Rozdział 15
Kim usiadła w fotelu samolotu. Była w wielkim dołku. Nie chciała zostawiać tego miasta. Czuła się w nim bezpiecznie. Nie musiała nikogo udawać, ani niczym się martwić. Miała tu wszystko. Niestety jej matka tego nie rozumiała. Kim nie mogła zrozumieć, co wpłynęło na taka zmianę jej zachowania. Jeszcze jakiś czas temu było wszystko w porządku, a teraz oskarża własną córkę o prostytucję. Dziewczyna miała nadzieję, że ciocia Janet przemówi jej do rozsądku. Kiedy Kimberly była mała lubiła spędzać czas ze swoją ciotką. Zawsze szyły wspólnie ubrania dla lalek. Słabo pamiętała swoją kuzynkę Rocio. Ostatni raz widziała ją ponad 10 lat temu. Bardzo chciała nawiązać z nią kontakt, w końcu będzie jedyną znajomą osobą w otoczeniu. Kim spojrzała przez okno, samolot startował. Kiedy znajdowali się wysoko Alicie postanowiła nawiązać dialog z córką.
- Znajdziesz sobie nowych przyjaciół. – mówiła optymistycznie
- Ty naprawdę liczysz, że ja się z tym pogodzę? – zapytała zdziwiona – Po tym co zrobiłaś myślisz, że się uśmiechnę i będę udawała, ze nic się nie stało?
- Musisz się przyzwyczaić. Życie nie kręci się tylko wokół chłopców. – próbowała przemówić córce do rozsądku
- Wokół ciebie też nie. Możesz być pewna, że od 1 sierpnia nie będziemy się widywać. Widzisz do czego doprowadził twój egoizm? Ciekawe jak czuje się ktoś, kogo nienawidzi własne dziecko, może mi powiesz? – chciała urazić matkę
- Dość tego. Wyjedziesz z Hiszpanii wtedy, kiedy uznam to za stosowne, a do tego czasu radze ci zmienić ton, bo nie pomagasz sobie. – zaostrzyła głos
- Mam to gdzieś. – powiedziała i odwróciła głowę w stronę okna
Kim wyciągnęła kamerę i oglądała wygłupy jej chłopców. Znów zaczęła płakać. Będzie za tym tęsknić. Wiedziała, że to będzie najtrudniejszy okres w jej życiu. Zamknęła oczy i usnęła. Matka obudziła ją chwilę przed lądowaniem. Nie mogła uwierzyć, że jest tak daleko od Anglii. Widząc ciocię czekającą na nie na lotnisku nawet nie miała ochoty się cieszyć. Wzięła jedynie swoją torbę i wsiadła do samochodu. Wyciągnęła z kieszeni telefon i od razu napisała do chłopców „Wylądowaliśmy, już tęsknię, kocham was bardzo”. Alicie i Janet zapakowały bagaże i wsiadły do samochodu. Kim założyła słuchawki na uszy i nie przysłuchiwała się rozmowie sióstr. Chciała, żeby jak najszybciej minęły te straszne 24 dni. Wyjrzała przez okno. Pogoda była piękna, ale Kimberly i tak chciała spędzić ten dzień w domu. Podgłosiła muzykę i czekała na to, co stanie się dalej.
Kiedy chłopcy wrócili do domu odczuwali pewnego rodzaju pustkę. Każdy poszedł w swoją stronę szukając zajęcia, które pozwoli mu zapomnieć o stracie przyjaciółki. Znali ją krótko, ale zdążyli się do niej przyzwyczaić. Niall usiadł na stole w kuchni i wspominał.
- Pamiętam jak Zayn powiedział, że nic nie robię. Wtedy Kim stanęła w mojej obranie, bo pomagałem jej pozmywać po śniadaniu. – westchnął
Lou, który stał oparty o blat w kuchni też miał pewne miłe wspomnienia.
- Ona nauczyła mnie robić jajecznicę i mimo, że była z Harrym nazwała go moim mężczyzną. Nie zapomnę tego. – mówił uśmiechając się smutno
Pozostali chłopcy wraz z Danielle słysząc Lou i Nialla przyszli do kuchni przyłączyć się do rozmowy.
- Kiedy byłem przygnębiony, bo tęskniłem za Danielle, Kim przyszła i pocieszyła mnie. Powiedziała, że skoro ja nie mam ochoty się bawić, to ona też nie. – powiedział Liam
- Powiedziała do mnie i Nialla, że nas kocha, kiedy Hazza z Lou przeszkadzali jej w oglądaniu filmu. Kochała nas wszystkich, a nie tylko Harrego. – dołączył się Zayn
- Kiedy ją poznałam, od razu zapytałam jak znosi plotki o „Larry Stylinson” . Pamiętam jak powiedziała, że wie, że Lou kocha Harolda i cieszy się, że tak jest, bo wie, że Louis zaopiekuje się nim najlepiej jak wyjedzie. Nie była zaborcza. – powiedziała Danielle
Wszyscy spojrzeli na Hazzę, który patrzył w podłogę.
- Kiedy chciałem jej kupić szczepionkę, nakrzyczała na mnie. Odebrałem to wtedy błędnie. Teraz wiem, ze chodziło jej o coś w stylu - „Dlaczego burzysz mój poukładany świat? Wcale nie rusza mnie, że jesteś gwiazdą i masz kupę kasy, ja chcę tylko w spokoju umrzeć, nie chcę nic innego.” - zaimponowała mi tym. Nie była jedną z tych dziewczyn, które zrobią dla mnie wszystko, bo kochają mnie ponad życie. Miała swój honor. Była szczera i ciepła, często uparta i wredna, ale kocham ją. – zrobił pauzę – Nigdy nie chodziło jej o pieniądze. Zawsze mówiła mi, że głupio jej przyjmować prezenty, bo wie, że ją samą na nie nie stać. Im mniej ode mnie chciała tym więcej chciałem jej dać. Będę za nią tęsknił.
Harry najgorzej to znosił, co nie znaczy, że inni dobrze sobie z tym radzili. Siedzieli w kuchni jeszcze przez chwilę. Hazza podszedł do szafki, żeby wyjąć szklankę, niestety wypadła mu z rąk i rozbiła się na kafelkach. Wszyscy obserwowali jego reakcję. Do tej pory zachowywał pozorny spokój, ale zbita szklanka chyba przeważyła i puściły mu nerwy. Złapał kolejną i rzucił o ścianę. Stał oddychając głęboko. Lou podszedł do niego próbując go uspokoić. Harry przytulił się do przyjaciela. Nie mógł opanować emocji.
- Kochanie, może idź się połóż? – zaproponował Louie
- Masz rację. Przepraszam was. – udał się w stronę schodów
Niall poszedł po miotłę, żeby posprzątać szkło. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że Harry potrzebuje teraz ich wsparcia bardzie niż wcześniej. Po półgodzinnej walce z rozbitymi szklankami Louie poszedł sprawdzić co z jego przyjacielem. Harry spał jak małe dziecko. Lou przykrył go kocem, pocałował w policzek i wyszedł. Trudno było mu patrzeć na smutek jaki go ogarnął. Kiedy zszedł na dół Liam miał nieciekawe wieści. Manager dzwonił, że jutro mają wywiad. Dziennikarka przyleci z Irlandii. To nie był odpowiedni moment, ale Hazza znał swoje obowiązki i musi dać radę udzielić odpowiedzi na pytania dotyczące Kim. Myśl o tym do czego może to doprowadzić ich przerażała. Chłopcy woleliby uniknąć rozwalenia czegoś przez Harrego. Postanowili z nim porozmawiać kiedy wstanie. W domu panowała cisza. Wszyscy usiedli w salonie i włączyli TV. Pewien plotkarski program właśnie pokazywał zdjęcia z lotniska. Wokół One Direction teraz narobiło się sporo szumu. Nie mieli ochoty tego oglądać, więc zmienili kanał. Oglądali jakiś teleturniej.
- Pobyt w Liverpoolu na razie nie ma sensu… - podsumował Liam – Musimy wrócić do Londynu, to miejsce ma za dużo wspomnień.
Wszyscy przytaknęli i dalej patrzyli tępo w ekran telewizora.
Kim dotarła do Valdemorillo, miasteczka leżącego na zachód od Madrytu. Tam właśnie mieszkała jej ciocia ze swoją córką. Dom był położony w ładnej okolicy. To całkowite przeciwieństwo Liverpoolu. Musiała przyzwyczaić się do zmiany otoczenia. Wzięła swoją torbę i weszła do środka. Rozejrzała się dookoła. Po lewej stronie znajdował się salon urządzony w starym, hiszpańskim stylu, zamiast drzwi była tam piękna, brzozowa futryna Naprzeciwko były schody, za którymi znajdowało się wejście do sypialni Janet. Po lewej stronie schodów znajdowała się kuchnia z jadalnią, a obok wejście do łazienki. Wszystko miało swój klimat. Kimberly poszła schodami na górę. Na tym piętrze znajdowały się tylko 3 pomieszczenia. Większa łazienka, duży pokój Rocio i pokój dziecięcy. Kim bardzo zdziwił ten widok, bo nie słyszała nic o kolejnej kuzynce.
- To pokój mojego dziecka. – usłyszała promienny głos dziewczęcy, od razu się odwróciła
- Naprawdę? – zapytała zdziwiona
Dziewczyna skinęła głową na potwierdzenie. To był szok. Rocio była od niej starsza jedynie o kilka miesięcy, a dziecko, które trzymała na rękach wyglądało na dość duże.
- Jak ma na imię? – zapytała uśmiechając się do małej dziewczynki
- Viktoria. Ma 8 miesięcy.
- Ale jak to się stało? – wypytywała
- Mam ci powiedzieć wersję o pszczółkach? – zaśmiała się
- Wiesz o co mi chodzi. Mów.
Dziewczyny usiadły i rozmawiały bardzo długo. Rocio opowiedziała jej historię burzliwej ciąży. Kiedy dowiedziała się, że będzie miała dziecko była w trzecim miesiącu ciąży. Była pewna, ze może liczyć na ojca dziecka, ale ten zaczął jej grozić, że jeżeli nie pozbędzie się problemu to on to zrobi w inny sposób. Dziewczyna miała szczęście, że pomogła jej matka. Janet zadzwoniła na policje. Dostał ostrzeżenie, ale groźby się powtarzały. Pewnego razu spotkał Rocio na zakupach i zaczął nią szarpać. Pomógł jej wtedy pewien mężczyzna. Chłopak w końcu przegiął i został zamknięty za groźby i zastraszenia. Ciąża Rocio była zagrożona, ale wszystko skończyło się dobrze.
- Współczuję cię. Nie wyobrażam sobie, żeby mój chłopak miał mnie zostawić w ciąży. Chyba bym się zabiła. – powiedziała wyobrażając sobie tą sytuację
- Właśnie, słyszałam, że masz kogoś. Cały twój Twitter i Facebook jest zaspamowany wiadomościami o Harrym Stylesie. Opowiadaj, któż to taki? – zapytała Rocio
Kim opowiedziała jej o tym jak Hazza uratował jej życie, o ich uczuciu, o tym jak z nimi zamieszkała i o utrudnieniach matki. Mówiła, że nie miała zamiaru wyjeżdżać, ale Alicie posunęła się do skutecznego szantażu. Wytłumaczyła skąd ten szum na portalach społecznościowych i pokazała jej filmy z kamery. Opisała pokrótce każdego z chłopców.
- To od niego? – zapytała oglądając naszyjnik
- Tak. – odpowiedziała Kim
- Masz szczęście. Ja najprawdopodobniej będę starą panną. – zaśmiała się
- Dlaczego tak myślisz, przecież jesteś ładna, mądra, czego chcieć więcej? – pocieszała ją
- Mam dziecko. Wiesz jacy są mężczyźni. Każdy z nich nie jest gotowy na zostanie ojcem, a nie chcę zmieniać facetów jak rękawiczki i za każdym razem wmawiać dziecku, że to nie jest tata. Ona za niedługo będzie mówić, boję się, że trudno będzie mi jej to tłumaczyć.
- Dasz sobie radę. Ja znam trzech wolnych, świetnych, odpowiedzialnych facetów. Jak tylko przyjadą to cię z nimi poznam. – zaśmiały się obie – Cieszę się, że się dogadujemy. Przynajmniej będę miała do kogo się odezwać.
Dziewczyny przytuliły się i wyszły z Vicki na spacer. Kim polubiła tą małą dziewczynkę. Zdała sobie sprawę, ze byłaby najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, gdyby urodziła dziecko Harrego. Wiedziała jednak, że Hazza ma masę pracy i może nie mieć czasu dla rodziny, dlatego wolała poczekać. Nie mogła się doczekać pierwszej wizyty chłopców. Dopiero się od niej uwolnili, a ona już chce ich z powrotem. Zdawała sobie sprawę z tego, ze na odwiedziny jeszcze poczeka. Wzięła telefon i spojrzała na tapetę. Wiedziała tam swojego mężczyznę, który teraz jest daleko od niej, a za rogiem czeka Caroline. Odgoniła od siebie te myśli.
- Będzie dobrze. – pocieszyła ją Rocio
Słysząc te słowa z ust kogoś, kto mógł stracić swój skarb Kim zrobiło się lepiej. Uśmiechnęła się lekko i poszła dalej…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
no może być
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz