Rozdział 5
Po wyjściu chłopaków Kim nadal dopisywał humor. Rozmawiała z lekarzem, potem z mamą. Nie wiedziała jednak, że przed nią jedna z trudniejszych rozmów z matką. Chodziło o ich przyszłość. Kim nigdy się nad tym nie zastanawiała. W końcu miała jej nie dożyć.
- Kim. Za kilka dni wychodzisz ze szpitala… Musimy pomyśleć co będzie dalej. – mówiła Alicie
- O czym tu myśleć? Zostaniemy tu i wszystko będzie ok. – nie wiedziała o co chodzi matce, chciała jak najszybciej się dowiedzieć – Co jest?
- Wyjedziemy do Hiszpanii. – wydusiła z siebie – Tak będzie dla nas lepiej.
- Co?! Chyba żartujesz! Nigdzie nie jadę! Nawet o tym nie myśl! W ogóle.. Dlaczego?! – była wściekła na matkę, w tym momencie zepsuła jej humor
- Spokojnie. Twoja ciocia znajdzie nam jakiś ładny dom, w końcu będziemy mogły mieć spokój. To miasto źle mi się kojarzy. Spróbuj mnie zrozumieć.
- Ty możesz jechać, ja się stąd nie ruszę. Poczekaj jeszcze miesiąc. Będę pełnoletnia i zrobię co będę chciała. Ja pójdę w swoją stronę, ty w swoją. Naprawdę tego chcesz? Mamy się kłócić, bo tobie się wakacji w Hiszpanii zachciało? Możesz jechać, ale beze mnie. – mówiła szybko, była wściekła na matkę
- Kimberly! W takim razie wyjeżdżamy jeszcze w tym miesiącu! Przez te 30 dni jesteś jeszcze pod moją opieką i robisz to co ja uznam za stosowne! Koniec tematu! – Alicie wyszła z pokoju zdenerwowana, nie chciała żeby do tego doszło.
Kim siedziała na łóżku nie mogąc opanować emocji. Ze złości zaczęła płakać. Nie chciała wyjeżdżać. One Direction byli jej jedynymi przyjaciółmi, a Hiszpania jest daleko. Musiała coś wymyślić, żeby zostać w Anglii. Na początek postanowiła przedłużyć swój pobyt w szpitalu. To da jej więcej czasu na wymyślenie czegoś mądrzejszego. Cała się trzęsła. Po chwili przyszedł lekarz.
- Kimberly! Co się stało? – zapytał widząc ją w takim stanie
- Potrzebuję Pana pomocy. – powiedziała
- Słucham Cię uważnie. – odpowiedział zmartwiony
- Może mnie Pan wypisać ze szpitala tydzień później niż przewidywaliśmy? – mówiła błagalnym tonem
- Ale dlaczego? – spojrzał na nią zdziwiony
- Doktorze… Moja matka chce wywieźć mnie do Hiszpanii dopóki nie skończyłam 18 lat. Mam za miesiąc urodziny. Jeżeli zostałabym dłużej w szpitalu i powiedziałby jej Pan, że podróż może źle na mnie wpłynąć od razu po wyjściu ze szpitala miałabym szansę zostać w Anglii. – mówiła spokojnie
- Ale Kimberly… Twoja mama na pewno chce dla ciebie jak najlepiej. Nie mogę mieszać się w wasze prywatne sprawy.
- Ona chce dobrze dla siebie. Nawet nie zapytała mnie o zdanie tylko powiedziała „wyjeżdżamy” , a to oznacza, że podjęła decyzję. Zabiera mnie od moich przyjaciół i myśli, że będę szczęśliwa. Pan musi mi pomóc. – nalegała
- Muszę się nad tym zastanowić, Kim. Odpoczywaj. Porozmawiamy jutro. Dobranoc.
- Dobranoc.
Kimberly nie mogła usnąć. Wierciła się, zapalała lampkę, za chwile ją gasiła. Nie mogła dopuścić do siebie myśli o wyjeździe. Wzięła w rękę telefon i wysłała wiadomość: „Harry, moja matka chce mnie wywieźć do Hiszpanii jeszcze w tym miesiącu. Proszę, pomóżcie mi. Nie chcę wyjeżdżać z Anglii. Jestem załamana. Resztę opowiem Wam jutro, dobranoc.” . Nie wiedziała czy znaczy dla chłopców tyle, co oni dla niej, ale musiała się z kimś tym podzielić. Miała nadzieję, że kiedy jutro wstanie to wszystko okaże się tylko złym snem. Niestety, żeby się obudzić najpierw trzeba zasnąć, a z tym miała problem. Po 20 minutach w drzwiach pokoju zobaczyła znajomą sylwetkę.
- Co ty tu robisz? Nie masz co po nocy robić? – zapytała ciepło
- Dostałem twoją wiadomość i nie mogłem usnąć. – podszedł do łóżka – Jak się czujesz?
- Do bani. – powiedziała smutno
- Nie chcę żebyś jechała. – usiadł obok niej
- Ja też nie chcę… - mówiła załamana – Harry, ja mam jedynie was. Wiem, że w końcu wyjedziecie, ale wolę być tu sama niż z matką w Hiszpanii.
- Nie musisz zostawać tu sama, weźmiemy cię ze sobą. Co ty na to? – starał się ją pocieszyć
- Przecież wiesz, że to jest mało możliwe. – schowała twarz w dłonie i zaczęła płakać
- Kim, nie płacz… Wymyślimy coś. – przytulił ją
- Dziękuję ci Harry. – wtuliła się w niego
- Za co? – zapytał zdziwiony
- Za życie, już dawno chciałam ci podziękować, ale nie wiedziałam jak. Przepraszam za to, że wtedy na ciebie nakrzyczałam, nie chciałam tego. Naprawdę mi przykro. – mówiła przez łzy
- Ej, spokojnie. Nie płacz. Nie musisz mi dziękować, ani mnie przepraszać. Każdy się kiedyś wywrócił, ale ważne żeby się podnieść. – Kim spojrzała na niego wdzięcznym wzrokiem, Harry nachylił się nad nią i pocałował ją w czoło – A teraz połóż się spać, jutro na pewno coś wymyślimy. Śpij dobrze.
- O ile usnę. – powiedziała cicho
- To zrobimy tak… Ty się położysz spać, a ja poczekam aż uśniesz. – zaproponował
- Nie, na pewno jesteś zmęczony. Idź się wyśpij. – wyganiała go
- Nie jestem aż tak zmęczony, poczekam. Śpij. – okrył ją kołdrą i uśmiechnął się
Kim położyła się na boku starając się nie myśleć o matce. Udało jej się to tylko dlatego, że obok był Harry i myślała o nim. O tym wszystkich rzeczach, które jej powiedział. Nie znała go z tej strony. Zawsze albo był nieobecny, albo wygłupiał się z Lou. Chciała żeby tak było zawsze. Żeby mogła napisać do niego w środku nocy, a on przyszedłby ją pocieszyć. Była wdzięczna losowi za takiego przyjaciela. Za chwilę poczuła, że usypia. Ostatni raz uchyliła powieki i zasnęła.
Harry patrzył na nią jeszcze przez chwilę. W środku był rozbity. Nie chciał, żeby wyjeżdżała. Był w stanie zabrać ja ze sobą do Londynu. Wiedział, że chłopcom nie przeszkadzałby to, w końcu lubili Kim. Doszedł do wniosku, że teraz mogłoby jej nie być w jego życiu, że mogłaby nie żyć. Na myśl o tym przeszły go ciarki. Siedział w szpitalnym pokoju patrząc na niewinną dziewczynę, która namieszała w jego głowie. Starał się poukładać wszystko i dowiedzieć się kim ona dla niego jest. Przyjaciółką czy może kimś takim jak Louis? W tym momencie niczego nie był pewny. Po chwili stwierdził, że powinien już iść. Wyciągnął telefon i zrobił jej zdjęcie, chciał je mieć. Nachylił się nad nią i ucałował ją.
- Dobranoc. –szepnął i wyszedł z sali
Po powrocie do domu Harry starał się być cicho, żeby nie obudzić reszty. Rozebrał się i poszedł w kierunku sypialni. Delikatnie otworzył drzwi i na placach podszedł do łóżka, w którym czekał Louis.
- Gdzie byłeś? – zapytał
Harry położył się obok niego i głęboko westchnął.
- U Kim. Jej matka chce ją wywieźć do Hiszpanii. – zrobił pauzę – Jeszcze w tym miesiącu.
- Ale jak to? Tak bez powodu? – zapytał zdziwiony Lou
- Tak. Jak Kim wyjdzie ze szpitala. Nie chce dłużej tu mieszkać. – mówił przygnębiony
- Lubisz ją? – objął go Louis
- A ty jej nie lubisz? – odparł
- Wiesz o czym mówię.
- Nie wiem już sam.. Poczekam aż wszystko samo się ułoży. – powiedział – Ale jednego jestem pewny. – spojrzał na Lou dociekliwym wzrokiem – Śpisz dziś nago.
Chłopcy zaczęli się śmiać. Przytulili się do siebie i po jakimś czasie usnęli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz