poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 20

Harry wylądował w Madrycie około godziny 22. Miał nadzieję, że kiedy dojedzie do Valdemorillo Kim nie będzie spała. Zdawał sobie sprawę z tego, że może nie chcieć go widzieć, ale zrobi wszystko, żeby odzyskać jej zaufanie. Zamówił taksówkę. Chciał jak najszybciej dojechać na miejsce. Denerwował się. Wiedział, że przed nim najtrudniejsza rozmowa w życiu. Przed cały czas układał w głowie zdania, ale to nic nie dawało. Wszystko wdawało mu się zbyt proste, żeby usprawiedliwić jego winę. Czuł się jak kretyn. Spieprzył wszystko na czym mu zależało. Kochał ją bardzo mocno, ale jego czyny mogły świadczyć o czymś zupełnie innym. Nie potrafił mówić o swoich uczuciach, ale miał nadzieję, że Kim zrozumie sens płynących z jego ust słów, które będą miały bardzo niejasny przekaz. Po około godzinnej jeździe chłopak znalazł się pod domem ciotki Kimberly. Bał się pukać, bo dochodziła 23, ale w końcu to zrobił. Janet otworzyła drzwi. Ujrzała dość wysokiego chłopaka o zielonych oczach i kręconych włosach.
- Dobry wieczór. – wydusił
- Dobry wieczór. Ty jesteś Harry, tak? Chłopak Kim? – zapytała przyjaźnie
- Tak, to ja. Zastałem ją? – pytał przybity
- Tak, ale nie jest w dobrym stanie. Nie wiem co zrobiłeś, ale będziesz się musiał tłumaczyć. Jest u niej Miguel. Mam nadzieję, że nie będzie rozlewu krwi. – pokiwała palcem kobieta.
Hazza poczuł ukłucie w sercu, kiedy usłyszał imię jakiegoś faceta. Poszedł w kierunku wskazanym przez Janet. Wszedł po schodach i stanął naprzeciwko białych drzwi. Kiedy chciał wejść do środka drzwi się otworzyły. Stanął w nich Miguel. Harry był zły, ale nie okazywał tego. Chciał wyminąć chłopaka i wejść do pokoju, ale niestety to nie było takie łatwe.
- Nie wejdziesz tam. – powiedział groźnie Miguel
- Nie przyjechałem do ciebie, tylko do niej. Zejdź mi z drogi. Chcę z nią porozmawiać. Chyba mam prawo zobaczyć się z moją dziewczyną? – spojrzał morderczo
- Nie zasługujesz na nią. Traktujesz ją jak pierwszą lepszą, ranisz ją i myślisz, że kiedy się pojawisz wszystko wróci do normy! Ona nie zasłużyła sobie na takie traktowanie! To wspaniała dziewczyna, ale wybrała ciebie. Lepiej wróć do swojego świata i więcej jej nie rań, bo nie ręczę za siebie. – groził Miguel
Harry się wściekł. Chciał się zobaczyć z Kim i nic go nie powstrzyma. Zamachnął się i uderzył chłopaka w twarz. Teraz miał czystą drogę, więc wszedł do pokoju. Na jego szczęście była sama, a w drzwiach znajdował się klucz. Hazza zamknął pokój i spojrzał na nią. Siedziała w kącie pokoju i płakała. Serce mu pękało, kiedy na to patrzył. Nie patrzyła na niego. Nawet nie wiedziała, że jej nieporadny chłopak znajdował się w pobliżu.
- Kim… - powiedział szeptem
- Harry? – zapytała podnosząc głowę
Była zdziwiona. Nie wiedziała co ma robić. Jedyne na co miała ochotę to wpaść mu w ramiona. Jak pomyślała tak też zrobiła. Podbiegła i wtuliła się w niego mocno. Nie spodziewał się tego. Był gotowy na bluzgi i obelgi, ale nie na to. Przytulił ją mocno.
- Przepraszam… - szepnął jej do ucha
Kim nie mówiła nic. Dopiero po chwili zdołała wydobyć z siebie cokolwiek.
- Harry… Ja tak bardzo cię kocham. Nie umiem bez ciebie żyć, ale ranisz mnie. Nie chcę cierpieć. Chcę w końcu normalnie żyć. Niestety jedno kosztem drugiego. Nie chciałam tego robić, ale muszę. Odejdź. Zapomnij o mnie, zniknij. Nie rań mnie więcej, bo tego nie zniosę. Nie chcę słuchać przeprosin. Lou napisał mi, że to ona cię upiła. Ja to rozumiem, ale nie wiem dlaczego się na to zgodziłeś. Obiecałeś mi, że ona nas nie rozdzieli. Złamałeś obietnicę. Cholernie cię kocham! – płakała
- Ja też cię kocham Kim… - przerwała mu
- Więc odejdź! Zostaw mnie tu. Poradzę sobie. Wiem, że teraz będzie mi trudno, ale trudniejsze jest dla mnie znoszenie tego wszystkiego. Myślałam, że zniosę tęsknotę, ale nie wytrzymałam. Szukałam w Miguelu twoich cech. Jesteś całym moim światem, dlatego tak bardzo cierpię. Ty też nie zniosłeś rozłąki. Musiałeś pocieszyć się u Caroline. Wątpię, że ci się udało, ale ona jest zadowolona, widocznie to musiał być dobry seks. – odsunęła się od niego – Tamtej nocy tymi rękoma dotykałeś ją, więc teraz nie dotykaj mnie. Odejdź. Proszę. Posłuchaj się mnie chociaż raz. – błagała zapłakana
Harry nie mógł opanować emocji. Łzy napłynęły mu do oczu. Nie spodziewał się aż tak drastycznego przebiegu sytuacji. Podszedł do niej i pocałował ją. Nie broniła się. Tęskniła za tym. Kiedy skończył dziewczyna powtórzyła swoją prośbę.
- Odejdź Harry… - przejechała dłonią po jego policzku
Chłopak poszedł w kierunku drzwi. Przy wyjściu obrócił się jeszcze raz.
- Kocham cię Kimberly. – powiedział i wyszedł
Niemal zbiegł po schodach. Wyszedł szybko z domu kierując się w kierunku furtki, ale ktoś złapał go za ramię.
- Ty jesteś Harry? – zapytała średniego wzrostu dziewczyna, ale chłopak tylko kiwnął głową na potwierdzenie – Jestem Rocio, kuzynka Kim. Możemy pogadać?
- W porządku. – otarł łzę z policzka
Wyszli na chodnik i skierowali się w stronę najbliższego hotelu.
- Nie słuchaj jej. Ona nie wie co mówi. Jeszcze dziś w nocy będzie wypłakiwać mi się w ramię, że najchętniej to zadzwoniłaby do ciebie żebyś nie odchodził. – mówiła optymistycznie
- Ona mnie nienawidzi. Zrobiłem najgorsze świństwo jakie mogłem. Miguel ma rację. Nie zasługuję na nią. – zasmucił się jeszcze bardziej
- Miguel to kretyn. Kręci się wokół Kim. On czekał na taką sytuację. Ślini się do niej od kiedy pierwszy raz się spotkali. – krytykowała dziewczyna
- Nie lubisz go. – stwierdził – Ja też nie, ale jeżeli ona ma być z nim szczęśliwsza to może powinienem wyjechać.
- Nawet się nie waż. Ona nie wie o nim wszystkiego. W końcu się przekona jaki jest naprawdę i będzie cię potrzebowała. Kocha cię jak szalona. Nie możesz teraz jej zostawić, zaczekaj kilka dni. – prosiła
- Ale ona tego właśnie chce. Żebym dał jej spokój. Ona chce mieć normalne życie. Nie mam prawa jej tego zabronić. – mówił zdołowany
Rocio przekonywała go jeszcze jakiś czas. Harry znalazł hotel, w którym się zatrzyma. Dziewczyna wyciągnęła go na spacer. Chciała go bardziej poznać, szczególnie dlatego, że bardzo chciała mu pomóc. Chłopak oznajmił, że po północy powinni przyjechać jego przyjaciele. Rocio opowiedziała mu trochę o sobie, a Harry wtajemniczył ją w historię związku z Caroline. Dobrze się dogadywali, dlatego dziewczyna wiedziała, że Kim nie może być z nikim innym. O godzinie 0:20 Hazza i Rocio zastali chłopców w hotelowym pokoju. Chłopak przedstawił ją jako kuzynkę Kim i opowiedział o przebiegu rozmowy z jego miłością. Dziewczyna wyjawiła im obawy dotyczące Miguela i wszyscy razem zaczęli wymyślać różne intrygi, aby Kimberly wróciła do „Motyla”. Trwało to około godzinę, więc chłopcy odprowadzili ją pod dom. Kiedy Rocio weszła do pokoju miała nadzieję, ze Kim już śpi. Niestety tak nie było.
- Gdzie byłaś? – zapytała poważnym tonem
- Emm… Musiałam się przejść. – skłamała
- Nie, nie musiałaś. Rozmawiałaś z Harrym, tak? Z kim jeszcze? Z Lou? Z Zaynem, Liamem, Niallem? Zdążyłaś ich poznać? – zapytała zirytowana
- Kim, spokojnie. Ja tylko z nimi rozmawiałam. – broniła się – Rozumiem, że jesteś smutna i zła, ale nie podejmuj pochopnych decyzji. Harry cię kocha. – starała się przemówić dziewczynie do rozsądku
- Ja też go kocham, ale to nic nie zmienia. Ja podjęłam decyzję. Miguel zaproponował mi wspólny wyjazd pod namioty. – zmieniła temat
- Chyba się nie zgodziłaś!? – wykrzyczała Rocio
- Dlaczego miałam odmówić? Będą jego przyjaciele, więc poznam kogoś. Przy okazji zapomnę o Harrym. W tym momencie to najlepsze co mnie spotkało… - mówiła
- Kimberly błagam, nie jedź tam. Nie znasz go! Zastanów się jeszcze. – przekonywała
- Nie wiem dlaczego go nie lubisz. Naprawdę mi pomaga. Nie chcę zostawać z tym wszystkim sama. Cieszę się, że go mam. Aha. Jeszcze jedno. Nie mieszaj się w sprawy moje i Harrego. To nic nie zmieni. – powiedziała i położyła się spać
Rocio jeszcze trochę leżała i zastanawiała się co może zrobić żeby zapobiec wyjazdowi Kim i Miguela. Czuła, że stanie się coś złego. Miała tylko nadzieję, że razem z chłopakami zdąży coś w porę wymyślić. Nie wybaczyłaby sobie gdyby coś jej się stało. Odpędziła od siebie te myśli i też poszła spać. W końcu musi być wypoczęta. Przed nią pracowity dzień…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz