poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 35

            Poranek był słoneczny. Zapowiadał się piękny dzień. W takich warunkach nie da się spać. Louis wstał z łóżka kierując się w stronę pokoju Harrego. Lekko uchylił drzwi, żeby zobaczyć czy śpią. Tak też było. Wkradł się więc po cichu do ich łóżka i przytulił Hazzę od tyłu. Harry miał tylko zamknięte oczy. Wiedział, że to Lou. Obrócił się przodem do przyjaciela i spojrzał na niego pytająco.
- No co? Po prostu dawno mnie nie przytulałeś. – zrobił niezadowoloną minę
- Oj biedaczku. – przytulił go mocno
- Od razu lepiej. – powiedział zadowolony – A teraz buzi! – zrobił dzióbek
- Wariacie. – pocałował go w czoło
- Niech będzie. – powiedział zrezygnowany
- A tak na serio to co chcesz? – spojrzał podejrzliwie Hazza
- No nie można tak po prostu przyjść się poprzytulać? – zapytał oburzony Lou
- Oczywiście, że można, ale Ty zazwyczaj przychodzisz jak coś chcesz. – zaśmiał się
- Nie tym razem Misiu. – wystawił mu język
- Louis? – zapytała zaspana Kim
- Cześć Kim. Nie przejmuj się, śpij dalej. Ja tylko przyszedłem się poprzytulać z Harrym. – powiedział Lou
- Ah tak. To całkiem normalne. – zaśmiała się
Kim wstała z łóżka i poszła do łazienki zostawiając chłopców samych. Niech nacieszą się sobą. Wiedziała, że kiedy pojadą w trasę po Europie Lou będzie spędzał z nim więcej czasu. Nie potrafiła jednak odmówić Louisowi tej przyjemności. Przemyła twarz i wróciła do pokoju. Chłopcy dalej leżeli w łóżku. Pokiwała głową z politowaniem i ściągnęła z nich kołdrę. Nie byli zadowoleni.  Zignorowała ich rozdrażnienie i poszła do kuchni. Jej oczom ukazała się Jay, Anne, Janet i… Alicie?! Co ona tu robi? Kim nie mogła wydusić słowa. Nagle zdała sobie sprawę, że musiała przylecieć ze swoją siostra, która miała spotkać się z mamą Lou. Alicie od razu dostrzegła córkę. Kimberly jednak nie chciała z nią rozmawiać. Przywitała się z Anne, Jay i Janet, ale zignorowała matkę.
- Kim, nie możesz całe życie unikać mamy. – powiedziała Anne
- Przepraszam, ale pójdę zawołać wszystkich na śniadanie. – zmieniła temat dziewczyna
Idąc do schodach zdała sobie sprawę z tego, że to będzie ciężki dzień. Miała nadzieję, że Harry da się namówić na śniadanie na werandzie. Przebywanie z Alicie w jednym pomieszczeniu mogłoby popsuć nastrój. Poszła na górę, wszyscy już wstali. Powiedziała im o niezapowiedzianym gościu. Wszyscy wiedzieli jaka jest, więc starali się myć mili. Danielle miała to szczęście, że nie zdążyła jej poznać. Kiedy schodzili na dół Kim zatrzymała Harrego.
- Zjedzmy na werandzie. – prosiła
- Dlaczego? Przecież ona tutaj jest nieszkodliwa. – odgarnął niesforny kosmyk włosów z jej czoła
- Nie chcę z nią siedzieć. Wystarczy, że powie coś co mi się nie spodoba i zacznie się jazda. Nie mam ochoty na nia patrzyć. – spuściła wzrok
- Będę z tobą, spokojnie. – pocałował ją delikatnie
- Spróbuję, ale jak coś mi się nie spodoba to wyjdziemy? – upewniała się
- Tak, zasygnalizujesz, a ja delikatnie dam im do zrozumienia, że pójdziemy się przewietrzyć. – uśmiechnął się słodko
- Kocham cię Harry. – wtuliła się w niego
- Ja też cię kocham kochanie. – pocałował ją w czoło
Po chwili zeszli na dół dołączając do reszty. Alicie przywitała Harrego sztucznym entuzjazmem. Kim miała ochotę jej coś powiedzieć, ale w porę ugryzła się w język. Usiedli do stołu. Na szczęście śniadanie minęło spokojnie, ale sama obecność Alicie powodowała u Kimberly dyskomfort. Dziś Niall z Liamem zmywali naczynia, więc reszta szybko opuściła kuchnię. Kimberly z Harrym poszli do ogrodu. Razem usadowili się na hamaku rozmawiając.
            Zayn nie mógł znaleźć sobie miejsca. Cały czas chodził między piętrem a parterem. Musiał poukładać swoje myśli. Wydawało mu się, że nadal czuł na sobie dotyk Blondyna. Wczorajszej nocy zrobili to. Oddali się sobie. Czuł się z tym faktem niesamowicie dziwnie, szczególnie dlatego, że nie miał pewności, czy wszyscy wtedy spali. Nie potrafił spojrzeć na Nialla tak samo. Coś go blokowało. Mimo wszystko nie żałował. Usadowił się wygodnie na łóżku w pokoju wracając wspomnieniami do minionej nocy. Niby zaczęło się niewinnie. Czułe pocałunki, subtelny dotyk. Zayn jednak zdawał sobie sprawę z tego, że to on do tego doprowadził. W pewnym momencie nieświadomie powiedział „Pragnę cię Niall”. Blondyn był zbyt zajęty ściąganiem z Zayna ciuchów, żeby odpowiadać. Po chwili oboje byli w samej bieliźnie. Podniecenie narastało z każdym następnym pocałunkiem. W końcu Czarnowłosy się zawahał. Usiadł na brzegu łóżka nie bardzo wiedząc czy słusznie robi.
- Zayn, jeżeli nie chcesz to wiesz, że ja zaczekam. – objął go Blondyn
- To nie tak. Ja chcę tego Niall, ale to mój pierwszy raz i boję się. – spuścił wzrok
- Kochanie, mój też. Wszystko jest w porządku. Po prostu nic na siłę. Ja będę czekał, tyle ile trzeba. Nie martw się niczym. – pocałował go w policzek
- I właśnie przez to, że taki jesteś chcę tego. – wziął głęboki oddech – Zróbmy to.
Blondyn nie czekał. Z powrotem ułożył Zayna na plecach i pocałował jego klatkę piersiową. Zayn zdawał sobie sprawę z tego, że przez bokserki widać jego wciąż rosnące podniecenie. Niall nad wszystkim panował. Szeptał Zaynowi czułe słówka, żeby przestał się krępować. Pomagało. Po chwili oboje byli bez bielizny. To było ich pierwsze takie zbliżenie. Ta bliskość sprawiała, że napięcie rosło. W pewnym momencie Niall wyciągnął z nocnej szafki buteleczkę z olejkiem miodowym. Zdawali sobie sprawę z tego, że w zaistniałej sytuacji jest niezbędny. Blondyn powoli zaczął wcierać go w tors Zayn. Stopniowo kierował się w dół. Chciał być delikatny. Każdy jego ruch był wcześniej zaplanowany. Jednak w tym momencie w jego głowie panował chaos. Ledwo nad sobą panował. Musiał naprawdę dać z siebie wszystko, żeby nie potraktować Zayna zbyt brutalnie. Czarnowłosy postanowił poddać się Niallowi. Ułożył się wygodnie i oddychał głęboko. Blondyn chcąc uspokoić go jeszcze bardziej pogładził jego policzek. Niall wiedział, że jego przyjaciel jest skrępowany, ale musiał coś zrobić. Na twarzy chłopka pojawił się lekki grymas, kiedy poczuł w sobie palec Blondyna. Mimo wszystko podobało mu się to. Już wiedział czego brakowało mu życiu, tego uśmiechniętego chłopaka przy boku. Niall widząc akceptację Zayna wyjął palec i przygotował się do ostatecznego starcia. Wziął głęboki oddech i zrobił to co do niej należało. Czarnowłosy syknął z bólu. Jego twarz mówiła sama za siebie. Cholernie go bolało, ale nie chciał, żeby Niall przerywał. Po chwili znaleźli wspólny rytm i wspólnie szczytowali. Po jakimś czasie zamienili się rolami. To była dla nich noc pełna doznań. Zayn nie wiedział jednak dlaczego tak się wstydzi tego, co zrobili. Przecież odczuwał największą przyjemność ever. Najchętniej powtórzyłby to tej nocy, ale cos stało na przeszkodzie. Po chwili do pokoju wszedł Blondyn. Widząc zamyślonego Zayn położył się obok niego. Czarnowłosy uciekał wzrokiem. Nie chciał spojrzeć mu w oczy.
- Żałujesz? – zapytał Niall
- Nie. – wyszeptał Zayn
- Więc o co chodzi? Od rana mnie unikasz. Zrobiłem coś nie tak? – spytał wyraźnie zdenerwowany
- Nie Niall. Byłeś wspaniały. Ja po prostu jeszcze nie do końca akceptuję to co jest między nami. Boję się, że ktoś nas słyszał, ze teraz wszystko się zmieni. – martwił się
- Skoro ty nas nie akceptujesz, to widocznie to nie ma sensu. Daj znać jak dotrze do ciebie, że dla mnie liczysz się tylko ty. – powiedział i wyszedł z pokoju
Zayn czuł się fatalnie. Jego obawy sprawiły, że Niall jest zły i smutny. Nie podobało mu się to. Zdecydowanie bardziej wolał, kiedy byli razem. Leżał tak jeszcze chwile, ale zdał sobie sprawę z tego, że ma gdzieś co powiedzą inni. Kochał go. Zszedł na dół. Anne powiedziała, że jest z innymi w ogrodzie. Skierował się w stronę drzwi. Rozejrzał się. Niall siedział na trawie. Myślał o czymś. Zayn nie czekał na nic. Usiadł obok niego.
- Przepraszam. – powiedział
- Za co? Nie musisz robić tego co ci powiem. Skoro nie jesteś pewny czy robisz dobrze, to po co to ciągnąć? – zapytał z wyrzutem Niall
Wszyscy przyglądali się ich rozmowie. Szybko załapali, że między gołąbeczkami doszło do spięcia.
- Już jestem pewien. Nie chcę spać w tym łóżku bez ciebie, w żadnym innym też nie. Kocham Cię. Niczego nie żałuję. – ostatnie zdanie zaakcentował
Blondyn spojrzał na niego ciepło. Widział szczerość w wyznaniu Zayna. Uśmiechnął się do niego słodko i pocałował go. Pierwszy raz na oczach reszty. Czarnowłosy odetchnął z ulga, kiedy Niall to zrobił. Nie gniewał się już. Położyli się razem na trawie obserwując chmury. Chcieli uniknąć zbędnych pytań, a chmury wydawały im się w tym momencie niesamowicie interesujące.
            Po obiedzie Alicie i Frank postanowili porozmawiać z córką. Musieli ustalić gdzie będzie mieszkać. Kimberly była nastawiona wrogo. Wiedziała, że matka będzie próbowała przekonać ją do powrotu. Tak też było. Kim jednak nie ustępowała. W końcu postanowili, że Kimberly zostanie w Holmes Chapel, ale Alicie zostanie na jej osiemnastce. Kompromis kluczem do sukcesu. Po obiedzie padł pomysł, aby zrobić grilla. Oczywiście wszyscy podeszli do tego z entuzjazmem. Anne, Kim, Rocio i Jay pojechały po zakupy, a reszta zajęła się przegotowywaniem ogrodu. Okazało się, że dziewczyny kupiły za mały zapas alkoholu co spotkało się z oburzeniem ze strony chłopców. Harry załagodził sytuację i pojechał do sklepu. Miał przy okazji coś jeszcze do załatwienia. Po jego powrocie wszystko było gotowe. Po południe minęło im radośnie i w ciepłej atmosferze.
            Kolejne dwa dni mijały już pod presją przygotowań do imprezy. Miała to być kameralna impreza, ale po zaproszeniu wszystkich znajomych, rodziny i zaprzyjaźnionych dziennikarzy nie dało się mówić o małej imprezie. Torty, ciasta, ciasteczka. Kuchnia była wręcz oblegana. Każdy pomagał i starał się jak tylko mógł. Rodzice pozostałych chłopców korzystając z tego, że dawno nie wiedzieli swoich synów postanowili także przyjechać. W domu nie było gdzie się ruszyć od natłoku ludzi. Harry się denerwował, bo chciał zrobić imprezę w jakiejś knajpce, żeby oszczędzić Anne zmartwień, ale ona się uparła. Nie była jakoś specjalnie zdenerwowana. Cały czas się uśmiechała i żartowała z Nialla, który podbierał krem. Każdy miał jakieś zajęcie. Dziewczyny urzędowały w kuchni, Zayn dbał o nagłośnienie i muzykę, Liam pilnował, aby fanki i papparazzi nie wleźli do domu, bo w tym zamieszaniu nikt nawet by się nie zorientował, Lou i Hazza dbali o wystrój salonu i podwórka, a Niall kręcił się po kuchni udając, że pomaga. Wszystko poszło im zwinnie. 31 lipca dobiegał końca. Wszyscy zmęczeni po całym dniu pracy udali się spać.
            Tego ranka Kim chyba nie zapomni długo. Ledwo otworzyła oczy, a już ujrzała nad sobą gromadkę ludzi wokół jej łóżka. Zrobiło jej się tak ciepło na ich widok. Zaczęli śpiewać tradycyjnie „Happy Birthday”. W ich wykonaniu brzmiało naprawdę najlepiej. Po zakończeniu Louis nie mógł się powstrzymać od oblania ją szampanem. Wstrząsanie nim przed otwarciem było złym pomysłem, ale Kim mu to wybaczyła. Wzruszyła się, kiedy okazało się, że każdy ma dla niej prezent. Danielle z Liamem podarowali jej piękną, złotą bransoletkę. Rocio i Louis wpadli na pomysł złożenia zamówienia na dmuchaną lalkę w kształcie Hazzy. Była niesamowicie podobna. Zayn z Niallem mieli różne obiekcje na temat prezentu dlatego Blondyn podarował jej kartę VIPa do Nandos, a Czarnowłosy piękna, jedwabną apaszkę z wyszytymi imionami wszystkich ważnych dla niej osób. Frank z Anne mimo pięknych, wcześniej kupionych sukienek podarowali jej nowego przyjaciela. Ojciec Kimberly wniósł na rekach małego, biszkoptowego szczeniaka Labradora. Był cudowny.
- Harry, wiemy, że wolisz koty, ale Kim jest na nie uczulona. – zaśmiała się Anne
- Ne szkodzi. Trzeba go nazwać. Skoro to chłopiec to.. – zaczął Hazza
- ..Larry! – dokończyła Kim
Pomysł spotkał się z akceptacją przyjaciół. Sam Louis był najbardziej ucieszony.
- Mój prezent dostaniesz później. Chcę żeby było wyjątkowo. – uśmiechnął się ciepło
Kimberly podziękowała wszystkim. Była wzruszona i szczęśliwa, że ich ma. Była godzina jedenasta. Wiedziała, że impreza ma się zacząć o 18. Wzięła długą kąpiel. Potrzebowała troszkę relaksu, więc z wanny wyszła dopiero po dwunastej. Zanim się ubrała i ogarnęła była 13. Zeszła na dół pomóc w przygotowywaniu obiadu. Uwielbiała kuchnię Anne. Prawdziwe, domowe przysmaki. Około czternastej obiad był gotowy. Czas strasznie szybko leciał, bo kiedy skończyli zmywać była piętnasta. Teraz zaczął się prawdziwy bałagan. Dziewczyny poszły na gorę się szykować, chłopcy rozstawili wszystko w ogrodzie, Dj Malik bawił się sprzętem, a reszta czekała na dziennikarzy, którzy mają w zwyczaju zjawiać się wcześniej. Kim włożyła na siebie czarna sukienkę, która kupiła razem z Anne, Danielle tym razem skromniej, ubrała czarne rurki i białą bluzkę z cekinami. Rocio włożyła , krótką czerwona sukienkę. Makijaż jak zawsze był robotą dziewczyny Liama, a włosami zajęła się Roc. Po ponad dwugodzinnych przygotowaniach były gotowe. Dochodziła osiemnasta, więc postanowiły zejść na dół. Ku ich zdziwieniu wszyscy byli już obecni za wyjątkiem ich. Chłopcy widząc to, jak wspaniale wyglądają nie mogli oderwać od nich wzroku.
- Dobra robota dziewczyny. – podsumowała Jay
Po oficjalnym rozpoczęciu imprezy atmosfera się rozluźniła. Pomijając fakt, że Kim co chwilę dostawała życzenia i prezenty od mało znanych jej ludzi. Około dziewiętnastej został przyniesiony tort. Anne wraz z Jay piekły go wczoraj. Nie widziała go wcześniej, gdyż kazały jej iść zająć się sobą, bo to niespodzianka. Wyglądał wspaniale. Cały śmietankowy. Świeczki zostały zdmuchnięte, życzenie wypowiedziane. Zanim jednak pokroili tort Harry chciał zabrać głos. Poprosił o chwilę ciszy. Wszyscy skierowali wzrok na niego.
- Kimberly Jones. Od kiedy cię poznałem moje życie diametralnie się zmieniło. Dorosłem i wiem, że nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedy pojadę w trasę będzie ciężko, ale damy radę. Wierzę w to. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że czyny mówią więcej niż słowa, dlatego chciałbym cos zrobić. – Harry wyciągnął z kieszeni marynarki małe, czerwone pudełeczko, w którym znajdował się piękny, złoto-srebrny pierścionek i uklęknął przed nią
 – Kim, wyjdziesz za mnie?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taki tam rozdział.

Taki tam pierścionek :P

Rozdział 34

            Wokół Danielle zrobiło się sporo szumu. Cały czas ktoś z nią siedział. Wkurzała się, bo chciała wstać z łóżka, ale nikt jej nie pozwalał. Liam szybko odszczekał swoje słowa Louisowi. Nie planował zostać ojcem, ale skoro tak wyszło to boje muszą ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Włączył Twittera i pochwalił się fanom, że razem z Danielle spodziewają się potomka. Oczywiście posypały się miliony gratulacji i ciepłych słów. Kiedy wszystkie kobiety znajdujące się w domu zrobiły posiedzenie u Dan, Liam usiadł wygodnie w fotelu. Wyobraził sobie swoje dziecko. Każdy facet chciałby mieć syna, ale nie on. Wolałby córeczkę. Tak samo piękną i utalentowaną jak mama. Zastanawiał się też czy będzie dobrym ojcem. Doszedł do wniosku, że odstawi alkohol, aby dobrze wykonać swoje zdanie. Był gotów do wszelkiego rodzaju poświęceń. Chłopcy oczywiście chcieli opić tą cudowną nowinę, ale widząc minę Liama od razu zrezygnowali. Lou nie mógł pić bo za niedługo razem z Rocio i Vicki muszą jechać do Manchesteru. Najpierw odebrać Janet z lotniska, a następnie na spotkanie z Jay. Lou był spokojny. Gorzej było z Roc. Martwiła się, że mama Louisa jej nie polubi. Wszyscy mówili, że Pani Tommo jest naprawdę bardzo miła. To jednak nie pomagało. Anne razem z Kim postanowiły przygotować obiad, żeby Lou i Roc przed wyjazdem zjedli. Mama Harrego zawsze się o wszystkich troszczyła. Kiedy dowiedziała się o ciąży Danielle nie chciała nawet słyszeć o powrocie do Londynu. Każdego traktowała jak rodzinę. Chłopcy też nazywali ją mamą. Była jedyną kobietą, za którą szalał Niall, a to zobowiązuje. Po godzinie wszyscy zjedli wspólnie obiad. Anne dowiadując się, że za 4 dni Kim obchodzi 18 urodziny postanowiła zabrać ją na zakupy. Chciała sprawić jej jakiś prezent. Ta dziewczyna nie tylko była ważna dla Franka, ale także dla jej syna. Ona sama też ją kochała. Kim zawsze była uśmiechnięta i umiała łagodzić konflikty. Wręcz idealna dla chłopców. Zazwyczaj tą funkcję pełnił Liam, ale kiedy sprawy wymykały się z pod kontroli była potrzebna kobieca ręka. W dodatku była skromna i naturalna. Anne na samą myśl o tym, że Harry mógłby być teraz z Caroline skrzywiła się. W końcu nie pałała do niej sympatią. Uważała, że nie jest odpowiednia dla jej syna. W dodatku różnica wieku robi swoje. To dojrzała kobieta, która na pewno chciałaby się ustatkować, złożyć rodzinę czy coś w ten deseń. Po obiedzie Lou razem z Rocio i Vicki pojechali do Manchesteru. Przed nimi starcie gigantów. Louis oczywiście podchodził do wszystkiego optymistycznie. Wiedział, że jego matka jest przekonywująca. Janet może być spokojna. Dziewczyny będą w dobrych rękach. W odtwarzaczu leciała płyta chłopców. W rytmie „Up all night” opuścili podjazd.
            Harry chciał zorganizować imprezę urodzinową Kim w Holmes Chapel. Tutaj był jej ojciec i przyjaciele. Lou i Roc obiecali, że wrócą jutro. Do imprezy zostały 4 dni. Wszystko trzeba przygotować. Kupić tort, znaleźć odpowiedni prezent i takie tam. Dopóki Kim razem z Anne były na zakupach miał czas na zastanowienie. Po długich obradach z chłopcami i Danielle znalazł coś odpowiedniego. Wsiadł w samochód Franka i pojechał. Kimberly wróciła około godziny 20. Jeszcze nigdy nie chodziła 5 godzin po sklepach, ale z Anne nie dało się inaczej. Mama Harrego sprawiła jej piękną, fioletową sukienkę z najnowszej kolekcji. Kim nawet nie zdążyła spojrzeć na cenę, a Anne już ją kupiła. Wolała nie myśleć ile kosztowała. To nie koniec. Kiedy już miały wracać ich wzrok przykuła piękna „mała czarna”. Mama Harrego nie mogła się powstrzymać i kazała dziewczynie jak najszybciej ją przymierzyć. Widząc jak wspaniale na niej wygląda kazała ja zapakować. W międzyczasie udały się do naprawdę przytulnej kawiarni. Zjadły po pucharku lodowym i wróciły do domu. Harry już tam czekał, zadowolony i uśmiechnięty. Coś kombinował, to było pewne. Od razu po powrocie Kim, Loczek zaprowadził ją do pokoju. Chciał zobaczyć co kupiła sobie jego dziewczyna. Usiadł wygodnie na łóżku i czekał.
- Na co czekasz? – zapytała Kim
- Chce zobaczyć co kupiłaś. Pokażesz mi prawda? – zrobił słodkie oczka
- Przecież tam leżą, wstań i zobacz. – zaśmiała się i poszła w kierunku łazienki
Chłopak poszedł za nią. Objął ją od tyłu i zaczął szeptać jej do ucha.
- Ale ja chcę zobaczyć jak wyglądają na tobie. – zaczął całować jej szyję
- Kochanie, zobaczysz w swoim czasie. – odwróciła się i pocałowała go czule – A teraz sobie idź do chcę wziąć prysznic. – wystawiła mu język
- Może umyć Ci plecy? – spojrzał zalotnie
- Idź, nie kombinuj. – wygoniła go
Chłopak położył się na łóżku patrząc w sufit. Kochał Kimberly. Nie wyobrażał sobie bez niej życia. Nie szczyciła się ich związkiem, ani nie była zazdrosna Traktowała go jak normalnego chłopaka. To mu się podobało. Jednak nie zapominał, że jest ich fanką. Ciągle jej śpiewał, albo chwalił się nowym tekstem swojego autorstwa. Była jego muzą. Zawsze po jakimś doświadczeniu pisał o niej. O tym jak go rozumie. Nie osądza go, ale pociesza. Zawsze przypomniał sobie sytuację, kiedy przyjechał ją przeprosić do Valdemorillo. Był pewien, ze go wyzwie, pobije i takie tam. Jednak ona zrobiła inaczej. Przytuliła go. Dała mu znak, że nadal go kocha. Mimo tego, że ją zranił dalej jej zależy, niestety bała się. Potrzebowała czasu. Czuł się szczęściarzem. Miał największy skarb. Kochającą kobietę. Jego zamyślenie przerwała Kim. Wyszła z łazienki w jego koszulce. Właśnie tak wyglądała najładniej. Ułożyła się wygodnie obok niego. Rozmawiali o różnych rzeczach. O przeszłości i przyszłości też. Zastanawiali się co zrobią, kiedy One Direction wyjedzie w europejską trasę. Kimberly na pewno zostanie w Holmes Chapel, ale będą tęsknić. Postanowili jednak nie mówić o przykrych rzeczach. Cieszyli się chwilą dla siebie. Nareszcie mogli pobyć sami.
            Janet miała wylądować o 16. Tak też się stało. Jednak w drodze na lotnisko złapał ich korek. Dojechali dopiero na 16:30. Kobieta jednak nie przyleciała sama. Była w towarzystwie Alicie. Louis nie był zachwycony, ale sztucznie się uśmiechał. Janet przywitała wnuczkę, córkę oraz Louisa. Z Jay byli umówieni na 17. Lou podwiózł Alicie pod hotel, w którym miały się zatrzymać i odjechał. Mieli się spotkać w małej kawiarni na przedmieściach. Chcieli uniknąć fanek i autografów. Kiedy dotarli na miejsce Jay już tam czekała. Od razu wyściskała syna, przytuliła Rocio oraz przywitała Janet. Mama Lou chciała potrzymać przyszywaną wnuczkę na rekach. Roc od razu się zgodziła. Nie mogła postąpić inaczej. W końcu miała z nią zamieszkać. Kobiety nie przejmując się młodymi zaczęły rozmawiać o dziwnych rzeczach jak na przykład kwiaty.
- Słyszałam od Louisa, że masz piękny ogród. Zawsze marzyłam o takim, ale cały czas zajmowałam się dziećmi i nie miałam na to czasu. – mówiła Jay
- Tak, ogród zajmuje dużo czasu, ale Rocio jest już dorosła, sama zajmuje się Vicki, więc mam czas. – uśmiechała się Janet
Rozmawiały nie na temat jeszcze przez dobrą godzinę. Lou z reguły był cierpliwy, ale wszystko ma swoje granice.
- Chyba przyszliśmy tu, żeby porozmawiać o przeprowadzce Rocio do Doncaster, tak? – zapytał Lou, jednak widząc ich zdziwienie rozwinął swą myśl – Miałem w planach wrócić na noc do Harrego, ale chyba nie zdążymy
Rocio podsumowała to chichotem. Matki zrozumiały, że młodzi nie są zainteresowani ich pogawędką o celullicie i przeszły do sedna.
- Oj Boo. – powiedział Jay – Powinieneś się cieszyć, że tak dobrze dogaduję się z Janet, ale niech ci będzie. Uważam, że Rocio będzie u nas naprawdę w dobrych rękach. Moje córki na wieść o Vicki skakały z radości. Nie ukrywam, ja też się ucieszyłam, że mój Louie tak dojrzał. Wiele razy dzwonił do mnie i opowiadał o Rocio. Wiedziałam, że to dobra dziewczyna. – uśmiechnęła się do Roc
- Wiem, że krzywda im się nie stanie, ale wtedy będą bardzo daleko. Wiem, że nie będą mieszkały ze mną całe życie, ale ona ma dopiero 18 lat. To poważna decyzja. Nie tyle zamieszkanie wspólnie co nadanie nazwiska. Myślę, że to bardzo dojrzałe, ale nie wiadomo co się wydarzy w przyszłości. Trzeba pomyśleć o tym co się stanie jak coś pójdzie nie po ich myśli. – martwiła się Janet
- Jeżeli boi się pani, ze się rozejdziemy, to oświadczam, że rozmawiałem z Rocio na ten temat. Na razie nie jest gotowa na to, żeby podjąć decyzję, ale na pewno się pobierzemy. Nie proponowałbym uznania Vicki jako mojej córki gdybym nie chciał spędzić z nią życia. – przekonywał dyplomatycznie chłopak
Rocio go nie poznawała. Był zdeterminowany i o dziwno spokojny. Myślała, że będzie się wygłupiał i śmiał, ale był poważny. Nie znała go z tej strony. Jednak bez względu na wszystko kochała go. Akceptowała Larrego i różne jego odjazdy. Teraz on chciał uznać Vicki. Chciało jej się płakać ze szczęścia kiedy mówił, że chce spędzić z nią życie.
- Dobrze. Rozumiem, że Rocio podjęła decyzję. Akceptuję ją. Jednak mam pewne obawy. Mam nadzieję, że będę na bieżąco dostawać informacje o moich dziewczynach. – ustąpiła Janet
- Oczywiście. Będę telefonować. – obiecała Jay
- W takim razie sukces. – powiedział Lou całując Rocio
Jay i Janet stwierdziły, że dobrze im się ze sobą rozmawia. Louis zawiózł je do hotelu gdzie czekała Alicie. Chciały zamienić ze sobą kilka słów zanim wyjadą. Louis umówił się z matką, że jutro przyjedzie do Holmes Chapel. Wszystko było ustalone. Pożegnali się i pojechali do domu Harrego. Mieli nadzieję, że nie tęsknili za bardzo. Droga minęła spokojnie. Kiedy dotarli Anne i Frank oglądali jakiś film. Młodzi od razu skierowali się na górę. Byli zmęczeni. Rocio uspała Vicki, a w tym czasie Lou poszedł pod prysznic. Po chwili Roc dołączyła do niego. To był ich pierwszy wybryk tego typu, ale nie krępowała się. Wspólny prysznic był czymś, czego oboje potrzebowali. Nie wstydzili się siebie. Zmysłowo dotykali swoich ciał. Nie trwało to długo, ale dodało im to pewności. Kiedy przebrali się w piżamy położyli się i od razu zasnęli.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ten rozdział nudny jak flaki z olejem. Przepraszam. Strasznie długo się z nim męczyłam. Wybaczcie. 

Rozdział 33

            Tego wieczoru w domu panowała spokojna atmosfera. Danielle była z Liamem, a reszta ulokowała swoje zadki w salonie. Anne i Frank tego wieczoru poszli na jakąś imprezę do znajomych zostawiając młodych samych. Nie mogli sobie znaleźć żadnego konkretnego zajęcia. W telewizji nie było nic ciekawego, a im samym nie chciało się wychodzić z domu. Po ostatnim ognisku woleli sobie odpuścić. Posiedzieli w miłej atmosferze przy kominku chwilę, lecz to nie w ich stylu.
- Nie wiem jak wy, ale ja napiłbym się piwa. – powiedział Zayn
- O taaaak. Takiego zimniutkiego.- rozmarzył się Lou
- Nie róbcie smaka tylko niech ktoś pojedzie do sklepu. – spojrzał na Larrego Niall
- Kochanie! Chodźmy, mamy odpowiedzialne zadanie. – powiedział Louie chwytając Hazzę za rękę i ciągnąc w stronę wyjścia
- Zaraz wrócimy. – pomachał ręką Hazza i wyszli.
Rocio z Kim zrobiły coś na szybko do jedzenia i przygotowały salon. Podczas wspólnego siedzenia w kuchni Roc postanowiła pochwalić się kuzynce propozycja Lou.
- Kim.. Muszę ci coś powiedzieć. – przygryzła dolną wargę
- Słucham cię, mów. – mówiła obierając ziemniaki na frytki
- Louis zaproponował mi, żebym się wprowadziła do jego domu z Doncaster. W dodatku chce dać Vicki swoje nazwisko.
- Co?! Naprawdę?! To cudownie! Nawet nie wiesz jak się cieszę! – zaczęła skakać z radości
- Spokojnie. Ja też się cieszę, ale myślisz, że to dobry pomysł? – zawahała się
- Pewnie, że tak. To znaczy, że traktuje wasz związek poważnie. Wiesz, mi Harry nie składał takich propozycji, ale wmawiał mi, że będziemy mieli dziecko. Zresztą, nieważne. – zaśmiała się
- Dobra, nie wnikam. Jutro przyleci moja mama. Spotka się z mamą Lou. Trochę się denerwuję.
- No tak, w końcu ty też pierwszy raz spotkasz się z przyszłą teściową. – poklepała ją po ramieniu
- Dobra, nie myślmy o tym. Obieraj te ziemniaki szybciej. Chłopcy zaraz wrócą. – poganiała
- Jakbyś mi pomogła poszłoby szybciej. Rozumiem, że jesteś podekscytowana, ale rusz dupcię i zabieraj się do roboty. – wystawiła jej język
- Za dużo czasu spędzasz z Harrym, zdecydowanie za dużo. – pokiwała głową z politowaniem
- Czyżby? – zapytał Hazza, który nie wiadomo kiedy wrócił do domu. Chłopak postawił reklamówki na stole i podszedł do swojej dziewczyny od tyłu i objął ja w pasie.
- Zdecydowanie za dużo. – zostawała przy swoim Roc
- Ja uważam, że zdecydowanie za mało. – uśmiechnął się słodko
- Jakie to przykre, że nie możecie być razem 25 godzin na dobę. – zaśmiała się
Po chwili dołączył Lou z jeszcze większą ilością toreb. Jeżeli mieli zamiar to wszystko zjeść dziś to szykowała się ładna impreza.
- Ja wiedziałam. Was tylko wpuścić do supermarketu to wrócicie z połową sklepu. – podsumowała Rocio
- Akurat trafiliśmy na promocje, wiesz jak trudno się temu oprzeć? – zaśmiał się Lou po czym zaczął wkładać piwa do lodówki. Było ich sporo.
- No ładnie. Harry, pijaku, dzisiaj jesteś abstynentem. – wyszczerzyła się Kim
- Czyżby? – powiedział i uszczypnął ją w pośladek
- Boże, dlaczego on jest taki niewyżyty? – skierowała wzrok ku górze
- Bo dawno ze mną nie spał. – powiedział Louie posyłając Harremu zalotne spojrzenie
- No tak. Zapomniałam. – zaśmiała się cicho
- Louis, kochanie. Wychodzimy, one tego nie zrozumieją. – powiedział uważony Hazza
Chłopcy opuścili kuchnię, a po dziesięciu minutach frytki były gotowe. Weszły do salonu. Ujrzały podłogę wyścieloną kołdrami i poduszkami. Szykowało się pidżama party. Kiedy Zayn z Harrym przestawiali kanapę Lou razem z Niallem poszli pomóc w rozpakowywaniu chipsów. Mała Vicki grzecznie siedziała w kojcu nie zwracając na siebie uwagi. Miski powędrowały na stoły, szklanki i napoję przyniesione, więc można było zaczynać. Postanowili najpierw obejrzeć jakąś komedię, a następnie zaserwować panią krótką lekcję gry na PlayStation. Seans był udany. Szczególnie kiedy Lou i Harry odgrywali swój przebieg wydarzeń. Zayn nie wstydził się czule obejmować Nialla. Wiedział, że ich przyjaciele muszą do tego przywyknąć. Oczywiście Kim ponownie wściekła się na Larrego za idealne wręcz rozpraszanie podczas filmu. Jednakże namiętny pocałunek jej chłopaka załagodził sytuację.
- Dobra, skoro wy chciałyście oglądać film to teraz gramy! – krzyknął Lou
Dziewczyny spojrzała na siebie z grymasem. Jednak chłopcy mieli przewagę liczebną. Rocio poszła położyć Vicki spać na górę. Kim ulokowała się między nogami Harrego pijąc piwo.
- Nie ma mowy. – zabrał jej butelkę z uśmiechem na twarzy – Jesteś nieletnia. – pokazał jej język
- Już niedługo. – spiorunowała go spojrzeniem
- Właśnie! Który mamy dziś?! – podskoczył jak poparzony
- 26 lipca matole. – pokiwała głową z politowaniem
- To jeszcze 5 dni. – wrócił na swoje wcześniejsze miejsce – Jak ten czas szybko mija. Jeszcze niedawno było 30 dni. – rozmarzył się
- Nom, jeszcze niedawno leżałam w szpitalu.. – spuściła głowę na dół – Mam nadzieję, że nie gniewasz się na mnie już. – powiedziała
- Oczywiście, że nie. – pocałował ja w czubek nosa – Ale nadal nie potrafię sobie wyobrazić innego przebiegu tej historii.
- Ja też nie. Dziękuję. – wtuliła się w niego
- Dobra! Koniec tych czułości. Gramy! – krzyknął Lou rozłączając ich
- Jesteś niedobry! – krzyknęła obrażona Kim
- No nie bądź taka, podziel się nim. – powiedział wtulając się w Harrego
- Oj skarby, nie kłóćcie się. Mam dwie ręce, dwie nogi..
- Cztery sutki. – przerwał mu Niall, ale Hazza spiorunował go wzrokiem.
- No ale przyrodzenie masz jedno. – powiedział niezadowolony Louie uderzając go w czułe miejsce
Chłopak zaczął zwijać się na podłodze z bólu. Louie jak zwykle udał, że nic się nie stało i w końcu zaczął grać z Zaynem. Kim uklękła obok niego.
- Oj biedaczku. Widzisz, tylko ja cię kocham. – powiedziała głaszcząc go po włosach
Harry ułożył głowę na jej kolanach i leżał tak dłuższą chwilę. Kiedy dołączyła do nich Rocio Hazza poskarżył się na Louisa. Był wyraźnie uszczęśliwiony, kiedy dziewczyna zasłoniła swojemu chłopakowi widok na telewizor.
- No nie. Przegrałem przez ciebie! – zrobił niezadowoloną minę
- Louie, co mama mówiła? Nie wolno bić Harrego w czułe miejsce. – tłumaczyła jak dziecku
- Tak jest mamo, więcej nie będę. – mówił zmieszany
- Idź przeproś ładnie Harrego. – powiedział stanowczo
Ta scena wywołała śmiech i Nialla, Zayna i Kim. Hazza nadal udawał obrażonego. Leżał grzecznie na kolanach Kimberly nie mając zamiaru się podnosić.
- Hazzuś! – podbiegł do niego Lou i zaczął go przytulać – Więcej nie będę, obiecuję. – mówił mocno całując go w oba policzki
- Dobrze, dobrze. Wybaczam ci. Chodź tu wariacie. – Harry pocałował go w policzek i zaczęli się wygłupiać na podłodze.
- Roc, zabierz swojego faceta od mojego faceta bo zrobię mu krzywdę. – zaśmiała się
- To samo mogłabym powiedzieć do ciebie. – obie zaczęły się śmiać.
Niall i Zayn korzystając z tego, że Lou i Harry są w centrum uwagi skitrali się za kanapę. Nie chcieli stawiać przyjaciół w niezręcznej sytuacji, więc postanowili na chwilkę się schować. Zaczęli obdarowywać się czułymi pocałunkami. Zayn już zdecydowanie swobodniej czuł się, kiedy Blondyn go dotykał. Na początku strasznie go to krępowało, ale teraz jeszcze bardziej go to nakręca. Kiedy śmiechy ucichły chłopcy dyskretnie opuścili swoja kryjówkę i dołączyli do wspólnej gry. Kim i Rocio usiadły z boku przyglądając się im z zaciekawieniem.
            Danielle i Liam pogodzili się na dobre. Ta kolacja naprawdę dużo im dała. Dziewczyna patrzyła teraz na wszystko pod innym kątem. Doceniła, ze ma wspaniałego chłopaka, który będzie ojcem jej dziecka. Stwierdziła, że powie mu jutro. Nie chciał psuć atmosfery. Jedzenie była naprawdę pyszne, a Liam zachowywał się wspaniale. Do tym wszystkim wspólnie wzięli kąpiel w wielkiej wannie i poszli spać. Kiedy ułożyła się wygodnie w jego ramionach wiedziała, że nie może się bać, bo właśnie on sprawia, że czuje się bezpieczna. Rano razem wrócili do domu zastając w salonie bałagan i śpiące na podłodze towarzystwo. Anne już przygotowywała śniadanie. Liam poszedł wziąć prysznic, a Danielle pomogła mamie Harrego.
- Dzień dobry Anne. – powiedziała uśmiechnięta Dan
- Witaj Danielle. Jak to dobrze widzieć cię uśmiechniętą. – przesłała je ciepłe spojrzenie
- Dziękuję. Co tak ślicznie pachnie? – zapytała dziewczyna podchodząc bliżej
- Omlety. Masz ochotę?
- Oczywiście, że tak. Pójdę się przebrać i pomogę pani. – skierowała się na górę
Liam paradował w bokserkach. Jeszcze nie zdążył wziąć prysznicu. Objął swoją dziewczynę w talii.
- Idziesz ze mną? – pocałował ja w szyję
- Chętnie, ale obiecałam Anne, że pomogę jej przy śniadaniu. – wyszeptała – Tym razem musisz sobie poradzić sam. – ucałowała go delikatnie i poszła do szafy
- Nie musisz się przebierać, i tak wyglądasz pięknie. – powiedział stojąc w drzwiach łazienki
- Idź już, bo w końcu się nie umyjesz. – zaśmiała się i wyciągnęła w szafy czarne spodnie dresowe, biały top i czerwoną bluzę. Nie chciał wyglądać ładnie. To co ubrała wydawało jej się najwygodniejsze. Spięła włosy w kucyka i zeszła na dół. Danielle pomogła Anne nakryć do stołu i obudzić śpiących w salonie imprezowiczów. Normalnym widokiem było to, że Lou i Harry spali przytuleni, a dziewczyny leżały obok. Anne troszkę zdziwiła się widząc Nialla i Zayna także śpiących w jednoznacznej pozycji. Dziewczyna widząc jej minę od razu wyjaśniła tą sytuację.
- Tak czasem w życiu bywa. My możemy tylko ich wspierać. – powiedziała i zabrała się do rozbudzania towarzystwa
Pierwsze wstały dziewczyny. Od razu poszły do łazienki przemyć twarz. Z chłopcami było gorzej. Bronili się rekami i nogami przed zabraniem kołdry. Harry jednak szybko przypomniał sobie, że Dan jest w ciąży i ustąpił. Czuł, że powinien. Wziął Louisa na ręce i zaniósł go prosto do kuchni. Po chwili dołączyli także Zayn z Niallem, a chwilę po nich dziewczyny. Liam dotarł dopiero po dziesięciu minutach. Wszyscy wspólnie usiedli do stołu. Jedynie Frank spał. Śniadanie było jak zwykle wyśmienite, herbata pyszna, a atmosfera rodzinna. Dziewczyny posprzątały w kuchni, a chłopcy zrobili porządek w salonie. Kiedy wszystko było skończone wszyscy mogli pozwolić sobie na chwile relaksu. Rocio poszła zadzwonić do mamy, Harry i Kim ulotnili się do siebie, a Zaill zaginął w akcji. Liam razem z Lou siedzieli w salonie nadrabiając ostatnie ciche dni. Jakoś tak się złożyło, że nie mieli czasu ze sobą porozmawiać. Na szczęście teraz znaleźli dla siebie czas.
- Obiło mi się o uszy, że z Rocio to już tak na poważnie.- powiedział wścibsko Liam
- A no tak wyszło. Zamieszka z moją rodziną w Doncaster. – mówił zadowolony z siebie – W dodatku mam córkę, za niedługo już oficjalnie. – wyszczerzył się Lou
- Jak to? – spojrzał na niego zdziwiony
- Dam Vicki moje nazwisko. Najchętniej Rocio tez bym je nadał, ale wiem, że na razie nie jest na to gotowa. Kocham je jak cholera. Nawet sobie nie wyobrażasz jak się cieszę, że będą w Anglii. – mówił zafascynowany
- No to cieszę się razem z tobą. Mam nadzieję, że nie będziesz żałował. – szturchnął go lekko
- Nie, jestem pewny, że ma to coś. – powiedział z przekonaniem – A jak tam z Tobą i Danielle? Kiedy powiększycie naszą rodzinkę? – zaśmiał się Louie
Dan chcąc wykorzystać chwile spokoju chciał porozmawiać z Liamem o przyszłości. O tym jak sobie poradzą, kiedy dziecko przyjdzie na świat. Była zdeterminowana. Pokierowała się po schodach na dół. Już chciała wejść do salonu, kiedy usłyszała słowa Liama.
- Louis. Na pewno nie teraz. Nie wyobrażam sobie, żebym został ojcem w tym wieku. Mamy cały świat na wyciągnięcie ręki, miliony fanek, które chcą nas mieć na plakatach, koszulkach, kubkach, zegarkach, zeszytach, a nawet na bieliźnie. Wyobrażasz sobie moje zdjęcie z wózkiem na koszulce? – zaśmiał się – Zdecydowanie odpada. Może kiedyś. Zresztą Danielle też ma swoja karierę. Za stanowimy się nad tym może za kilka lat.
Danielle nie chciała więcej słuchać. Łzy popłynęły jej po policzku. Wbiegła po schodach do góry i weszła do pokoju Harrego. Hazza i Kim obejmowali się na łóżku. Miała to gdzieś. Była załamana. Kimberly od razu do niej podbiegła i objęła przyjaciółkę. Chciała się dowiedzieć co się stało. Danielle powiedział tylko „On nie chce dziecka”. Harry zorientował się, że widocznie jego przyjaciel po raz kolejny zrobił cos głupiego.
- Dan, powiedział ci tak? Wie o ciąży? – zapytała przejęta Kim
- Słyszałam jak rozmawiał z Lou. Mówił, że nie chce teraz dziecka, bo ma świat na wyciągniecie ręki. Kim ja się boję, że on mnie zostawi. – płakała w jej ramionach
- Zaraz mu coś powiem. – powiedział wkurzony Hazza
- Harry stój! – krzyknęła Danielle
Chłopak wyszedł z pokoju i szybkim tempem chciał zejść na dół. Dan razem z Kim wybiegły za nim. Dziewczyna Liama już chciała powstrzymać Harrego, jednak nie udało jej się. W połowie korytarza mocno zabolała ją głowa. Stanęła i poczuła jak świat wokół niej wiruje. Przed oczami zrobiło jej się czarno i zemdlała.
- Danielle! – krzyknęła Kimberly – Harry chodź tu! Danielle zemdlała, pomóż mi!
Chłopak słysząc takie słowa odstawił na bok złość. Wycofał się z salonu i pobiegł na górę razem z Lou i Liamem. Hazza od razu wziął dziewczynę na ręce i zaniósł do pokoju Liama. Położył ją na łóżku i zadzwonił do znajomego lekarza. Nie chciał dzwonić po karetkę, bo mogłoby to wywołać skandal. Już wystarczająco dużo jest domysłów odnośnie wizyty Lou w szpitalu. Liam bardzo się zmartwił. Nie wiedział co było powodem tego nagłego zasłabnięcia. Po piętnastu minutach lekarz był na miejscu. Kim powiedziała mu o tym, że dziewczyna jest w ciąży dlatego zmartwili się. Doktor zbadał ją dokładnie, przepisał witaminy i zapewnił, ze wszystko w porządku.
- Kto jest wybrakiem tej pięknej dziewczyny? – zapytał mężczyzna
- Ja. – odpowiedział przejęty Liam
- W takim razie nie masz się o co martwić. Twojej dziewczynie i dziecku nic nie będzie. To po prostu mdłości. Kobiety w ciąży często miewają takie dolegliwości. Tutaj wypisałem receptę na specjalny zestaw witamin dla ciężarnych kobiet. Dbaj o nią. – powiedział i skierował się w stronę drzwi. Harry bardzo mu podziękował i wrócił do przyjaciół. Liam stał jak wryty. To co usłyszał było bardzo dziwne. Jego dziewczyna jest w ciąży. W dodatku z nikim innym tylko z nim. Spojrzał pytająco na Kim, ona tylko skinęła głową na potwierdzenie. Chłopak od razu poszedł do przytomnej już Danielle.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – złapał ją za rękę
- Chciałam, ale mówiłeś Louisowi, że nie chcesz mieć na razie dziecka. Nie chciałam niszczyć ci planów. – odwróciła wzrok
- Kochanie. Byłem pewny, że wszystko jest jak dawniej. Ta sytuacja jednak wszystko zmienia. Kocham cię i nie zostawię. Rozumiesz? Poradzimy sobie razem. – położył swoją rękę na jej brzuchu
- Kocham Cię Liam. - powiedziała
- Ja Ciebie też Danielle. – powiedział i zamknął jej usta pocałunkiem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Najdłuższy ever :D
Myślałam, ze nie znajdę czasu, ale los się do Was uśmiecha :D

Rozdział 32

Po południe mijało bardzo przyjemnie. Wspólna zabawa w ogrodzie zawsze poprawiała im humory. Danielle jedynie była w lekkim dołku. Mimo przeprosin Liama czuła się rozbita. Prześladował ją lęk. Bała się, że to może się powtórzyć. Nie rozmawiała ze swoim chłopakiem od rana. Liam gdzieś dzwonił, coś ustalał z Niallem. Widocznie nie miał dla niej czasu. Danielle zajmowała się małą Vicki. Lubiła to. Ta mała istotka dawała jej radość. Podczas zabawy dotarło do niej, że chciałby mieć dziecko z Liamem. Mimo wszystko dalej był jej mężczyzną, którego nie oddałaby nikomu. Wiedziała jednak, że to bardzo źle wpłynie na jej karierę, a jej chłopak teraz ma dużo pracy z zespołem, więc rodzicielstwo nie jest dobrym pomysłem. Mimo wszystko byłaby gotowa na takie poświęcenie. Jednak jej marzenia zakryła ciemna mgła. Wyobraziła sobie pijanego, agresywnego Liama. Tym razem jednak w trochę bardziej niebezpiecznej wersji. W głowie słyszała płacz dziecka i groźby Liama. Nie mogła tego znieść. Wzięła Vicki na ręce i zaniosła ją do Rocio i Lou. Ci od razu zobaczyli jej wyraz twarzy.
- Danielle, stało się coś? – zapytała zmartwiona Rocio
- Nie, wszystko w porządku, tylko moja wyobraźnia za bardzo mnie ponosi. Wybaczcie, ale pójdę się położyć. – powiedziała i skierowała się w kierunku domu
Liam wziął do siebie rady przyjaciół i postanowił zorganizować miły wieczór dla niego i Danielle. Widział, że nie jest z nią najlepiej. Wynajął ekskluzywny pokój w najlepszym hotelu i tam się wszystkim zajął. Kiedy dziewczyna zdrzemnęła się po południu, on wraz z Niallem i Kim poszli przygotować najromantyczniejszą kolacje ever. Czerwone róże, dużo świec. Blondyn załatwił dobre jedzenie, Kim zadbała o odpowiedni nastrój. Nie pomyśleliby, że Liam jest taki nieporadny. Około 18 wszystko było gotowe. Kimberly dała mu ostatnią, zasadniczą radę.
- Żeby ci tylko nie przyszło do głowy ciągnąć ją do łóżka. – zagroziła palcem
- Zwariowałaś? Przecież wiem. Chcę żeby mi znów zaufała, a nie bała się na mnie spojrzeć. Dzięki za wszystko. Teraz tylko muszę ją tu przywieść. Pytanie, czy będzie chciała ze mną jechać. – zmartwił się
- Nie przesadzaj. Przecież nie zamordowałeś jej całej rodziny. – mówił Niall
- Mam pomysł. Ja ją tu przywiozę. Ty siedź i bądź potulny jak baranek, zrozumiałeś? Odpręż się i panuj nad sobą. – wystawiła język dziewczyna
- Nie jestem kryminalistą, spokojnie. Dzięki. Będę czekał. – usiadł na łóżku
Niall i Kim opuścili hotelowy pokój. Byli zadowoleni z efektów swojej pracy. Wsiedli w taksówkę i pojechali do domu.
Rocio nie mogła przestać się uśmiechać. Cały czas słyszała w głowie słowa Louisa. Nie mogła w to uwierzyć. Vicki będzie nosiła jego nazwisko. Nic lepszego nie mogło ją spotkać. Czekała ją tylko rozmowa z matką. Bała się, że nie będzie zachwycona jej przeprowadzką do Doncaster. Miała nadzieję, że Janet opuści Hiszpanię i zamieszka w Anglii. Wzięła telefon i wybrała numer matki.
- Halo? Rocio? Coś się stało? – zapytała na wstępie kobieta
- Cześć mamo. Wszystko w porządku. Dzwonię bo muszę o czymś z tobą porozmawiać. Nie denerwuj się, to nic strasznego. – uspokajała
- Słucham. – powiedziała wyraźnie spokojniejsza
- Ja i Lou bardzo się kochamy. Nie chcemy, żeby dzieliło nas aż tyle kilometrów. Dlatego zaproponował żebym razem z Vicki zamieszkała z jego rodziną w Doncaster. – rzekła Roc
Nastała krępująca cisza. Dziewczyna wiedziała, że jej matka nie skacze z radości. Miała tylko nadzieję, że zaakceptuje jej decyzję.
- Rocio, jesteś pewna? Będziecie mieszkać ze sobą bez ślubu? Wiesz jak media reagują na takie rzeczy. Zastanówcie się. – przekonywał
- Mamo, to nie koniec. Louis chce dać Vicki swoje nazwisko.. – powiedziała niepewna reakcji matki
W końcu Viktoria była córką Patricka, a nie Lou. Janet nie wiedziała co ma powiedzieć. Była zaskoczona, ale ten chłopak coraz bardziej ją zaskakiwał. Był takie niepozorny, ale widać, że ma łeb na karku.
- Mamo, Lou rozmawiał z mamą. Przyleć do Anglii, spotkasz się z Panią Tomlinson, porozmawiacie. Potem podejmiemy decyzję, co ty na to? Hm? – nalegała Roc
- Niech będzie. Jutro przylecę. Gdzie aktualnie jesteście?
- W Holmes Chapel.
- Dobrze, niech będzie. Zadzwonię jeszcze jutro. Kocham Cię Rocio.
- Ja też cię kocham mamo. – rozłączyła się
Poszło lepiej niż się spodziewała. Miała cichą nadzieję, że Janet domyślała się wszystko, więc przyszło jej to łatwo. Roc odetchnęła z ulgą i poszła w kierunku kuchni.
Danielle spała prawie godzinę. Nie wiedziała skąd u niej od niedawna taka senność. Leżała w łóżku jeszcze jakiś czas. Spojrzała na zegarek. Dochodziła 18:30. Postanowiła podnieść się z łóżka. Trochę jej to zajęło, bo nadal była zmęczona. Usłyszała, ze ktoś wszedł do domu. Wstała z łóżka. Momentalnie zakręciło jej się w głowie. Usiadła z powrotem na łóżko głęboko oddychając. Kiedy wstała drugi raz poczuła dziwne uczucie w żołądku. Po chwili zdała sobie sprawę, do czego doprowadzi. Szybko pobiegła do łazienki przyłączonej do pokoju. Wymiotowała. Nie wiedziała dlaczego. W jej głowie były miliony różnych myśli. Może zjadła cos nieświeżego, albo za mało witamin? Nie wiedziała. Po chwili ponownie ją zmuliło. W tym momencie do pokoju weszła Kim. Zobaczyła otwarte drzwi od łazienki. Postanowiła sprawdzić czy jej przyjaciółka jest w środku. Ujrzała ją niebezpiecznie blisko toalety. Dziewczyna od razu ją spostrzegła więc z trudem wstała i przemyła twarz.
- Danielle, co się dzieje? – dopytywała zdziwiona Kim
- Nic, wszystko w porządku. Po prostu troszkę zakręciło mi się w głowie. – powiedziała
- Jesteś pewna? Nie chcę zapeszać, ale ostatnio odżywiasz się inaczej. Zachowujesz się inaczej. Może jesteś.. w ciąży?
Ostatnie słowa jak gdyby uderzyły Danielle w twarz. Wiedziała, że przez duży stres i wysiłek fizyczny jej miesiaczka jest nieregularna, ale aż do takiego stopnia? Zdarzało jej się nie mieć okresu przez dwa miesiące, ale tylko wtedy, kiedy miała przed sobą coś naprawdę stresującego. W tym przypadku denerwowała się jedynie w ciągu ostatnich kilku dni. Kiedy dopuściła do siebie myśl o tym, ze może być w ciąży zsunęła się po ścianie i usiadł na kafelkach. Skuliła nogi i ukryła twarz. Zaczęła płakać. Zdała sobie sprawę z tego, że tego ranka myślała o tym. Wyobrażała sobie ich wspólne życie. Była roztrzęsiona.
- Danielle. Spokojnie. Musisz się upewnić. Zostań tu. Ja pojadę do apteki. Nie panikuj. Za chwile wrócę. – powiedziała i opuściła pokój.
Danielle nie wiedziała co ma robić. Wyszła z łazienki i położyła się do łóżka. Teraz pozostawało jej jedynie czekać na Kim. Każda minuta strasznie się ciągnęła. Kimberly wróciła po 20 minutach, ale Dan wydawało się, jakby nie było jej ponad godzinę.
- Masz. Kupiłam kilka. Tak dla pewności. Nie denerwuj się. Będzie dobrze. – uśmiechnęła się
Dziewczyna udała się do łazienki, żeby poznać prawdę. Czuła się naprawdę dziwnie, ale musiała wiedzieć. Wzięła głęboki oddech i otworzyła opakowanie
- Niech się dzieje wola Nieba. – pomyślała
Kim cholernie się denerwowała. Wiedziała, że to jedna z najtrudniejszych chwil dla Danielle. Zastanawiała się co zrobiłaby gdyby była na jej miejscu. Doszła do wniosku, że to byłoby dla niej trudne zwłaszcza dlatego, że ma za sobą poważną chorobę i ma dopiero 18 lat. Wiedziała jednak, że Harry nie zostawiłby jej z tym samej. Uśmiechnęła się w duchu. Dan wyszła z łazienki. W ręce trzymała test, a po twarzy płynęły jej łzy. Kim już znała prawdę. Liam będzie ojcem czy tego chce czy nie. Dziewczyna wpadła w ramiona Kimberly. Była roztrzęsiona.
- Kochana, spokojnie. Wszystko się ułoży. Liam na pewno będzie szczęśliwy. – pocieszała ją
- Kim. Moja kariera taneczna oficjalnie dobiegła końca. – mówiła łkając
Siedziały tak jeszcze dobrą godzinę. Danielle się uspokoiła i zaczęła się przebierać. W końcu w hotelu czekał ojciec jej dziecka. Nie chciała mu na razie mówić. Sama była w szoku. Kim jednak była innego zdania. Chciała, żeby jej przyjaciel poznał prawdę od razu. Bez zbędnych tajemnic.
- Dan, musisz mu powiedzieć. – przekonywała
- To nie jest takie łatwe. Postaw się na moim miejscu. Co powiedziałabyś Harremu w takiej sytuacji? – spojrzała na nią krzywo, pech chciał, że korytarzem przechodził Hazza, który usłyszał tylko fragment rozmowy – „Kim, przecież musisz mu powiedzieć. Nie możesz tego przed nim ukrywać.” – spojrzała na nią jednoznacznie
- „To trudne, nie wiem jak. Co mam mu powiedzieć? Harry, jestem w ciąży?” – parodiowały siebie nawzajem poprawiając sobie humory, Harry niestety nie był tego świadomy. Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Nie wierzył własnym uszom. Od razu pobiegł na dół ochłonąć. Za dużo faktów jak na kilka minut.
- Danielle, a tam na serio to powiedz, że masz dla niego wiadomość i niech sam zadecyduje czy dobra czy zła. Na początek zrób mu wywód jak bardzo go kochasz, żeby nie poczuł się pod naciskiem. Potem oznajmij mu z uśmiechem „Liam, kochanie.. – Kim uniosła brew do góry - ..za niedługo nasza Directioners Family się powiększy”. Spójrz jednoznacznie na swój brzuch. – Kim wybuchła śmiechem – A tak naprawdę poważnie to myślę, że nie jest aż tak głupi, żeby nie zrozumieć prostego „Jestem w ciąży, z Tobą” . Nie łam się. Dasz radę. – poklepała ją po ramieniu
- Jutro. Naprawdę. Teraz jeszcze nie do końca to ogarnęłam. Nie mogę o tym myśleć, bo znów będę ryczeć. Dziękuję Ci za wszystko. Wezwę taksówkę i pojadę. – wzięła głęboki oddech patrząc w lustro
- Wyglądasz bosko. Sexy z ciebie mamusia. – zaśmiała się
- Boże, musiałaś dogryźć. – pokiwała głową z politowaniem, a Kim tylko wystawiła język
Obie zeszły na dół. Pożegnały się. Kimberly życzyła jej udanego wieczoru i poszła do salonu.
Harry siedział strasznie zestresowany. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Wygadał się Louisowi, a ten tylko poklepał go po jego ramieniu mówiąc „Dobra robota”. To wszystko go przerażało. Płacz w nocy, co najmniej 9 miesięcy bez seksu, odpowiedzialność. Zostanie odsunięty na drugi plan. Nie był na to gotowy. Kiedy zobaczył Kim wchodzącą do salonu od razu podbiegł się nią zająć.
- Kochanie, usiądź sobie. – wskazał ręką na fotel – Chcesz coś do picia?
Kimberly spojrzała na niego zdziwiona. Nie wiedział o co chodzi. W salonie byli tylko oni, więc to raczej nie był kolejny żart Larrego. Spojrzała na niego krzywo zastanawiając się nad powodami tej nagłej opieki.
- Harry, o co chodzi? Czy ja o czymś nie wiem? Znów coś nabroiłeś? Mów szybko, bo nie wiem o co chodzi. – zaczęła się irytować
- Nic nie mów. Wszystko wiem. Zajmę się tobą odpowiednio. Musisz teraz dużo odpoczywać. Nie przemęczaj się. To wam zaszkodzi. – mówił z niesamowitym przejęciem
- O czym ty do cholery mówisz?! Jakich „nam” ?! Dowiem się w końcu o co chodzi? – patrzyła na niego zła
- Nerwy szkodzą dziecku. Postaraj się odprężyć. – mówił jak gdyby nie słyszał jej wcześniejszych słów
- Jakiemu dziecku? Przecież ja nie mam dziecka. Harry, powiedz mi co ci odbiło do jasnej cholery.
W tym momencie sam się pogubił. To jest w ciąży, ale nie jest? Zirytował się. Usiadł na kanapie wyciągając ręce ku górze w geście poddania się. Zrobił swoją niezadowoloną minę i patrzył na nią.
- Gadaj kto jakich kitów ci nawciskał. – zaśmiała się w końcu
- Przez przypadek usłyszałem jak rozmawiałaś z Danielle o tym, że boisz się mi powiedzieć, że jesteś w ciąży. – patrzył na nią zdezorientowany
Kimberly słysząc to zaczęła się głośno śmiać. Nie mogła się powstrzymać.
- Oj głuptasie. – pocałowała go czule – Wyrwałeś zdanie z kontekstu. Rozmawiałam z Dan o tym jak poinformowałabym cię, że jestem w ciąży. Takie babskie gadanie. Biedaczku, zawiodłam cię? – śmiała się nadal
- Wszystko w porządku, tylko skąd takie tematy z Danielle? – zdziwił się
- Miałam nadzieję, że nie zapytasz, ale skoro już.. – zaczęła – Masz nikomu nie mówić. Rozumiesz? – pokiwał głową na potwierdzenie – Danielle jest w ciąży z Liamem. Teraz proszę cię o milczenie. Jeżeli ktoś się dowie to cię uduszę. – groziła
Hazza zdziwił się, znowu. Przecież Liam jest taki perfekcyjny i poukładany, a tu taka wpadka. Cieszył się w duchu, że to na niego trafiło. Harry mocno przytulił swoją dziewczynę. Odetchnął z ulgą, że musi póki co dbać o jeden skarb, a nie dwa. Uśmiechnął się do siebie. Wiedział, że kiedyś razem z Kim będą mieli gromadkę dzieci, ale na razie i on i ona nie byli na to gotowi. I Bogu dzięki. 3/5 z One Direction mieliby dziecko, a pozostali dwaj są gejami. Fanki nie przeżyłyby tego. Odgonił od siebie dziwne przemyślenia i wrócił do oglądania jakże nudnego teleturnieju.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzieje się, dzieje się :D

Rozdział 31

Niall z Zaynem leżeli czule się obejmując. Nie mieli ochoty schodzić na dół. Chcieli nacieszyć się sobą. Martwili się o to, jak zareagują chłopcy. Bali się, że mogą nie przeżyć tego szoku. Ich rozmyślenia nie trwały długo. Nagle do pokoju wpadł Louis.
- Helllooooł!!! – krzyknął na wejściu
Jego mina natychmiast uległa zmianie, kiedy ujrzał Zayna trzymającego Nialla w objęciach.
- O cholera. – podsumował – Przeszkadzam, tak? Dobra idę. – zmieszał się i wybiegł
Chłopcy spojrzeli na siebie jednoznacznie. Pobiegli za nim i złapali go przed schodami.
- Lou! – krzyknął szeptem Niall
- Ani słowa na razie, jasne? – powiedział Zayn
- Tak, w porządku. Nie ma sprawy. – mówił szybko i zbiegł na dół
Niall poszedł za nim zjeść spóźnione śniadanie. Danielle podeszła do niego i zapytała jak się czuje. Blondyn uśmiechnął się do niej promiennie i podziękował za wszystko. Po chwili przyszedł Zayn. Kiedy Niall robił tosty Czarnowłosy „przypadkowo” złapał go za tyłek. Danielle, Liam i Lou wiedzieli co to oznacza. Reszta nie była na tyle spostrzegawcza. Dopiero, kiedy Zayn zaczął karmić Blondyna zaczęły się domysły.
- Coś mi tu śmierdzi. – powiedział Hazza podchodząc do Nialla i Zayna
- Nie wiem o czym mówisz. – wyszczerzył się Blondyn
Harry wiedział jak zmusić ich do gadania. Często wydurniał się z Zaynem, ale tym razem specjalnie chciał sprowokować Nialla. Podszedł do Czarnowłosego, objął go od tyłu, oparł głowę na jego barku.
- Zayn, kochanie, może pójdziemy się wymasować jak kiedyś? – zaśmiał się
Blondyn zakrztusił się sokiem, który właśnie pił. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Sam Zayn zrobił się czerwony. Zgromadzeni pomogli Niallowi, żeby się nie udusił, a Hazza nadal obejmował Zayna.
- Harry, kochanie. Nie zapomniałeś o kimś? – powiedział zazdrosny Lou
- Chodź do nas na trójkącik! – zawołał Hazza
- Nie ma takiej opcji, nie ma żadnego trójkącika. Zabieram Zayna. – powiedział Blondyn uśmiechając się rozkosznie
Pociągnął Zayna za rękę na górę. Wszystko było jasne. Nikt nie potrzebował zbędnych tłumaczeń. Wszyscy byli świadkami narodzin Zailla. Dziewczyny były troszkę zdziwione, ale każdy prędzej czy później zorientowałby się co w trawie piszczy. Liam, jako Tatuś postanowił pójść podokuczać swoim dzieciom. Zastał ich przytulających się na balkonie.
- No ładnie. – pokiwał głową z politowaniem
- Ty mi tu nie kiwaj głową, lepiej zaproś Danielle na porządną kolację, bo wczoraj przegiąłeś pałę. – obrócił kota ogonem Niall
- A co się stało? – dopytywał Zayn
- Nasz Daddy wojował po pijaku i pech chciał, że trafiło na Danielle. Nie wiem co chciał jej zrobić, ale bardzo mocno trzymał ją przy ścianie. Ma teraz całe sine nadgarstki. Dobrze, że Harry jej pomógł. – wytłumaczył Blondyn
- Wiem, że zachowałem się jak kretyn, ale nie kontrolowałem tego. Dobrze, że mi wybaczyła – odetchnął z ulgą
- Myślisz, że tak łatwo zapomni? – Zayn spojrzał na niego krzywo – To delikatna dziewczyna. Myślisz, że jak ją przytulisz to wszystko będzie okej? Stary, zrób coś.
- Eksperci się znaleźli. Co waszym zdaniem powinienem zrobić? – usiadł na łóżku czekając na instrukcję
- Liam! Jesteś największym romantykiem z nas! Nie mów, że potrzebujesz pomocy, bo zabiję cię śmiechem. – uniósł brew Niall
- Dobra, dobra. Coś wymyślę. A tak w ogóle, fajnie razem wyglądacie. – wystawił język i poszedł.
Co chwile ktoś odwiedzał chłopców. Nie mieli dla siebie ani chwili. Po jakimś czasie zaczęło ich to drażnić. Poprosili innych, aby dali im godzinkę, a potem są do ich dyspozycji. Wszyscy jednogłośnie wyrazili zgodę i poszli do ogrodu. Chłopcy postanowili zająć się sobą. Niall zaczął od delikatnych i subtelnych pocałunków, które za chwile przerodziły się w namiętne i zachłanne. Po chwili zszedł na dół i całował szyję swojego chłopaka. Robił to zmysłowo i czule. Zayn nie bronił się. Całkowicie poddał się pieszczotom Blondyna. Niall pozbawił Czarnowłosego koszulki i zaczął powoli całować jego tors. Lekko pchną go w stronę łóżka. Kiedy Zayn ułożył się wygodnie Blondyn usiadł na nim okrakiem kontynuując pocałunki. Czarnowłosy zaczął czule wodzić ręką po pośladkach chłopaka. Niall po chwili zaczął zmysłowo pieścić sutki Zayna. Czarnowłosy poczuł, że jego „Przyjaciel” niebezpiecznie zaczyna się unosić. Niall siedząc na nim poczuł to. Był usatysfakcjonowany takim obrotem sprawy. Blondyn nie czekając długo zszedł pocałunkami w dół. Zayn był niesamowicie rozluźniony, ale uczucie sztywniejącego członka trochę go krępowało, zwłaszcza dlatego, że to przez jego przyjaciela. Chłopak chcąc dać coś od siebie przejął inicjatywę. Obrócił Nialla na plecy, pozbawił go koszulki i zachłannie zaczął obdarowywać go pocałunkami. Niestety pech chciał, że Louis nie potrafił usiedzieć na dupie. Po cichu wślizgnął się do pokoju chłopców przyglądając się im z zaciekawieniem. Przytulony do podłogi podpełzł do łóżka. Chcąc zobaczyć reakcję przyjaciół delikatnie wychylił głowę ponad materac.
- Ja też dostanę buzi? – wyszeptał Louis
Nie musiał długo czekać na ich reakcję. Szept chłopaka tak przestraszył Zayna, że ten spadł z łóżka. Odruch Nialla był jeden: śmiech. Czarnowłosy nie rozumiał rozbawienia swojego chłopaka, ale wiedział, że Lou nie przeżyje tego po południu. Kiedy wstał z podłogi na jego twarzy malował się gniew.
- Nie.. żyjesz. – powiedział Czarnowłosy
Lou widząc co się kroi, powoli, bez gwałtownych ruchów wstał z rękoma uniesionymi w górze, po czym na palcach udał się w stronę drzwi. Zayn nie zamierzał mu odpuścić, więc udał się w pogoń za nim. Louis szybko zbiegł na dół krzycząc „Heeeeeelp!!!!” . Kiedy Zayn znalazł się wystarczająco blisko niego złapał go za szmaty i uniósł do góry.
- Zayn, ja ci to wszystko wytłumaczę! – krzyczał Lou
- Czekam. – mówił zdenerwowany Czarnowłosy
Wszyscy wbiegli do salonu. Ujrzeli półnagiego Zayna, który był wściekły na Louisa. Harry z Liamem podbiegli do Mulata chcąc oswobodzić biednego Louisa.
- Co się dzieje? – zapytał zdziwiony Hazza
- Zayn, przyjacielu. – zaczął Lou – Miałeś tak kiedyś, że nieznany głos w twojej głowie kazał ci coś zrobić, a ty wiedziałeś, że nie powinieneś, ale on na ciebie tak naciskał, naciskał i naciskał żebyś jednak to zrobił? Wmawiał ci, że chcesz tego tak samo jak on, tylko trochę bardziej.
Po słowach Louisa i stroju Zayna zgromadzeni domyślili się, że widocznie chłopak przerwał gołąbeczkom ich miłosny akt.
- Zayn, tak właśnie było tym razem. Ja nie chciałem tam iść, ale ten głos mi kazał! Wykorzystał mnie! Mama mi mówiła „Synku, idź do psychologa” , ale ja nie chciałem, teraz wiem, że powinienem był iść. – kontynuował Louie
Zayn odpuścił mu tym razem. Poszedł do ogrodu razem z nimi, po chwili dołączył do nich Niall. Resztę popołudnia spędzili na zabawie i opowiadaniu różnych śmiesznych historii. Louis mimo dużego poczucia humoru miał też powody do poważniejszych rozmów. Ułożył się razem z Rocio na hamaku. Miał jej coś bardzo ważnego do powiedzenia. Bardzo kochał ją i Vicki. Nie chciałaby teraz żyć bez nich. Objął ją i delikatnie pocałował. Po jego spojrzeniu wywnioskowała, że coś się stało.
- Louie, coś nie tak? – zapytała ciepło
- Nie, wszystko w porządku. Chciałem tylko o czymś porozmawiać.. – zaczął
- Słucham.
Rocio patrzyła na niego pytająco. Nie wiedziała co miał na myśli. Bała się, że to może oznaczać kłopoty. Wiedziała jednak, że zawsze może na nią liczyć. Kochała tego wariata. Gdyby mogła to chciałaby spędzić z nim całe życie. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że za niedługo wróci do Valdemorillo i skończy się cudowne życie z Louisem. Tu, w Holmes Chapel było inaczej. Trawa bardziej zielona, powietrze bardziej przejrzyste. Nie chciała myśleć o chwili rozstania. Wiedziała, że będzie to dla niej jedna z najtrudniejszych chwil. Póki co byli razem. Lou kochał Vicki. Za każdym razem, kiedy budziła się, widziała Lou, który mówił do młodej. Obiecywał wspólny wyjazd do Disneylandu, w przyszłości wspólny dom i rodzeństwo. Czuła się naprawdę dobrze, kiedy to słyszała. Wiedziała, że Lou nie jest jednym z tych, którzy zmieniają dziewczyny jak rękawiczki. Jej przemyślenia przerwał głos chłopaka.
- No bo.. wiesz, że nie wyobrażam sobie życia bez ciebie i małej..
- Tak, wiem, ale o co chodzi? – dopytywała
- Za niedługo będziemy musieli się rozstać nie chcę tego. – posmutniał
- Ja też nie, ale.. – przerwał jej
- Dlatego chciałbym coś zrobić. – dziewczyna spojrzała na niego pytająco – Chciałbym żebyście wprowadziły się do mojego rodzinnego domu w Doncaster. To nie koniec. Chciałabym dać Vicki moje nazwisko. – spojrzał na nią ciepło
- Naprawdę? – powiedziała zdziwiona
- Tak. Rozmawiałem z rodzicami, nie mają nic przeciwko. Nie jestem jakoś specjalnie romantyczny, ale myślę, że to wystarczający dowód na to, że bardzo was kocham. – powiedział całując ją czule
- Lou, ja nie potrzebuję dowodów. Wiem to. Kocham cię skarbie. – powiedziała ze łzami w oczach
- Nie płacz kochanie. – otarł pojedynczą łzę, która spłynęła po jej policzku – To jak? Zgadzasz się? – spojrzał na nią z nadzieją
- Tak Lou, zgadzam się. – powiedziała i złożyła na jego ustach namiętny, subtelny pocałunek.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę bardzo. 

Rozdział 30

            Ta noc nie należała do najspokojniejszych. Danielle długo kłóciła się Liamem. Nie dało się nie usłyszeć krzyków dziewczyny. Wszyscy uznali to za zwykłą kłótnię, ale w pewnym momencie Harry usłyszał okrzyk bólu. Wiedział, że Liam jest pijany i mógł zrobić coś głupiego. Szybko skierował się do ich pokoju. Zobaczył jak jego przyjaciel mocno ściska nadgarstki Danielle i przyciska ją do ściany.
- Liam! Jesteś pijany, uspokój się! – odciągał go
- Nie jestem pijany. – mówił jąkając się
- Danielle, idź do Kim. Lepiej nie śpij z nim dzisiaj.
Dziewczyna niemal wybiegła z pokoju. Wpadła do Kim, a po policzkach spłynęły jej łzy.
- O co poszło? – zapytała obejmując przyjaciółkę
- O to jak mnie zignorował przy kumplach. Byłam zła. Powiedziałam mu co myślę, ale nie sądziłam, że może w jakikolwiek sposób zrobić mi krzywdę. – spojrzała na sine nadgarstki
- Był pijany, nie wiedział co robi. Jutro nakopię mu do dupy za to co zrobił. Widzisz co alkohol robi z człowiekiem. Jestem pewna, że będzie cię na kolanach przepraszał. – mówiła Kim
- Nie musi mnie błagać o przebaczenie. Chcę tylko, żeby mnie przytulił i obiecał, że to się nie powtórzy. – mówiła łkając
Po piętnastu minutach już spała. Harry wygarnął Liamowi. Poszedł spać na kanapę, bo w jego łóżku spała Danielle. Był zły na przyjaciela za to co zrobił. W połowie nocy Kim zeszła na dół do swojego chłopaka. Nie umiała zasnąć bez jego zapachu.
- Dlaczego nie śpisz? – zapytał troskliwie
- Nie mogłam usnąć. – wtuliła się w niego
Harry ułożył ją obok siebie. Może kanapa to nie to samo co dwuosobowe łóżko, ale zmieścili się. Patrzył na nią czule i głaskał ją po policzku.
- Mam nadzieję, że nie gniewasz się na mnie za to, że pobiłem Jacka. – zaczął
- Harry… Ja uważam, że potraktowałeś go za surowo. Nie zrobił mi krzywdy. – mówiła spokojnie
- Ale dotknął cię. Miałem ochotę go zabić. – oznajmił
- Na szczęście chłopaki cię od niego zabrali. – pocałowała do subtelnie
- Kocham cię. – uśmiechnął się do niej słodko
- Ja też cię kocham wariacie. – ucałowała go w czoło
Rozmawiali jeszcze jakieś 15 minut, aż w końcu zasnęli. Niall mimo alkoholu we krwi nie chciał spać. Cały czas pilnował śpiącego Zayna. Tylko teraz mógł patrzyć na niego bez przeszkód. Czuwał, żeby nic nie zaburzyło jego snu. Wyglądał tak słodko i niewinnie. Dopiero nad ranem Niall postanowił zdrzemnąć się na fotelu. Jak pomyślał tak też zrobił. O 4 nad ranem wszyscy spali.
            Pierwsza wstała Danielle. Od razu zaglądnęła do Liama. Spał jeszcze. Ucałowała go w czoło. Mimo wczorajszej kłótni nadal bardzo go kochała. Uśmiechnął się smutno i zeszła na dół. Zrobiła sobie herbatę i usiadła przy stole. Za chwilę z salonu wyłoniła się Kim, a tuż za nią Hazza. Po piętnastu minutach na dole był już Lou z Rocio. Dopiero po jakiejś godzinie zszedł Liam. Pamiętał co zrobił. Czuł się strasznie. Kim od razu obrzuciła go wściekłym spojrzeniem. Patrzył na smutną Danielle. Podszedł do niej i złapał ją za rękę prowadząc ją na werandę. Nie opierała się. Spojrzała na niego pełnym bólu wzrokiem. Liam był na siebie wściekły. Nigdy nie posunąłby się do czegoś takiego na trzeźwo. Delikatnie złapał ja za rękę i obejrzał nadgarstek. Serce go kuło. Czuł się jak sukinsyn, który nie potrafi docenić swojej kobiety. Wziął głęboki oddech. Wydawało mu się, że cokolwiek nie powie, to dla niej nie będzie miało znaczenia. Zadał jej ból. Wstyd zjadał go od środka. Nie mógł znaleźć nic na swoje usprawiedliwienie.
- Danielle.. – zaczął – Przepraszam. To nigdy nie powinno się wydarzyć. Kocham cię. Obiecuję, że nigdy więcej się nie upiję. – ujął jej twarz w dłonie
Dziewczyna widziała żal w jego oczach. Wiedziała, że mu wybaczy. Potrzebowała jego ciepła. Wczorajsza kłótnia była jak spotkanie z całkiem obcym człowiekiem. Ten Liam, którego znała był całkiem inny. Czuły, ciepły i troskliwy.
- Wybaczysz mi? – wyszeptał
Nie odpowiedziała. Wpadła w jego ramiona. Chłopak wiedział co to oznacza. Odetchnął z ulgą. Miał wspaniałą dziewczynę. Nigdy więcej nie chciałaby widzieć jej w takim stanie. Kiedy spojrzał na jej nadgarstki nadal były sine. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo ją zranił. Odgonił od siebie te myśli. Teraz liczyła się Danielle. Nachylił się nad nią i pocałował czule. Objął ją ramieniem i razem wrócili do domu. Wszyscy widząc ich razem odetchnęli z ulgą. Po chwili Zayn zaszczycił ich swoją obecnością. Wyglądał jak zmora. Nic nie pamiętał z wczoraj. Wszyscy zastanawiali się dlaczego Nialla jeszcze nie ma. O jego uczuciu do Zayna wiedziała tylko Danielle i Liam. Nikt więcej nie zorientował się wczoraj.
- Zayn, co ci wczoraj odbiło z tą Sandrą? – wycedził Lou
- O co chodzi? Nic nie pamiętam. – mówił łapiąc się za bolącą głowę
- Nic? – spojrzała na niego Danielle
- No nic, przecież mówię. – rozzłościł się – Co się takiego wczoraj stało?
- Gdyby Sandra urodziła za 9 miesięcy dziecko prawdopodobnie byłbyś ojcem. – rzekł Lou
- Co?! – oczy mało nie wyszły mu z orbit
- Najpierw Cię upiła, a potem chciała cię zabrać na numerek, nie opierałeś się. Masz szczęście, że Niall to zauważył. – powiedział Louis
- Ale jak!? – dopytywał
Dotarło do niego, że gdyby nie Niall miałby problemy. Chciał mu podziękować, ale nie wiedział jak. Na razie chciał się dowiedzieć wszystkiego o swoich wczorajszych wybrykach.
- Na początku pogawędka, trele, duperele, a potem jak byłeś bardziej wstawiony nie szczędziliście sobie czułości. – opowiadała Danielle
- Niall nic ci nie mówił? – zdziwił się Louis
- Nie… musze z nim pogadać. – powiedział i poszedł na górę
Danielle miała mu bardzo wiele do powiedzenia, więc pobiegła za nim. Chciała go złapać zanim wszedł do pokoju. Udało jej się. Wzięła go za szmaty i przycisnęła go ściany.
- Lepiej słuchaj uważnie, bo nie będę się powtarzać. – zaczęła – Niall nie jest normalnym chłopakiem. Jest cholernie wyjątkowy, ale to chyba już wiesz. Wczoraj kiedy ty zabawiałeś się w najlepsze on przeżywał załamanie nerwowe. Nie wiem co zaszło między wami, kiedy pobiegłeś za nim wczoraj, ale w każdym bądź razie dużo to zmieniło. Niall coś do ciebie czuje czy ci się to podoba czy nie. – powiedziała zdenerwowana
- Skąd to wiesz? – wydukał zdziwiony
- Patrzył na was wczoraj. Na ciebie i Sandrę. Nie cieszył się, płakał. Co byś sobie pomyślał patrząc na niego? Przecież nie był zazdrosny o Sandrę. Jest gejem. Nie wierzę, że pokochał cię bez powodu. Musiałeś coś zrobić, więc teraz z łaski swojej zrób coś, żeby nie cierpiał. On siedział przy robie całą noc, żebyś nie udusił się swoimi wymiotami. Nie powiedział ci ani słowa na temat wczorajszych wydarzeń, bo wiedział, że nie należysz do niego. Jeżeli go zranisz to cię własnoręcznie wykastruję. – ostrzegła i wróciła na dół
Zayn stał jeszcze przez chwilę jak wryty. Zrozumiał, że Niall go kocha. Na samą myśl o tym Blondynku zrobiło mu się ciepło. Ostatnią rzeczą jakiej by chciał to jego cierpienie. Usiadł pod ścianą. Przypomniał sobie moment, kiedy się pocałowali. Ta chwila była doskonała pod każdym względem. Nie zastanawiał się długo nad swoją decyzją. Lekko uchylił drzwi pokoju. Zobaczył pąkującego się Blondyna. Zaniemówił. Nie mógł pozwolić na jego wyjazd. Niall stanął przy oknie. Zayn wykorzystał sytuację. Szybko skierował się w jego stronę. Niall spostrzegł go. Chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył. Zayn zamknął mu usta głębokim, namiętnym pocałunkiem. Blondyn nie bronił się. Pragnął tego jak nigdy przedtem. Po chwili jednak dotarło do niego, że dla Zayna może to nic nie znaczyć, więc odtrącił go. Czarnowłosy patrzył na niego pytająco.
- Nie Zayn, nie mogę tak żyć. Dla ciebie to nic nie znaczy, a dla mnie każdy twój pocałunek jest czymś cudownym. Nie baw się mną. – prosił
- Nie bawię się. Niall, ja zrozumiałem coś ważnego. Nie chcę żyć bez ciebie. – powiedział przejęty słowami przyjaciela
- Co z tego? Na pierwszej lepszej imprezie i tak zostawisz mnie dla jakiejś dziewczyny, która wskoczy ci do łóżka zanim zdążysz zapamiętać jej imię. – zarzucił mu
- Nie Niall.. – zbliżył się do niego – To był ostatni raz, obiecuję. – wyszeptał
Patrzyli sobie głęboko w oczy. Miliony myśli nachodziły na siebie. Zayn chciał tylko poczuć Nialla przy sobie. Przytulić go, obiecać, że wszystko będzie dobrze. Wyznać mu, że go kocha. Tak. Kochał go. Zrozumiał to dopiero dziś. Był wdzięczny Danielle za to wszystko. Nie wiedział jak wytłumaczyć nagłą zmianę orientacji, ale ważniejsze było dla niego w tym momencie szczęście Nialla. Pocałował go ponownie. Delikatnie i subtelnie. Chciał, żeby Blondyn mu uwierzył. Naprawdę nie chciał go ranić. Całowanie Nialla wydawało mu się znacznie przyjemniejsze od jakichkolwiek pocałunków z kobietą. Przyznał się przed sobą, że jest gejem. Teraz tylko czekał na słowa Blondyna.
- Zayn, ja.. Kocham cię już dłuższy czas. Już w Hiszpanii… To głupie, ale nie potrafię tego ukrywać. Nie każ mi odchodzić. Przed twoimi pocałunkami mogłem wyjechać, ale teraz prędzej umrę. – spuścił głowę
- Niall, ja dopiero dzisiaj zrozumiałem jak wiele dla mnie znaczysz. Kocham cię. Zabiłbym się gdybyś mnie zostawił. – przyznał się
W oczach Blondyna zapłonęły iskierki. Był szczęśliwy. Zayn go kochał. Nie mógł się opanować. Rzucił się Zaynowi w ramiona. Tego oboje pragnęli. Czuć swoją bliskość. Najtrudniejsze mieli za sobą. Teraz tylko musieli oznajmić to przyjaciołom. W końcu byli jak rodzina, a na rodzinę, zwłaszcza taką jak ta, można liczyć.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kocham to, kocham, kocham, kocham, kocham!!! 
O losie, jaka jestem szczęśliwa! Miałam cholerną wenę, więc napisałam dziś niesowicie szybko :d 

Rozdział 29

            Wszyscy postanowili wspólnie zebrać się w salonie i poczekać na powrót chłopców. Nie spodziewali się, że wrócą tak szybko. Kiedy usłyszeli za oknem śmiech Nialla odetchnęli z ulgą. Chłopcy weszli do środka z uśmiechami na twarzach.
- Niall! Przepraszamy! – wycedził Lou
- Zachowaliśmy się strasznie. Nie powinniśmy tak robić. – powiedział Liam
Blondyn spojrzał na nich ciepłym wzrokiem. Nie miał zamiaru się na nich gniewać. Podszedł do niech i uśmiechnął się szeroko.
- Nie jestem zły. To głupie, ale bałem się, że mnie odtrącicie. – powiedział
- Zwariowałeś?! – Louis rzucił się na niego i poczochrał go po włosach
- Przecież jesteśmy przyjaciółmi. – podsumowała Kim
- Dziękuję. – wyszeptał
Wszyscy przytulili Blondyna. Od razu poczuł się lepiej. W drodze powrotnej do domu chłopcy spotkali przyjaciółkę Harrego, która zaprosiła ich wszystkich na ognisko dziś wieczorem. Rocio nie miała z kim zostawić Vicki, dlatego Anne zaproponowała, że zajmie się małą. Wszyscy byli podekscytowani zbliżającą się imprezą. Dziewczyny zebrały się w pokoju Danielle szukając czegoś, co mogą na siebie włożyć. Nie obeszło się oczywiście bez śmiechu. Dziewczyny mimo pełnych toreb ciuchów stwierdziły, że nie mają co włożyć, bo we wszystkich ładnych ciuchach będzie im zimno. Anne wzięła dziewczyny po obiedzie na zakupy.  Kupiły sobie co nieco i od razu poczuły się lepiej. Chłopcy w tym czasie oglądali telewizję i pilnowali Vicki. Harry zadzwonił do Ashley, żeby dowiedzieć się o której i gdzie mają się zjawić. Ognisko miało się zacząć o 19. Dziewczyny wróciły z zakupów po 16. Zanim się zebrały minęły dwie godziny. Kiedy zeszły na dół tłum zaniemówił. Wyglądały genialnie. Kim miała na sobie czarne rurki, białą bluzkę na ramiączka z czarnym napisem „Love don’t cost a thing” i krótką, czarną skórę. Do tego włosy uczesane na bok w „kłosa”. Makijaż zrobiony przez Danielle dopełnił całości. Rocio zdecydowała się na brązowe legginsy z ćwiekami, do tego luźną, czerwoną tunikę i katanę. Makijaż także wykonała wspaniała dziewczyna Liama. Ona sama jednak postanowiła założyć „małą czarną” sukienkę. Włosy zostawiła w swojej naturalnej postaci. Wszystko wykończyła mocnym, wyrazistym makijażem.
- Wyglądacie… - zaczął Louis
- …wspaniale. – dokończył Liam całując swoją dziewczynę
Zanim się zebrali do wyjścia minęło 30 minut. Rocio kilka razy upewniała się czy Anne da sobie radę. Kiedy wszystko było dopięte na ostatni guzik w końcu opuścili drzwi domu.
            Po piętnastu minutach byli na miejscu. Ashley powitała ich ciepło i poznała tych, którzy jeszcze się nie znali. Oprócz Ashley była jeszcze Mia, Miley i Sandra oraz Mikel, Jack, Stanley i Simon. Harry znał ich dobrze. Dziewczyny poszły w swoją stronę, a chłopcy w swoją. Rozmowa się kręciła. Około 20 wszyscy usiedli przy ognisku. Kim usiadła między nogami Harrego, a on objął ją w pasie.
- Dobrze się bawisz? – zapytał całując ją w szyję
- Tak, jest miło. – odwróciła się do niego i delikatnie go pocałowała
- To dobrze. Idę po piwo. Zaraz wrócę. – uśmiechnął się
- Weź mi też! – krzyknęła
- Jesteś nieletnia! Nie ma mowy! – wystawił jej język i podszedł do przenośnej lodówki
W drodze powrotnej napotkał na swej drodze Simona. Zaczęli rozmawiać. Hazza krzyknął do Kim, że zaraz wróci. W tym czasie dosiadł się do niej Stanley. Był sympatyczny. Jego ojciec był lekarzem, więc rozmawiali o jej chorobie. Jednakże miłą pogawędkę zaburzył powrót Harolda.
- Wróciłem! – pocałował ją namiętnie dając Stanowi do zrozumienia, że Kim nie jest nim zainteresowana.
- Oj wariacie. My tylko gadamy. – znała jego intencje
- Dobra Harry, szczęściarzu, oddaję ci dziewczynę. Idę do Rocio. – uniósł brew
- Louis cię zabije, ale to już nie moja sprawa. – zaśmiał się
Hazza cały czas szeptał jej do ucha ciekawostki o jego znajomych. Niektóre rzeczy były naprawdę dziwne. Na przykład Mia boi się ciuchów w kratkę, dlatego trzyma się z daleka od Liama. To było zabawne, kiedy patrzyła przerażonym wzrokiem, kiedy przechodził obok. Po jakiś 10 minutach Harry udał się do Mikela, z którym najdłużej nie rozmawiał, a Kim nawiązała dialog z Jackiem.
            Niall siedział z boku przyglądając się jak Sandra, wysoka blondynka, podrywa Zayna. Nie podobało mu się to. Starał się nie zwracać na to uwagi, ale nie udawało mu się. Czarnowłosy cały czas spoglądał na niego ukradkiem. Blondyn w ekspresowym tempie opróżniał zawartość butelki. Dzisiejszy pocałunek zmienił wszystko. Już nigdy nie spojrzy na swojego przyjaciela tak jak kiedyś. Czuł w środku zazdrość. Według niego ta dziewczyna stała zdecydowanie za blisko Zayna, a Czarnowłosy za dużo pił. Kiedy Niall ujrzał jak dziewczyna muska jego wargi, a on obejmuje ją w pasie załamał się. Zrozumiał, ze zależy mu na Zaynie, ale on woli kobiety, a ten pocałunek nic dla niego nie znaczył. Po policzku popłynęła mu łza. Był nieszczęśliwy. W środku rozrywał go żal. Jego smutek zauważyła Danielle, która usiadł obok niego.
- Wszystko w porządku? – objęła go ramieniem
On nic nie odpowiedział. Patrzył jedynie w stronie Zayna, który czule całował Sandrę. W jego oczach gościł gniew. Ukrył twarz w dłonie. Nie chciał żeby Danielle widziała jego smutek. Dziewczyna spojrzała w kierunku Zayna. Zdziwiło ją to, ale po chwili dotarło do niej, że Niall coś do niego czuje.
- Ah tak… - powiedziała zdziwiona
- Idź sobie i nikomu nie mów. – mówił nie patrząc w jej stronę
Danielle zrobiła o co ją prosił. Widziała, że Zayn jest już wstawiony, a Sandra to wykorzystuje. Podeszła do swojego chłopaka.
- Liam, nie uważasz, że Zayn przesadza?
- Nie, przecież jest dorosły i może robić co chce. – odpowiedział
- Tak, ale jest pijany. – tłumaczyła
- Oj przesadzasz. Wie co robi. – wrócił do rozmowy z chłopakami
- Odprowadźmy go do domu, bo zrobi coś głupiego. – podniosła głos
Liam spojrzał na nia zaskoczony. Nigdy jej się to nie zdarzało. Spojrzał na Zayna opartego o drzewo. Sandra dobierała się do niego. Trzymała mu ręce pod koszulką i czule całowała jego szyję. Danielle wskazała wzrokiem na załamanego Nialla. Liam widząc jego zachowanie zrozumiał o co chodziło.
- Za chwilę się tym zajmę. – powiedział i pocałował swoją dziewczynę w czoło
            Niall był roztrzęsiony. Za bardzo mu zależało na Zaynie żeby teraz na to patrzyć. Wrócił wspomnieniami do chwili ich pocałunku. Czuł się wtedy wspaniale. Chciałby to powtórzyć. Spojrzał ostatni raz w stronę przyjaciela. Widział, że blondynka prowadzi go w dziwne miejsce. Czuł co się święci. Niall od razu podbiegł do Louisa.
- Louie! Zrób coś! – wskazał palcem na oddalającą się parę
- To Zayn?! – wytrzeszczył oczy
- Tak, niech ona trzyma się od niego z daleka! – krzyknął Blondyn
Louis od razu pobiegł w stronę przyjaciela żeby zapobiec zbliżeniu z Sandrą. Zabrał go na bezpieczną odległość po czym szepnął:
- Ona ma HIV. – skłamał
Upity Zayn tylko otworzył szeroko oczy. Nie był już w stanie kontaktować. Spojrzał na Nialla błagalnie z wyszeptał jąkając się:
- Przepraszam.
            Kim dotrze rozmawiało się z Jackiem, ale z każdym piwem stawał się coraz bardziej natrętny. Siadał coraz bliżej niej i mówił dziwne rzeczy. Kiedy zaczęło się zamieszanie z Zaynem chłopak postanowił wykorzystać sytuację i położył rękę na biodrze Kimberly i zaczął całować ją po szyi. Kim zaczęła się wyrywać i krzyczeć.
- Zostaw mnie! – odpychała go, ale był zbyt silny
Nie musiała czekać długo, żeby ktoś ją usłyszał. Harry widząc całą sytuację wpadł w furię. Podbiegł do Jacka, złapał go za szmaty i uderzył go pięścią w twarz.
- Trzymaj się z daleka od mojej dziewczyny! – krzyczał wymierzając kolejne ciosy
Liam próbował odciągnąć Harrego, ale ten był zbyt zdenerwowany. Jack miał zakrwawioną twarz i niewiele kontaktował.
- Harry, przestań. – prosiła Kim, ale on nie reagował – Przestań do cholery!
- Harry to nie jest śmieszne, zostaw go! – krzyczała Ashley
Wszyscy zaczęli ich rozdzielać, ale Jack dostał przypływu energii i oddał Harremu. Zielonooki był wściekły. Bił go z całej siły. Nie daruje mu tego, że zbliżył się do jego dziewczyny. W końcu kilku chłopakom udało się go odciągnąć. Trzymali go dopóki nie ochłonął. Kiedy wypuścili go podszedł i mocno przytulił Kimberly. Zapytał czy wszystko w porządku i obiecał, że to więcej się nie powtórzy.  
- To chyba koniec imprezy. – podsumowała Ashley.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta da! Oto rozdział.