez chwilę. Z niecierpliwością czekała na chłopców. Była szczęśliwa, kiedy w drzwiach zobaczyła twarz Harrego.
- Cześć Kim. – powitał ją Harry promiennie – Mam coś dla ciebie. – powiedział i dał jej bukiet czerwonych tulipanów oraz pudełko czekoladek
- Em.. Dziękuję. – uśmiechnęła się
- Wyspałaś się? – zapytał siadając obok niej na łóżku
- Tak. Dziękuję za wczoraj, bardzo mi pomogłeś. – spojrzała na niego ciepło
- Nie masz za co mi dziękować. Zawsze możesz na mnie liczyć. – powiedział z uśmiechem na twarzy – Spotkałem po drodze lekarza. Podobno sama wstałaś.
- Oj tam, oj tam. Doszłam do wózka i od razu wielkie halo. Kiedyś muszę wrócić na nogi, nie? – zaczęła się śmiać
- No to zapraszam. – wstał i wyciągnął do niej rękę
- Haha. No dobra. Ale nie śmiej się ze mnie! Ja naprawdę długo nie chodziłam. – usiadła na brzegu łóżka i złapała go za rękę, aby wstać
- Dasz sobie radę. – powiedział i puścił jej oko
Harry jedną ręką objął ją w pasie, a drugą trzymał jej dłoń. Starał się wolno przemierzać z nią szerokość pokoju. Kim czuła, że drżą jej nogi, kiedy chce zrobić krok, ale wiedziała, że Hazza ją trzyma i nie upadnie. Im dłużej chodziła tym łatwiej przychodziło jej stawianie bardziej zdecydowanych kroków. Po chwili zatrzymali się na środku pokoju. Chłopak chciał zobaczyć, czy Kim utrzyma równowagę. Staną naprzeciwko niej i złapał ją za obie ręce. Nie chwiała się, stała prosto i zdecydowanie.
- Puść mnie na chwilkę, ok? Chcę spróbować sama. – powiedziała pewna siebie
- Dobrze, ale jak będziesz lecieć to krzycz. – zaśmiał się
W tym momencie stała bez niczyjej pomocy. Spojrzała na uśmiechniętą twarz Harrego i była pewna, że da sobie radę. Po zrobieniu pierwszego kroku lekko się zachwiała, więc chłopak chciał ją łapać, ale ona szła dalej. Kolejne kroki wychodziły jej lepiej. Szła wolno, małymi krokami przed siebie. Hazza cały czas szedł obok niej, aby nie upadła. Po chwili zaczęła stąpać po podłodze bardziej zdecydowanie. Była pewna, że to spory krok w kierunku powrotu na nogi. Była szczęśliwa, że chodzi. Podeszła do łóżka i usiadła na chwilę tylko po to, aby za chwilę znów wstać i bez niczyjej pomocy chodzić po pokoju. Nie był to co prawda perfekcyjny chód, ale zrobiła duży postęp. Harry patrzył na nią i widział, że ta dziewczyna dąży do realizacji swoich marzeń, a on zamierzał jej w tym pomóc. Jej szczęście wiele dla niego znaczyło. Chodziła jeszcze chwilę w ciszy, ale po chwili obróciła się przodem do Hazzy i stanęła.
- Udało mi się. – powiedziała uśmiechnięta
- Jestem z ciebie dumny. – powiedział i wziął ją na ręce po czym zaczął kręcić się w kółko.
- Harry wariacie! – krzyczała – Postaw mnie na ziemię!
W tym momencie do sali weszła Alicie. Była zła widząc swoją córką poza łóżkiem w dodatku na rękach u obcego (według niej) mężczyzny.
- Co tu się dzieje?! – wykrzyczała zbulwersowana
- Harry pomaga mi chodzić. – powiedziała Kim, kiedy została postawiona na ziemię
- Właśnie widzę! Co jeśli stałoby ci się coś?! Natychmiast wracaj do łóżka! – krzyczała pani Jones
- Może lepiej już pójdę? – zapytał cicho Hazza
- Masz rację, lepiej żeby darła się na mnie niż na ciebie.
- Przyjdę później z chłopakami, trzymaj się. – posadził ją na łóżku i pocałował w policzek – Dowidzenia Pani.
- Bezczelny! – krzyknęła oburzona
- Nienawidzę cię. – podsumowała Kim

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz