poniedziałek, 23 lipca 2012
Rozdział 21
Rocio wstała około godziny 9. Kim jeszcze spała, więc dziewczyna ubrała Vicki i poszła odwiedzić chłopców. Zapukała do ich pokoju, ale nikt nie otwierał. Zapukała ponownie. Tym razem usłyszała głos przekręcającego się klucza. Ujrzała zaspaną twarz Nialla, który od razu wrócił do łóżka.
- O nie. Nie ma spania. – powiedziała odsłaniając rolety w sypialniach
Chłopcy przykryli twarze kołdrami i poduszkami mrucząc coś pod nosem. Rocio nie zamierzała się poddawać. Weszła do sypialni Harrego i Lou. Położyła Vicki na łóżku, a ta szybko postawiła ich na nogi.
- Dziecko! – krzyknął Lou – Skąd się tu wzięło dziecko!?
- Lou, to jej dziecko. Nie drzyj się tak. – uciszał zaspany Hazza
- Ty masz dziecko?! – spojrzał zdziwiony
- Louie do jasnej cholery ucisz się! – mówił zirytowany Butterfly
- Tak, mam. Poznajcie się. To jest Vicki. – uśmiechnęła się
Louis podszedł do dziewczynki i wziął ją na ręce. Wyniósł ją z pokoju i poszedł obudzić resztę. Ich reakcja była podobna do jego. Razem postawili wszystkich na nogi. Lou posadził Vicki na kanapie i zaczął się z nia bawić. Co chwilę było słychać śmiech dziewczynki. Rocio poczuła się dobrze widząc, że ktoś akceptuje jej córkę. Wszyscy z jej otoczenie odwrócili się od niej po porodzie. Było jej ciężko. Chłopcy byli inni. Teraz zrozumiała za czym tak bardzo tęskniła Kim. Zazdrościła jej tego, że ma takich przyjaciół. Wszyscy się śmiali, rozmawiali, żartowali. Tego brakowało w jej życiu – kolorów. Miała wspaniałą córeczkę, ale bała się, że za niedługo dorośnie i zostawi ją samą. Harry zmienił Louisa i poszedł do Vicki, a Lou zabrał Rocio na balkon.
- Coś się stało? – zapytał
- Nie, po prostu jesteście jedynymi osobami, które akceptują moją córkę, to piękne. Wszyscy traktują mnie jak dziewczynę, która wskoczyła facetowi do łóżka, a teraz musi sobie radzić bo się nie zabezpieczyli. To nie tak… - przekonywała
- W porządku… Niech zgadnę. Zostawił cię w ciąży? – spojrzał na nią pytająco
Rocio skinęła głową na potwierdzenie
- Idiota. – podsumował – Nawet nie wie co stracił. – objął ją
- Dzięki Louie. – szepnęła
- Masz piękne oczy. – powiedział
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, bo przerwał im Niall.
- Co się tak chowacie? – zaśmiał się blondyn
- Już nawet nie można w spokoju pogadać. – zirytował się Louis
- Chodźmy do środka. – uśmiechnęła się, a Lou puścił jej oko
Siedząc w salonie zastanawiała się nad tym co powiedział Louie. To były proste słowa, które tak bardzo ją ucieszyły. Nie mogła się na niczym skupić. Upuściła szklankę nalewając sobie picia i skaleczyła palca. Szczególnie rozpraszały ją sytuacje, kiedy Louis pojawiał się niespodziewanie.
- Pomóc ci? – powiedział stojąc za nią, kiedy zbierała szkło
- To twoja wina! – zarzuciła mu żartobliwie
- Przecież ja nie zrobiłem nic złego. – spojrzał na nią zalotnie – A może jednak? – wziął ją na ręce
- Louis! Postaw mnie na ziemię! Nie lubię cię już! – na te słowa znalazła się na ziemi
Chłopcy obserwowali tą komiczną sytuację. Rocio była doświadczona przez życie, więc nie leciała na takie podrywy. Lubiła Louisa, ale nie chciała się w nic angażować.
- Pójdziesz ze mną na kolację? – szepnął jej do ucha
- Nie. – wyszczerzyła się
- Louie, nie wiemy o czymś? – zapytał zdziwiony Liam
- O wielu rzeczach. Straszny z niego czaruś. – powiedziała żartobliwie Rocio
Wszyscy zaczęli się śmiać. Nawet Harry, który zajmował się Vicki wysilił się na uśmiech. Wszyscy skupili się na opracowaniu planu, który miał zapobiec wyjazdowi pod namioty. Nikomu nic nie przychodziło do głowy. Rocio chciała poprosić matkę Kim, żeby jej nie pozwoliła jechać, ale niestety Alicie wolała Miguela od Harrego. Pozostało im jedynie czekać na jakieś przeciwności losu. Chłopcy chcieli odwiedzić Kimberly, ale nie chcieli zostawiać Hazzę samego. On jednak uspokoił ich i powiedział, że znajdzie sobie zajęcie. Wszyscy się zebrali i poszli w stronę domu Rocio. Po piętnastu minutach byli na miejscu. Dziewczyna zaprowadziła ich do pokoju, w którym zastały Kim w towarzystwie Miguela. Louis nie skakał z radości, kiedy go zobaczył, reszta tak samo.
- Miguel, mogę prosić cię o opuszczenie mojego pokoju? Z góry dziękuję. – powiedziała Rocio
- Na razie Kim. – pocałował ją w policzek
Zayn i Liam chcieli zrobić mu krzywdę, ale Niall ich uspokajał. Kiedy wrogi obiekt opuścił pomieszczenie atmosfera się rozluźniła. Kimberly rzuciła im się na szyję. Była szczęśliwa, że ich widzi.
- Tęskniłam za wami! – wykrzyczała
- My też tęskniliśmy, nawet nie wiesz jak bardzo. – powiedział blondyn
- Co tam u was? Jak wczorajszy koncert? – uświadomiła sobie coś – Właśnie! Koncert! Dlaczego Harry nie był na koncercie tylko tutaj? – zdziwiła się
- Ja myślę, że nie musimy daleko szukać odpowiedzi. – zmierzył ją Lou
- Kocha cię. Zaśpiewał „Taken” i wybiegł. Wsiadł w samolot i przyleciał do ciebie. Jeżeli nie widziałaś nigdy wraku człowieka to siedzi w hotelu. – powiedział Zayn
- To nie ja go zdradziłam. – broniła się
- A ten cały Miguel? Co to za typek? – wypytywał Liam
- Taki kretyn z sąsiedztwa. – podsumowała Rocio trzymająca na rękach Vicki
- Nie jest kretynem. Jest w porządku. Nawet go nie znasz. – zdenerwowała się Kim
- Mylisz się, ale ja się nie wtrącam. Weźmiesz Vicki na chwilę? – skierowała pytanie do Lou
Chłopak wziął dziewczynę na ręce. Wszyscy patrzyli na Kimberly badawczym spojrzeniem.
- To tylko mój kumpel. Pomaga mi. – przekonywała
- Już widzę tą jego pomoc pod namiotami. – wkurzył się Lou
- Sugerujesz coś? – zdenerwowała się Kim
- Po prostu mu nie ufam. Nie jedź tam. – prosił
Kimberly nie miała zamiaru się ich słuchać. Jutro po południu mieli wyjeżdżać. Ufała Miguelowi, więc nie rozumiała podejrzeń chłopców. Szczególnie zastanawiało ją podejście kuzynki. Bała się, że za tym mogą się kryć tajemnice. Rozmawiała z chłopcami jeszcze jakąś godzinę. Opowiedzieli jej dokładnie o tym jak Caroline upiła Harrego i jakim cudem wylądował w jej łóżku. Ich argumenty nie były potrzebne. Nadal kochała Hazzę. Tęskniła za jego zapachem, głosem i ciepłem. Była w stanie mu wybaczyć, ale bała się tego. Wolała przed tym uciec. Nie zdawała sobie sprawy, że Miguel ma wobec niej poważne plany. Traktowała go tylko i wyłącznie jak przyjaciela. Nie potrafiła polubić go bardziej. Zdawała sobie sprawę z tego, że on ją lubi bardziej niż powinien, ale nie mogła nic z tym zrobić.
- Kim. Jak już na pewno chcesz jechać pod te namioty to uważaj na siebie i jakby coś się działo to dzwoń. Przyjedziemy od razu. – mówił Liam
- Właśnie. Pisz smsa co godzinę czy wszystko w porządku. – kontynuował Niall
- I nie śpij z nim w jednym namiocie! – zabraniał Zayn
- A najlepiej nie jedź w ogóle. Tak będzie najbezpieczniej. – powiedział Lou – Mamy tu coś zaadresowane do ciebie. Ten list był w naszej skrzynce. Harry miał ci go dać, ale nie miał kiedy.
- W porządku, później go przeczytam. – odłożyła kopertę na szafkę
- Louie, a jak ci idzie poszukiwanie miłości? Jakieś zmiany? – spojrzała przenikliwie
- Powiedzmy, ze mam kogoś na oku. – uniósł brew
Liam chrząknął i wskazał głową na Rocio. Zobaczyła to tylko Kimberly i uśmiechnęła się szeroko.
- To życzę ci powodzenia. – poklepała go po ramieniu
- Chyba będziemy się zbierać. Harry siedzi sam w hotelu. – poinformował Zayn
- Okej. Trzymajcie się. – wyściskała ich
- Pamiętaj, uważaj na siebie. – przypomniał Liam
- Tak Tato. – zaśmiała się
Rocio odprowadziła chłopców na dół. Wzięła Vicki od Louisa i pożegnała się.
- Co z naszą kolacją? – wyszeptał Lou
- Nie będzie kolacji. Pa! – zaśmiała się i zamknęła drzwi
Lubiła tego chłopaka, ale postanowiła, że zanim się z nim umówi musi go lepiej poznać, bo na dzień dzisiejszy mało o nim wie. Chciała uniknąć różnych nieporozumień. Przywołała w myślach obraz Vicki i Louisa. Zrobiło jej się cieplej na sercu. Usiadła wygodnie w fotelu i poddała się wyobraźni. W końcu każdy marzy o szczęśliwej rodzinie…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
może być ale czekam na wasze opinie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz