poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 3

            Ostatnia noc dała jej nadzieję na to, że zacznie się wysypiać. Ta noc jednak zburzyła jej wyobrażenia. Prawie w ogóle nie spała. Było jej gorąco, duszno, a za chwilę zimno i kręciła jej się w głowie. Zastanawiało ją czy to reakcja na szczepionkę. Chciałaby w tym momencie podziękować Harremu, ale duma jej na to nie pozwalała. Nienawidziła tego w sobie. Nie potrafiła przyznać się do błędu. Za niedługo wyjdzie ze szpitala na dobre. Nie wróci tu. Wsiądzie na rower i pojedzie przed siebie. To wszystko wydawało się zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Zaczęła się zastanawiać co teraz robią chłopcy.
- Śpią. – odpowiedziała sobie – Jest 4 nad ranem idiotko.
Leżała jeszcze pół godziny i usnęła.
            Harry też nie mógł tej nocy spać. Zastanawiał się nad tym, co wykrzyczała Kim. Czy rzeczywiście niepotrzebnie się wpieprza w jej życie? Nie wiedział co ma o tym myśleć. Pewny był jednego – ona będzie żyła, przez niego albo dzięki niemu. Chodził nerwowo po pokoju zastanawiając się czy nie powinni już wyjechać. Znał siebie i wiedział, że bardzo łatwo przywiązuje się do ludzi. Nie chciał się do niej przywiązywać. W jego oczach była pełna wad, ale i tak ją lubił. Wredna, arogancka, uparta, ale na swój sposób fascynująca. Cały czas zastanawiał się dlaczego nie napisała im w liście, że można ją wyleczyć. Nie mógł tego zrozumieć. Postanowił obudzić Zayna. Być może on zna odpowiedź na to pytanie.
- Zayn, musisz teraz spać? Chcę pogadać. – starał się być cicho, żeby nie obudzić Liama śpiącego obok Zayna
- Harry? Która godzina? – pytał zaspany
- To nieważne, musze z kimś pogadać. – próbował go zwlec z łóżka
- No dobra, już wstaję.. – przeciągnął się na łóżku i głośno ziewnął
- Cicho! Obudzisz Liama! Chodź do mojego pokoju.
Chłopcy starali się opuścić pomieszczenie w ciszy, ale leżące na podłodze puszki nie ułatwiały im tego. Po chwili jednak udało im się wyjść z pokoju nie budząc nikogo.
- Co się stało, że dziś śpisz sam? Louis się obraził? – zaczął się śmiać
- Wygoniłem go, musze go rano przeprosić. – powiedział smutno
- Wątpię, że tak łatwo ci wybaczy. Szczególnie dlatego, że musi spać teraz Niallem, a wiesz, że on gada przez sen. – dobijał Harrego
- Nieważne, mam na niego swój sposób, ale nie o tym chciałem gadać.
- Mów. Co spędza ci sen z powiek? – Zayn założył nogę na nogę, położył ręce na kolanie i udawał psychologa
- Zastanawiałeś się, dlaczego Kimberly nie powiedziała nam o szczepionce?
- To jej prywatna sprawa, nie musiała nam mówić. – starał się wytłumaczyć Harremu
- Ale wie, że gdyby nam powiedziała to kupilibyśmy ją i mogłaby żyć.
- Może właśnie o to chodzi? Nie chciała żebyśmy odebrali jej list jak prośbę o lekarstwo. Ona nawet nie spodziewała się, że ja odwiedzimy, to co dopiero, że kupisz jej szczepionkę. Pewnie nawet przez myśl jej nie przeszło żeby prosić nas o nią.
- Myślisz, że powinienem ją przeprosić? Uważałem, że miała obowiązek nam powiedzieć. Kretyn ze mnie.
- Masz racje, to nie było mądre, ale myślę, że ona nie ma ci tego za złe, lepiej wymyśl coś, żeby przeprosić Louisa. – zaśmiał się Zayn i poszedł w kierunku drzwi
- Masz rację, idę spać. Jutro czeka mnie ciężki dzień. – westchnął
- Dobranoc.
- Dobranoc.
Harry jeszcze przez chwile pokręcił się po pokoju. Cieszył się, że ma takich przyjaciół, ale musiał coś szybko wymyślić, żeby przeprosić Louisa. Nic mu nie przyszło do głowy, więc położył się do pustego łóżka.
- Dziwnie się śpi samemu. – pomyślał i usnął
            Harry nie był przyzwyczajony do tego, że budzi go Liam. Zawsze rzucał się na niego Louie. Właśnie teraz zdał sobie sprawę, że ten wariat nadaje kolory jego życiu. Zaczął się zastanawiać, czy kiedy będą mieli żony i dzieci to też będą mieszkać razem. Najprawdopodobniej tak. Przyzwyczajeń nie da się zmienić. Hazza stwierdził jednak, że to byłoby dziwne, gdyby zamiast z żoną spał z Louisem. A co jeśli nie znajdzie żony? Był zdruzgotany. Wstał z łóżka, przeciągnął się i poszedł do kuchni.
- Cześć. – powiedział mając nadzieję, że Louie odpowie
Chłopcy od razu się wyszczerzyli widząc nieogarnięte włosy i podkrążone oczy Hazzy. Wyglądał jak zombie. Podszedł do szafki, żeby wyjąć płatki do mleka, kiedy odezwał się Louis.
- Są już na stole, te, które lubisz, mleko też postawiłem, nie to tłuste, tylko 1,5% , zrobiłem Ci kakao, takie jakie lubisz.. – zrobił pauzę – A Ty wyrzuciłeś mnie z naszego łóżka.
- Zaczyna się… - powiedział Liam
- Louie… Miałem zły dzień, przepraszam. Wiem, że obiecałem, że więcej tak nie zrobię, ale naprawdę.. Kiedy jestem zły wszystko przechodzi mi szybciej kiedy jestem sam. Wolałem żebyś poszedł spać do Nialla zamiast się z tobą kłócić, bo na końcu pewnie do tego by doszło.
- Mogłeś poprosić, a nie wystawiać moje rzeczy z karteczką „Dziś śpię sam” !
- To był cios poniżej pasa! – wtrącił żartobliwie Niall
- Przepraszam. Przecież wiesz, że nie lubię kiedy się kłócimy.
- To nie z mojej winy się kłócimy.
- Wiem, z mojej winy, przepraszam, ok? – mówił cicho.
Louis spojrzał na Hazzę jak zbity szczeniak. Chciał żeby Harry wiedział, że nie lubi kiedy prowokuje takie kłótnie. Poczekał jeszcze chwilę i dopiero się odezwał.
- Ostatni raz? – zapytał Louie
- Ostatni. – potwierdził Harry
Louis rzucił mu się szyje, zaczęli się wygłupiać, śmiać. W końcu przytulili się porządnie głośno się śmiejąc.
- Larry! – krzyknął Zayn, aby dotarło do obu mężczyzn – Może zjemy w końcu śniadanie?
W kuchni wybuchł śmiech. Po chwili wszyscy siedzieli przy stole i śmiali się z historii, które Niall opowiadał Louisowi przez sen.
- O której idziemy do Kim? – zapytał Liam
- Nie wiem, myślicie, że jeszcze nie ma nas dość? – odpowiedział Niall
- Ja uważam, że się cieszy kiedy przychodzimy, jesteśmy jej jedyną rozrywką. – podsumował Zayn
- Może lekarz pozwoli nam posadzić ją na wózek? – zastanawiał się Louis – Będziemy jeździć po całym szpitalu!
- Że niby Ty będziesz prowadził? – zaśmiał się Liam – ja bałbym się dać ci kogokolwiek pod opiekę.
- Harry był pod moją opieką i co? – mówił pewny siebie Louie
- I widzisz co się z nim stało! – powiedział Zayn i wszyscy wybuchli śmiechem.
Przez kolejne dwie godziny chłopcy sprzątali, śpiewali i rozstrzygali spory o to, kto ma odkurzać. Niezawodna metoda „papier, kamień, nożyczki” wyłoniła „szczęśliwca”. Niall chciał protestować, ale wiedział, że nie można podważać wyniku gry. Załamany poszedł po odkurzacz. Na Louisa trafiło mycia garów. Harry musiał powynosić śmieci. Zayn zrobił pranie, a Liam miał ugotować obiad. Pojedynczo są nieporadni, ale w grupie siła. O 14 wszystko było skończone.
- Jestem z nas dumny. – powiedział Harry
- Ja też. – potwierdził Louis
- To co robimy jak zjemy? – zapytał Niall – Może pójdziemy do Kim?
- Dobry pomysł. No to smacznego. – powiedział Zayn
Po obiedzie chłopcy zmywali naczynia. Po przebraniu się z całych mokrych ciuchów wszyscy byli gotowi do wyjścia. Harry z Louisem wyszli z domu za rękę udając parę. Często parodiowali zachowanych, którzy mijali ich gdzieś po drodze. Naprawdę się lubili. Nagle z zza krzaków Liam dostrzegł obiektyw aparatu.
- Papparazzi! – krzyknął Zayn
Chłopcy zaczęli uciekać w stronę szpitala. Okazało się, że nie tylko jeden dziennikarz wie, gdzie aktualnie przebywają, ale cała masa. Po pięciu minutach ucieczki byli już w szpitalnym korytarzu. Ochrona nie wpuściła papparazzi do środka.
- Tym razem nam się udało. – powiedział zdyszany Louis
- Następnym razem musimy bardziej uważać kochanie! – zaśmiał się Harry i wszyscy skierowali się w stronę windy.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz