poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 34

            Wokół Danielle zrobiło się sporo szumu. Cały czas ktoś z nią siedział. Wkurzała się, bo chciała wstać z łóżka, ale nikt jej nie pozwalał. Liam szybko odszczekał swoje słowa Louisowi. Nie planował zostać ojcem, ale skoro tak wyszło to boje muszą ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Włączył Twittera i pochwalił się fanom, że razem z Danielle spodziewają się potomka. Oczywiście posypały się miliony gratulacji i ciepłych słów. Kiedy wszystkie kobiety znajdujące się w domu zrobiły posiedzenie u Dan, Liam usiadł wygodnie w fotelu. Wyobraził sobie swoje dziecko. Każdy facet chciałby mieć syna, ale nie on. Wolałby córeczkę. Tak samo piękną i utalentowaną jak mama. Zastanawiał się też czy będzie dobrym ojcem. Doszedł do wniosku, że odstawi alkohol, aby dobrze wykonać swoje zdanie. Był gotów do wszelkiego rodzaju poświęceń. Chłopcy oczywiście chcieli opić tą cudowną nowinę, ale widząc minę Liama od razu zrezygnowali. Lou nie mógł pić bo za niedługo razem z Rocio i Vicki muszą jechać do Manchesteru. Najpierw odebrać Janet z lotniska, a następnie na spotkanie z Jay. Lou był spokojny. Gorzej było z Roc. Martwiła się, że mama Louisa jej nie polubi. Wszyscy mówili, że Pani Tommo jest naprawdę bardzo miła. To jednak nie pomagało. Anne razem z Kim postanowiły przygotować obiad, żeby Lou i Roc przed wyjazdem zjedli. Mama Harrego zawsze się o wszystkich troszczyła. Kiedy dowiedziała się o ciąży Danielle nie chciała nawet słyszeć o powrocie do Londynu. Każdego traktowała jak rodzinę. Chłopcy też nazywali ją mamą. Była jedyną kobietą, za którą szalał Niall, a to zobowiązuje. Po godzinie wszyscy zjedli wspólnie obiad. Anne dowiadując się, że za 4 dni Kim obchodzi 18 urodziny postanowiła zabrać ją na zakupy. Chciała sprawić jej jakiś prezent. Ta dziewczyna nie tylko była ważna dla Franka, ale także dla jej syna. Ona sama też ją kochała. Kim zawsze była uśmiechnięta i umiała łagodzić konflikty. Wręcz idealna dla chłopców. Zazwyczaj tą funkcję pełnił Liam, ale kiedy sprawy wymykały się z pod kontroli była potrzebna kobieca ręka. W dodatku była skromna i naturalna. Anne na samą myśl o tym, że Harry mógłby być teraz z Caroline skrzywiła się. W końcu nie pałała do niej sympatią. Uważała, że nie jest odpowiednia dla jej syna. W dodatku różnica wieku robi swoje. To dojrzała kobieta, która na pewno chciałaby się ustatkować, złożyć rodzinę czy coś w ten deseń. Po obiedzie Lou razem z Rocio i Vicki pojechali do Manchesteru. Przed nimi starcie gigantów. Louis oczywiście podchodził do wszystkiego optymistycznie. Wiedział, że jego matka jest przekonywująca. Janet może być spokojna. Dziewczyny będą w dobrych rękach. W odtwarzaczu leciała płyta chłopców. W rytmie „Up all night” opuścili podjazd.
            Harry chciał zorganizować imprezę urodzinową Kim w Holmes Chapel. Tutaj był jej ojciec i przyjaciele. Lou i Roc obiecali, że wrócą jutro. Do imprezy zostały 4 dni. Wszystko trzeba przygotować. Kupić tort, znaleźć odpowiedni prezent i takie tam. Dopóki Kim razem z Anne były na zakupach miał czas na zastanowienie. Po długich obradach z chłopcami i Danielle znalazł coś odpowiedniego. Wsiadł w samochód Franka i pojechał. Kimberly wróciła około godziny 20. Jeszcze nigdy nie chodziła 5 godzin po sklepach, ale z Anne nie dało się inaczej. Mama Harrego sprawiła jej piękną, fioletową sukienkę z najnowszej kolekcji. Kim nawet nie zdążyła spojrzeć na cenę, a Anne już ją kupiła. Wolała nie myśleć ile kosztowała. To nie koniec. Kiedy już miały wracać ich wzrok przykuła piękna „mała czarna”. Mama Harrego nie mogła się powstrzymać i kazała dziewczynie jak najszybciej ją przymierzyć. Widząc jak wspaniale na niej wygląda kazała ja zapakować. W międzyczasie udały się do naprawdę przytulnej kawiarni. Zjadły po pucharku lodowym i wróciły do domu. Harry już tam czekał, zadowolony i uśmiechnięty. Coś kombinował, to było pewne. Od razu po powrocie Kim, Loczek zaprowadził ją do pokoju. Chciał zobaczyć co kupiła sobie jego dziewczyna. Usiadł wygodnie na łóżku i czekał.
- Na co czekasz? – zapytała Kim
- Chce zobaczyć co kupiłaś. Pokażesz mi prawda? – zrobił słodkie oczka
- Przecież tam leżą, wstań i zobacz. – zaśmiała się i poszła w kierunku łazienki
Chłopak poszedł za nią. Objął ją od tyłu i zaczął szeptać jej do ucha.
- Ale ja chcę zobaczyć jak wyglądają na tobie. – zaczął całować jej szyję
- Kochanie, zobaczysz w swoim czasie. – odwróciła się i pocałowała go czule – A teraz sobie idź do chcę wziąć prysznic. – wystawiła mu język
- Może umyć Ci plecy? – spojrzał zalotnie
- Idź, nie kombinuj. – wygoniła go
Chłopak położył się na łóżku patrząc w sufit. Kochał Kimberly. Nie wyobrażał sobie bez niej życia. Nie szczyciła się ich związkiem, ani nie była zazdrosna Traktowała go jak normalnego chłopaka. To mu się podobało. Jednak nie zapominał, że jest ich fanką. Ciągle jej śpiewał, albo chwalił się nowym tekstem swojego autorstwa. Była jego muzą. Zawsze po jakimś doświadczeniu pisał o niej. O tym jak go rozumie. Nie osądza go, ale pociesza. Zawsze przypomniał sobie sytuację, kiedy przyjechał ją przeprosić do Valdemorillo. Był pewien, ze go wyzwie, pobije i takie tam. Jednak ona zrobiła inaczej. Przytuliła go. Dała mu znak, że nadal go kocha. Mimo tego, że ją zranił dalej jej zależy, niestety bała się. Potrzebowała czasu. Czuł się szczęściarzem. Miał największy skarb. Kochającą kobietę. Jego zamyślenie przerwała Kim. Wyszła z łazienki w jego koszulce. Właśnie tak wyglądała najładniej. Ułożyła się wygodnie obok niego. Rozmawiali o różnych rzeczach. O przeszłości i przyszłości też. Zastanawiali się co zrobią, kiedy One Direction wyjedzie w europejską trasę. Kimberly na pewno zostanie w Holmes Chapel, ale będą tęsknić. Postanowili jednak nie mówić o przykrych rzeczach. Cieszyli się chwilą dla siebie. Nareszcie mogli pobyć sami.
            Janet miała wylądować o 16. Tak też się stało. Jednak w drodze na lotnisko złapał ich korek. Dojechali dopiero na 16:30. Kobieta jednak nie przyleciała sama. Była w towarzystwie Alicie. Louis nie był zachwycony, ale sztucznie się uśmiechał. Janet przywitała wnuczkę, córkę oraz Louisa. Z Jay byli umówieni na 17. Lou podwiózł Alicie pod hotel, w którym miały się zatrzymać i odjechał. Mieli się spotkać w małej kawiarni na przedmieściach. Chcieli uniknąć fanek i autografów. Kiedy dotarli na miejsce Jay już tam czekała. Od razu wyściskała syna, przytuliła Rocio oraz przywitała Janet. Mama Lou chciała potrzymać przyszywaną wnuczkę na rekach. Roc od razu się zgodziła. Nie mogła postąpić inaczej. W końcu miała z nią zamieszkać. Kobiety nie przejmując się młodymi zaczęły rozmawiać o dziwnych rzeczach jak na przykład kwiaty.
- Słyszałam od Louisa, że masz piękny ogród. Zawsze marzyłam o takim, ale cały czas zajmowałam się dziećmi i nie miałam na to czasu. – mówiła Jay
- Tak, ogród zajmuje dużo czasu, ale Rocio jest już dorosła, sama zajmuje się Vicki, więc mam czas. – uśmiechała się Janet
Rozmawiały nie na temat jeszcze przez dobrą godzinę. Lou z reguły był cierpliwy, ale wszystko ma swoje granice.
- Chyba przyszliśmy tu, żeby porozmawiać o przeprowadzce Rocio do Doncaster, tak? – zapytał Lou, jednak widząc ich zdziwienie rozwinął swą myśl – Miałem w planach wrócić na noc do Harrego, ale chyba nie zdążymy
Rocio podsumowała to chichotem. Matki zrozumiały, że młodzi nie są zainteresowani ich pogawędką o celullicie i przeszły do sedna.
- Oj Boo. – powiedział Jay – Powinieneś się cieszyć, że tak dobrze dogaduję się z Janet, ale niech ci będzie. Uważam, że Rocio będzie u nas naprawdę w dobrych rękach. Moje córki na wieść o Vicki skakały z radości. Nie ukrywam, ja też się ucieszyłam, że mój Louie tak dojrzał. Wiele razy dzwonił do mnie i opowiadał o Rocio. Wiedziałam, że to dobra dziewczyna. – uśmiechnęła się do Roc
- Wiem, że krzywda im się nie stanie, ale wtedy będą bardzo daleko. Wiem, że nie będą mieszkały ze mną całe życie, ale ona ma dopiero 18 lat. To poważna decyzja. Nie tyle zamieszkanie wspólnie co nadanie nazwiska. Myślę, że to bardzo dojrzałe, ale nie wiadomo co się wydarzy w przyszłości. Trzeba pomyśleć o tym co się stanie jak coś pójdzie nie po ich myśli. – martwiła się Janet
- Jeżeli boi się pani, ze się rozejdziemy, to oświadczam, że rozmawiałem z Rocio na ten temat. Na razie nie jest gotowa na to, żeby podjąć decyzję, ale na pewno się pobierzemy. Nie proponowałbym uznania Vicki jako mojej córki gdybym nie chciał spędzić z nią życia. – przekonywał dyplomatycznie chłopak
Rocio go nie poznawała. Był zdeterminowany i o dziwno spokojny. Myślała, że będzie się wygłupiał i śmiał, ale był poważny. Nie znała go z tej strony. Jednak bez względu na wszystko kochała go. Akceptowała Larrego i różne jego odjazdy. Teraz on chciał uznać Vicki. Chciało jej się płakać ze szczęścia kiedy mówił, że chce spędzić z nią życie.
- Dobrze. Rozumiem, że Rocio podjęła decyzję. Akceptuję ją. Jednak mam pewne obawy. Mam nadzieję, że będę na bieżąco dostawać informacje o moich dziewczynach. – ustąpiła Janet
- Oczywiście. Będę telefonować. – obiecała Jay
- W takim razie sukces. – powiedział Lou całując Rocio
Jay i Janet stwierdziły, że dobrze im się ze sobą rozmawia. Louis zawiózł je do hotelu gdzie czekała Alicie. Chciały zamienić ze sobą kilka słów zanim wyjadą. Louis umówił się z matką, że jutro przyjedzie do Holmes Chapel. Wszystko było ustalone. Pożegnali się i pojechali do domu Harrego. Mieli nadzieję, że nie tęsknili za bardzo. Droga minęła spokojnie. Kiedy dotarli Anne i Frank oglądali jakiś film. Młodzi od razu skierowali się na górę. Byli zmęczeni. Rocio uspała Vicki, a w tym czasie Lou poszedł pod prysznic. Po chwili Roc dołączyła do niego. To był ich pierwszy wybryk tego typu, ale nie krępowała się. Wspólny prysznic był czymś, czego oboje potrzebowali. Nie wstydzili się siebie. Zmysłowo dotykali swoich ciał. Nie trwało to długo, ale dodało im to pewności. Kiedy przebrali się w piżamy położyli się i od razu zasnęli.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ten rozdział nudny jak flaki z olejem. Przepraszam. Strasznie długo się z nim męczyłam. Wybaczcie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz