poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 31

Niall z Zaynem leżeli czule się obejmując. Nie mieli ochoty schodzić na dół. Chcieli nacieszyć się sobą. Martwili się o to, jak zareagują chłopcy. Bali się, że mogą nie przeżyć tego szoku. Ich rozmyślenia nie trwały długo. Nagle do pokoju wpadł Louis.
- Helllooooł!!! – krzyknął na wejściu
Jego mina natychmiast uległa zmianie, kiedy ujrzał Zayna trzymającego Nialla w objęciach.
- O cholera. – podsumował – Przeszkadzam, tak? Dobra idę. – zmieszał się i wybiegł
Chłopcy spojrzeli na siebie jednoznacznie. Pobiegli za nim i złapali go przed schodami.
- Lou! – krzyknął szeptem Niall
- Ani słowa na razie, jasne? – powiedział Zayn
- Tak, w porządku. Nie ma sprawy. – mówił szybko i zbiegł na dół
Niall poszedł za nim zjeść spóźnione śniadanie. Danielle podeszła do niego i zapytała jak się czuje. Blondyn uśmiechnął się do niej promiennie i podziękował za wszystko. Po chwili przyszedł Zayn. Kiedy Niall robił tosty Czarnowłosy „przypadkowo” złapał go za tyłek. Danielle, Liam i Lou wiedzieli co to oznacza. Reszta nie była na tyle spostrzegawcza. Dopiero, kiedy Zayn zaczął karmić Blondyna zaczęły się domysły.
- Coś mi tu śmierdzi. – powiedział Hazza podchodząc do Nialla i Zayna
- Nie wiem o czym mówisz. – wyszczerzył się Blondyn
Harry wiedział jak zmusić ich do gadania. Często wydurniał się z Zaynem, ale tym razem specjalnie chciał sprowokować Nialla. Podszedł do Czarnowłosego, objął go od tyłu, oparł głowę na jego barku.
- Zayn, kochanie, może pójdziemy się wymasować jak kiedyś? – zaśmiał się
Blondyn zakrztusił się sokiem, który właśnie pił. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Sam Zayn zrobił się czerwony. Zgromadzeni pomogli Niallowi, żeby się nie udusił, a Hazza nadal obejmował Zayna.
- Harry, kochanie. Nie zapomniałeś o kimś? – powiedział zazdrosny Lou
- Chodź do nas na trójkącik! – zawołał Hazza
- Nie ma takiej opcji, nie ma żadnego trójkącika. Zabieram Zayna. – powiedział Blondyn uśmiechając się rozkosznie
Pociągnął Zayna za rękę na górę. Wszystko było jasne. Nikt nie potrzebował zbędnych tłumaczeń. Wszyscy byli świadkami narodzin Zailla. Dziewczyny były troszkę zdziwione, ale każdy prędzej czy później zorientowałby się co w trawie piszczy. Liam, jako Tatuś postanowił pójść podokuczać swoim dzieciom. Zastał ich przytulających się na balkonie.
- No ładnie. – pokiwał głową z politowaniem
- Ty mi tu nie kiwaj głową, lepiej zaproś Danielle na porządną kolację, bo wczoraj przegiąłeś pałę. – obrócił kota ogonem Niall
- A co się stało? – dopytywał Zayn
- Nasz Daddy wojował po pijaku i pech chciał, że trafiło na Danielle. Nie wiem co chciał jej zrobić, ale bardzo mocno trzymał ją przy ścianie. Ma teraz całe sine nadgarstki. Dobrze, że Harry jej pomógł. – wytłumaczył Blondyn
- Wiem, że zachowałem się jak kretyn, ale nie kontrolowałem tego. Dobrze, że mi wybaczyła – odetchnął z ulgą
- Myślisz, że tak łatwo zapomni? – Zayn spojrzał na niego krzywo – To delikatna dziewczyna. Myślisz, że jak ją przytulisz to wszystko będzie okej? Stary, zrób coś.
- Eksperci się znaleźli. Co waszym zdaniem powinienem zrobić? – usiadł na łóżku czekając na instrukcję
- Liam! Jesteś największym romantykiem z nas! Nie mów, że potrzebujesz pomocy, bo zabiję cię śmiechem. – uniósł brew Niall
- Dobra, dobra. Coś wymyślę. A tak w ogóle, fajnie razem wyglądacie. – wystawił język i poszedł.
Co chwile ktoś odwiedzał chłopców. Nie mieli dla siebie ani chwili. Po jakimś czasie zaczęło ich to drażnić. Poprosili innych, aby dali im godzinkę, a potem są do ich dyspozycji. Wszyscy jednogłośnie wyrazili zgodę i poszli do ogrodu. Chłopcy postanowili zająć się sobą. Niall zaczął od delikatnych i subtelnych pocałunków, które za chwile przerodziły się w namiętne i zachłanne. Po chwili zszedł na dół i całował szyję swojego chłopaka. Robił to zmysłowo i czule. Zayn nie bronił się. Całkowicie poddał się pieszczotom Blondyna. Niall pozbawił Czarnowłosego koszulki i zaczął powoli całować jego tors. Lekko pchną go w stronę łóżka. Kiedy Zayn ułożył się wygodnie Blondyn usiadł na nim okrakiem kontynuując pocałunki. Czarnowłosy zaczął czule wodzić ręką po pośladkach chłopaka. Niall po chwili zaczął zmysłowo pieścić sutki Zayna. Czarnowłosy poczuł, że jego „Przyjaciel” niebezpiecznie zaczyna się unosić. Niall siedząc na nim poczuł to. Był usatysfakcjonowany takim obrotem sprawy. Blondyn nie czekając długo zszedł pocałunkami w dół. Zayn był niesamowicie rozluźniony, ale uczucie sztywniejącego członka trochę go krępowało, zwłaszcza dlatego, że to przez jego przyjaciela. Chłopak chcąc dać coś od siebie przejął inicjatywę. Obrócił Nialla na plecy, pozbawił go koszulki i zachłannie zaczął obdarowywać go pocałunkami. Niestety pech chciał, że Louis nie potrafił usiedzieć na dupie. Po cichu wślizgnął się do pokoju chłopców przyglądając się im z zaciekawieniem. Przytulony do podłogi podpełzł do łóżka. Chcąc zobaczyć reakcję przyjaciół delikatnie wychylił głowę ponad materac.
- Ja też dostanę buzi? – wyszeptał Louis
Nie musiał długo czekać na ich reakcję. Szept chłopaka tak przestraszył Zayna, że ten spadł z łóżka. Odruch Nialla był jeden: śmiech. Czarnowłosy nie rozumiał rozbawienia swojego chłopaka, ale wiedział, że Lou nie przeżyje tego po południu. Kiedy wstał z podłogi na jego twarzy malował się gniew.
- Nie.. żyjesz. – powiedział Czarnowłosy
Lou widząc co się kroi, powoli, bez gwałtownych ruchów wstał z rękoma uniesionymi w górze, po czym na palcach udał się w stronę drzwi. Zayn nie zamierzał mu odpuścić, więc udał się w pogoń za nim. Louis szybko zbiegł na dół krzycząc „Heeeeeelp!!!!” . Kiedy Zayn znalazł się wystarczająco blisko niego złapał go za szmaty i uniósł do góry.
- Zayn, ja ci to wszystko wytłumaczę! – krzyczał Lou
- Czekam. – mówił zdenerwowany Czarnowłosy
Wszyscy wbiegli do salonu. Ujrzeli półnagiego Zayna, który był wściekły na Louisa. Harry z Liamem podbiegli do Mulata chcąc oswobodzić biednego Louisa.
- Co się dzieje? – zapytał zdziwiony Hazza
- Zayn, przyjacielu. – zaczął Lou – Miałeś tak kiedyś, że nieznany głos w twojej głowie kazał ci coś zrobić, a ty wiedziałeś, że nie powinieneś, ale on na ciebie tak naciskał, naciskał i naciskał żebyś jednak to zrobił? Wmawiał ci, że chcesz tego tak samo jak on, tylko trochę bardziej.
Po słowach Louisa i stroju Zayna zgromadzeni domyślili się, że widocznie chłopak przerwał gołąbeczkom ich miłosny akt.
- Zayn, tak właśnie było tym razem. Ja nie chciałem tam iść, ale ten głos mi kazał! Wykorzystał mnie! Mama mi mówiła „Synku, idź do psychologa” , ale ja nie chciałem, teraz wiem, że powinienem był iść. – kontynuował Louie
Zayn odpuścił mu tym razem. Poszedł do ogrodu razem z nimi, po chwili dołączył do nich Niall. Resztę popołudnia spędzili na zabawie i opowiadaniu różnych śmiesznych historii. Louis mimo dużego poczucia humoru miał też powody do poważniejszych rozmów. Ułożył się razem z Rocio na hamaku. Miał jej coś bardzo ważnego do powiedzenia. Bardzo kochał ją i Vicki. Nie chciałaby teraz żyć bez nich. Objął ją i delikatnie pocałował. Po jego spojrzeniu wywnioskowała, że coś się stało.
- Louie, coś nie tak? – zapytała ciepło
- Nie, wszystko w porządku. Chciałem tylko o czymś porozmawiać.. – zaczął
- Słucham.
Rocio patrzyła na niego pytająco. Nie wiedziała co miał na myśli. Bała się, że to może oznaczać kłopoty. Wiedziała jednak, że zawsze może na nią liczyć. Kochała tego wariata. Gdyby mogła to chciałaby spędzić z nim całe życie. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że za niedługo wróci do Valdemorillo i skończy się cudowne życie z Louisem. Tu, w Holmes Chapel było inaczej. Trawa bardziej zielona, powietrze bardziej przejrzyste. Nie chciała myśleć o chwili rozstania. Wiedziała, że będzie to dla niej jedna z najtrudniejszych chwil. Póki co byli razem. Lou kochał Vicki. Za każdym razem, kiedy budziła się, widziała Lou, który mówił do młodej. Obiecywał wspólny wyjazd do Disneylandu, w przyszłości wspólny dom i rodzeństwo. Czuła się naprawdę dobrze, kiedy to słyszała. Wiedziała, że Lou nie jest jednym z tych, którzy zmieniają dziewczyny jak rękawiczki. Jej przemyślenia przerwał głos chłopaka.
- No bo.. wiesz, że nie wyobrażam sobie życia bez ciebie i małej..
- Tak, wiem, ale o co chodzi? – dopytywała
- Za niedługo będziemy musieli się rozstać nie chcę tego. – posmutniał
- Ja też nie, ale.. – przerwał jej
- Dlatego chciałbym coś zrobić. – dziewczyna spojrzała na niego pytająco – Chciałbym żebyście wprowadziły się do mojego rodzinnego domu w Doncaster. To nie koniec. Chciałabym dać Vicki moje nazwisko. – spojrzał na nią ciepło
- Naprawdę? – powiedziała zdziwiona
- Tak. Rozmawiałem z rodzicami, nie mają nic przeciwko. Nie jestem jakoś specjalnie romantyczny, ale myślę, że to wystarczający dowód na to, że bardzo was kocham. – powiedział całując ją czule
- Lou, ja nie potrzebuję dowodów. Wiem to. Kocham cię skarbie. – powiedziała ze łzami w oczach
- Nie płacz kochanie. – otarł pojedynczą łzę, która spłynęła po jej policzku – To jak? Zgadzasz się? – spojrzał na nią z nadzieją
- Tak Lou, zgadzam się. – powiedziała i złożyła na jego ustach namiętny, subtelny pocałunek.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę bardzo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz