poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 35

            Poranek był słoneczny. Zapowiadał się piękny dzień. W takich warunkach nie da się spać. Louis wstał z łóżka kierując się w stronę pokoju Harrego. Lekko uchylił drzwi, żeby zobaczyć czy śpią. Tak też było. Wkradł się więc po cichu do ich łóżka i przytulił Hazzę od tyłu. Harry miał tylko zamknięte oczy. Wiedział, że to Lou. Obrócił się przodem do przyjaciela i spojrzał na niego pytająco.
- No co? Po prostu dawno mnie nie przytulałeś. – zrobił niezadowoloną minę
- Oj biedaczku. – przytulił go mocno
- Od razu lepiej. – powiedział zadowolony – A teraz buzi! – zrobił dzióbek
- Wariacie. – pocałował go w czoło
- Niech będzie. – powiedział zrezygnowany
- A tak na serio to co chcesz? – spojrzał podejrzliwie Hazza
- No nie można tak po prostu przyjść się poprzytulać? – zapytał oburzony Lou
- Oczywiście, że można, ale Ty zazwyczaj przychodzisz jak coś chcesz. – zaśmiał się
- Nie tym razem Misiu. – wystawił mu język
- Louis? – zapytała zaspana Kim
- Cześć Kim. Nie przejmuj się, śpij dalej. Ja tylko przyszedłem się poprzytulać z Harrym. – powiedział Lou
- Ah tak. To całkiem normalne. – zaśmiała się
Kim wstała z łóżka i poszła do łazienki zostawiając chłopców samych. Niech nacieszą się sobą. Wiedziała, że kiedy pojadą w trasę po Europie Lou będzie spędzał z nim więcej czasu. Nie potrafiła jednak odmówić Louisowi tej przyjemności. Przemyła twarz i wróciła do pokoju. Chłopcy dalej leżeli w łóżku. Pokiwała głową z politowaniem i ściągnęła z nich kołdrę. Nie byli zadowoleni.  Zignorowała ich rozdrażnienie i poszła do kuchni. Jej oczom ukazała się Jay, Anne, Janet i… Alicie?! Co ona tu robi? Kim nie mogła wydusić słowa. Nagle zdała sobie sprawę, że musiała przylecieć ze swoją siostra, która miała spotkać się z mamą Lou. Alicie od razu dostrzegła córkę. Kimberly jednak nie chciała z nią rozmawiać. Przywitała się z Anne, Jay i Janet, ale zignorowała matkę.
- Kim, nie możesz całe życie unikać mamy. – powiedziała Anne
- Przepraszam, ale pójdę zawołać wszystkich na śniadanie. – zmieniła temat dziewczyna
Idąc do schodach zdała sobie sprawę z tego, że to będzie ciężki dzień. Miała nadzieję, że Harry da się namówić na śniadanie na werandzie. Przebywanie z Alicie w jednym pomieszczeniu mogłoby popsuć nastrój. Poszła na górę, wszyscy już wstali. Powiedziała im o niezapowiedzianym gościu. Wszyscy wiedzieli jaka jest, więc starali się myć mili. Danielle miała to szczęście, że nie zdążyła jej poznać. Kiedy schodzili na dół Kim zatrzymała Harrego.
- Zjedzmy na werandzie. – prosiła
- Dlaczego? Przecież ona tutaj jest nieszkodliwa. – odgarnął niesforny kosmyk włosów z jej czoła
- Nie chcę z nią siedzieć. Wystarczy, że powie coś co mi się nie spodoba i zacznie się jazda. Nie mam ochoty na nia patrzyć. – spuściła wzrok
- Będę z tobą, spokojnie. – pocałował ją delikatnie
- Spróbuję, ale jak coś mi się nie spodoba to wyjdziemy? – upewniała się
- Tak, zasygnalizujesz, a ja delikatnie dam im do zrozumienia, że pójdziemy się przewietrzyć. – uśmiechnął się słodko
- Kocham cię Harry. – wtuliła się w niego
- Ja też cię kocham kochanie. – pocałował ją w czoło
Po chwili zeszli na dół dołączając do reszty. Alicie przywitała Harrego sztucznym entuzjazmem. Kim miała ochotę jej coś powiedzieć, ale w porę ugryzła się w język. Usiedli do stołu. Na szczęście śniadanie minęło spokojnie, ale sama obecność Alicie powodowała u Kimberly dyskomfort. Dziś Niall z Liamem zmywali naczynia, więc reszta szybko opuściła kuchnię. Kimberly z Harrym poszli do ogrodu. Razem usadowili się na hamaku rozmawiając.
            Zayn nie mógł znaleźć sobie miejsca. Cały czas chodził między piętrem a parterem. Musiał poukładać swoje myśli. Wydawało mu się, że nadal czuł na sobie dotyk Blondyna. Wczorajszej nocy zrobili to. Oddali się sobie. Czuł się z tym faktem niesamowicie dziwnie, szczególnie dlatego, że nie miał pewności, czy wszyscy wtedy spali. Nie potrafił spojrzeć na Nialla tak samo. Coś go blokowało. Mimo wszystko nie żałował. Usadowił się wygodnie na łóżku w pokoju wracając wspomnieniami do minionej nocy. Niby zaczęło się niewinnie. Czułe pocałunki, subtelny dotyk. Zayn jednak zdawał sobie sprawę z tego, że to on do tego doprowadził. W pewnym momencie nieświadomie powiedział „Pragnę cię Niall”. Blondyn był zbyt zajęty ściąganiem z Zayna ciuchów, żeby odpowiadać. Po chwili oboje byli w samej bieliźnie. Podniecenie narastało z każdym następnym pocałunkiem. W końcu Czarnowłosy się zawahał. Usiadł na brzegu łóżka nie bardzo wiedząc czy słusznie robi.
- Zayn, jeżeli nie chcesz to wiesz, że ja zaczekam. – objął go Blondyn
- To nie tak. Ja chcę tego Niall, ale to mój pierwszy raz i boję się. – spuścił wzrok
- Kochanie, mój też. Wszystko jest w porządku. Po prostu nic na siłę. Ja będę czekał, tyle ile trzeba. Nie martw się niczym. – pocałował go w policzek
- I właśnie przez to, że taki jesteś chcę tego. – wziął głęboki oddech – Zróbmy to.
Blondyn nie czekał. Z powrotem ułożył Zayna na plecach i pocałował jego klatkę piersiową. Zayn zdawał sobie sprawę z tego, że przez bokserki widać jego wciąż rosnące podniecenie. Niall nad wszystkim panował. Szeptał Zaynowi czułe słówka, żeby przestał się krępować. Pomagało. Po chwili oboje byli bez bielizny. To było ich pierwsze takie zbliżenie. Ta bliskość sprawiała, że napięcie rosło. W pewnym momencie Niall wyciągnął z nocnej szafki buteleczkę z olejkiem miodowym. Zdawali sobie sprawę z tego, że w zaistniałej sytuacji jest niezbędny. Blondyn powoli zaczął wcierać go w tors Zayn. Stopniowo kierował się w dół. Chciał być delikatny. Każdy jego ruch był wcześniej zaplanowany. Jednak w tym momencie w jego głowie panował chaos. Ledwo nad sobą panował. Musiał naprawdę dać z siebie wszystko, żeby nie potraktować Zayna zbyt brutalnie. Czarnowłosy postanowił poddać się Niallowi. Ułożył się wygodnie i oddychał głęboko. Blondyn chcąc uspokoić go jeszcze bardziej pogładził jego policzek. Niall wiedział, że jego przyjaciel jest skrępowany, ale musiał coś zrobić. Na twarzy chłopka pojawił się lekki grymas, kiedy poczuł w sobie palec Blondyna. Mimo wszystko podobało mu się to. Już wiedział czego brakowało mu życiu, tego uśmiechniętego chłopaka przy boku. Niall widząc akceptację Zayna wyjął palec i przygotował się do ostatecznego starcia. Wziął głęboki oddech i zrobił to co do niej należało. Czarnowłosy syknął z bólu. Jego twarz mówiła sama za siebie. Cholernie go bolało, ale nie chciał, żeby Niall przerywał. Po chwili znaleźli wspólny rytm i wspólnie szczytowali. Po jakimś czasie zamienili się rolami. To była dla nich noc pełna doznań. Zayn nie wiedział jednak dlaczego tak się wstydzi tego, co zrobili. Przecież odczuwał największą przyjemność ever. Najchętniej powtórzyłby to tej nocy, ale cos stało na przeszkodzie. Po chwili do pokoju wszedł Blondyn. Widząc zamyślonego Zayn położył się obok niego. Czarnowłosy uciekał wzrokiem. Nie chciał spojrzeć mu w oczy.
- Żałujesz? – zapytał Niall
- Nie. – wyszeptał Zayn
- Więc o co chodzi? Od rana mnie unikasz. Zrobiłem coś nie tak? – spytał wyraźnie zdenerwowany
- Nie Niall. Byłeś wspaniały. Ja po prostu jeszcze nie do końca akceptuję to co jest między nami. Boję się, że ktoś nas słyszał, ze teraz wszystko się zmieni. – martwił się
- Skoro ty nas nie akceptujesz, to widocznie to nie ma sensu. Daj znać jak dotrze do ciebie, że dla mnie liczysz się tylko ty. – powiedział i wyszedł z pokoju
Zayn czuł się fatalnie. Jego obawy sprawiły, że Niall jest zły i smutny. Nie podobało mu się to. Zdecydowanie bardziej wolał, kiedy byli razem. Leżał tak jeszcze chwile, ale zdał sobie sprawę z tego, że ma gdzieś co powiedzą inni. Kochał go. Zszedł na dół. Anne powiedziała, że jest z innymi w ogrodzie. Skierował się w stronę drzwi. Rozejrzał się. Niall siedział na trawie. Myślał o czymś. Zayn nie czekał na nic. Usiadł obok niego.
- Przepraszam. – powiedział
- Za co? Nie musisz robić tego co ci powiem. Skoro nie jesteś pewny czy robisz dobrze, to po co to ciągnąć? – zapytał z wyrzutem Niall
Wszyscy przyglądali się ich rozmowie. Szybko załapali, że między gołąbeczkami doszło do spięcia.
- Już jestem pewien. Nie chcę spać w tym łóżku bez ciebie, w żadnym innym też nie. Kocham Cię. Niczego nie żałuję. – ostatnie zdanie zaakcentował
Blondyn spojrzał na niego ciepło. Widział szczerość w wyznaniu Zayna. Uśmiechnął się do niego słodko i pocałował go. Pierwszy raz na oczach reszty. Czarnowłosy odetchnął z ulga, kiedy Niall to zrobił. Nie gniewał się już. Położyli się razem na trawie obserwując chmury. Chcieli uniknąć zbędnych pytań, a chmury wydawały im się w tym momencie niesamowicie interesujące.
            Po obiedzie Alicie i Frank postanowili porozmawiać z córką. Musieli ustalić gdzie będzie mieszkać. Kimberly była nastawiona wrogo. Wiedziała, że matka będzie próbowała przekonać ją do powrotu. Tak też było. Kim jednak nie ustępowała. W końcu postanowili, że Kimberly zostanie w Holmes Chapel, ale Alicie zostanie na jej osiemnastce. Kompromis kluczem do sukcesu. Po obiedzie padł pomysł, aby zrobić grilla. Oczywiście wszyscy podeszli do tego z entuzjazmem. Anne, Kim, Rocio i Jay pojechały po zakupy, a reszta zajęła się przegotowywaniem ogrodu. Okazało się, że dziewczyny kupiły za mały zapas alkoholu co spotkało się z oburzeniem ze strony chłopców. Harry załagodził sytuację i pojechał do sklepu. Miał przy okazji coś jeszcze do załatwienia. Po jego powrocie wszystko było gotowe. Po południe minęło im radośnie i w ciepłej atmosferze.
            Kolejne dwa dni mijały już pod presją przygotowań do imprezy. Miała to być kameralna impreza, ale po zaproszeniu wszystkich znajomych, rodziny i zaprzyjaźnionych dziennikarzy nie dało się mówić o małej imprezie. Torty, ciasta, ciasteczka. Kuchnia była wręcz oblegana. Każdy pomagał i starał się jak tylko mógł. Rodzice pozostałych chłopców korzystając z tego, że dawno nie wiedzieli swoich synów postanowili także przyjechać. W domu nie było gdzie się ruszyć od natłoku ludzi. Harry się denerwował, bo chciał zrobić imprezę w jakiejś knajpce, żeby oszczędzić Anne zmartwień, ale ona się uparła. Nie była jakoś specjalnie zdenerwowana. Cały czas się uśmiechała i żartowała z Nialla, który podbierał krem. Każdy miał jakieś zajęcie. Dziewczyny urzędowały w kuchni, Zayn dbał o nagłośnienie i muzykę, Liam pilnował, aby fanki i papparazzi nie wleźli do domu, bo w tym zamieszaniu nikt nawet by się nie zorientował, Lou i Hazza dbali o wystrój salonu i podwórka, a Niall kręcił się po kuchni udając, że pomaga. Wszystko poszło im zwinnie. 31 lipca dobiegał końca. Wszyscy zmęczeni po całym dniu pracy udali się spać.
            Tego ranka Kim chyba nie zapomni długo. Ledwo otworzyła oczy, a już ujrzała nad sobą gromadkę ludzi wokół jej łóżka. Zrobiło jej się tak ciepło na ich widok. Zaczęli śpiewać tradycyjnie „Happy Birthday”. W ich wykonaniu brzmiało naprawdę najlepiej. Po zakończeniu Louis nie mógł się powstrzymać od oblania ją szampanem. Wstrząsanie nim przed otwarciem było złym pomysłem, ale Kim mu to wybaczyła. Wzruszyła się, kiedy okazało się, że każdy ma dla niej prezent. Danielle z Liamem podarowali jej piękną, złotą bransoletkę. Rocio i Louis wpadli na pomysł złożenia zamówienia na dmuchaną lalkę w kształcie Hazzy. Była niesamowicie podobna. Zayn z Niallem mieli różne obiekcje na temat prezentu dlatego Blondyn podarował jej kartę VIPa do Nandos, a Czarnowłosy piękna, jedwabną apaszkę z wyszytymi imionami wszystkich ważnych dla niej osób. Frank z Anne mimo pięknych, wcześniej kupionych sukienek podarowali jej nowego przyjaciela. Ojciec Kimberly wniósł na rekach małego, biszkoptowego szczeniaka Labradora. Był cudowny.
- Harry, wiemy, że wolisz koty, ale Kim jest na nie uczulona. – zaśmiała się Anne
- Ne szkodzi. Trzeba go nazwać. Skoro to chłopiec to.. – zaczął Hazza
- ..Larry! – dokończyła Kim
Pomysł spotkał się z akceptacją przyjaciół. Sam Louis był najbardziej ucieszony.
- Mój prezent dostaniesz później. Chcę żeby było wyjątkowo. – uśmiechnął się ciepło
Kimberly podziękowała wszystkim. Była wzruszona i szczęśliwa, że ich ma. Była godzina jedenasta. Wiedziała, że impreza ma się zacząć o 18. Wzięła długą kąpiel. Potrzebowała troszkę relaksu, więc z wanny wyszła dopiero po dwunastej. Zanim się ubrała i ogarnęła była 13. Zeszła na dół pomóc w przygotowywaniu obiadu. Uwielbiała kuchnię Anne. Prawdziwe, domowe przysmaki. Około czternastej obiad był gotowy. Czas strasznie szybko leciał, bo kiedy skończyli zmywać była piętnasta. Teraz zaczął się prawdziwy bałagan. Dziewczyny poszły na gorę się szykować, chłopcy rozstawili wszystko w ogrodzie, Dj Malik bawił się sprzętem, a reszta czekała na dziennikarzy, którzy mają w zwyczaju zjawiać się wcześniej. Kim włożyła na siebie czarna sukienkę, która kupiła razem z Anne, Danielle tym razem skromniej, ubrała czarne rurki i białą bluzkę z cekinami. Rocio włożyła , krótką czerwona sukienkę. Makijaż jak zawsze był robotą dziewczyny Liama, a włosami zajęła się Roc. Po ponad dwugodzinnych przygotowaniach były gotowe. Dochodziła osiemnasta, więc postanowiły zejść na dół. Ku ich zdziwieniu wszyscy byli już obecni za wyjątkiem ich. Chłopcy widząc to, jak wspaniale wyglądają nie mogli oderwać od nich wzroku.
- Dobra robota dziewczyny. – podsumowała Jay
Po oficjalnym rozpoczęciu imprezy atmosfera się rozluźniła. Pomijając fakt, że Kim co chwilę dostawała życzenia i prezenty od mało znanych jej ludzi. Około dziewiętnastej został przyniesiony tort. Anne wraz z Jay piekły go wczoraj. Nie widziała go wcześniej, gdyż kazały jej iść zająć się sobą, bo to niespodzianka. Wyglądał wspaniale. Cały śmietankowy. Świeczki zostały zdmuchnięte, życzenie wypowiedziane. Zanim jednak pokroili tort Harry chciał zabrać głos. Poprosił o chwilę ciszy. Wszyscy skierowali wzrok na niego.
- Kimberly Jones. Od kiedy cię poznałem moje życie diametralnie się zmieniło. Dorosłem i wiem, że nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedy pojadę w trasę będzie ciężko, ale damy radę. Wierzę w to. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że czyny mówią więcej niż słowa, dlatego chciałbym cos zrobić. – Harry wyciągnął z kieszeni marynarki małe, czerwone pudełeczko, w którym znajdował się piękny, złoto-srebrny pierścionek i uklęknął przed nią
 – Kim, wyjdziesz za mnie?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taki tam rozdział.

Taki tam pierścionek :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz