poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 24

W drodze na lotnisko Harry zadzwonił do chłopców i poinformował ich o zaistniałej sytuacji. Rozmawiał chwilę z Lou. Przeprosił go za to, że wyjeżdża. Obiecał mu to wynagrodzić. Alicie kilka razy próbowała dodzwonić się do Kimberly, ale dziewczyna ignorowała jej telefony. Bała się zadzwonić do ojca. Napisała mu tylko smsa „Przeczytałam Twój list, jestem w drodze na lotnisko. Za 1,5h mam samolot do Manchesteru. Napisz mi o której i gdzie chcesz się spotkać. Kimberly.”. Była zestresowana, ale Harry był z nią i to dawało jej siłę. Co chwilę spoglądała na zegarek. Z Valdemorillo do Madrytu jechało się godzinę. Bała się, że nie zdąży na samolot. Starała się uspokoić i zastanowić się nad tym, co powie ojcu, kiedy go zobaczy. Miała miliony pytań, ale nie potrafiła ich skleić w zdanie. Nienawidziła matki, nie chciała jej więcej widzieć. Przez resztę drogi wyobrażała sobie jak wyglądałoby jej życie gdyby wiedziała o ojcu. Najprawdopodobniej nie poznałaby Harrego i chłopców. Na myśl o tym ogarnął ją strach. Nie wiedziała dlaczego. Nie wyobrażała sobie życie bez nich, bała się, że tak się stanie. Modliła się, żeby chłopcy nie zniknęli z jej życia. Naprawdę dużo dla niej znaczyli. Kiedy dojechali pod lotnisko, a Harry zapłacił za taksówkę dziewczyna ujrzała masę papparazzi. Nie wiedziała skąd się tu wzięli, ale otoczyli samochód. Ochrona lotniska odsunęła ich i zrobiła przejście. Para szybko udała się po zakup biletów. Na ich szczęście były jeszcze wolne miejsca. Odetchnęli z ulgą. Harry wśród dziennikarzy zobaczył kobietę, z która przeprowadzali poprzedni wywiad. Poprosił ochronę, aby ją wpuścili.
- Witaj Harry. – uśmiechnęła się – A jednak plotki są prawdziwe. – spojrzała na Kim
- Tak, na szczęście jest miłosierna i mi wybaczyła. Liam już informował fanów, ale widzę, że wszyscy chcą się upewnić. – uśmiechnął się
- Naczelni wariują jak tylko gdzieś się pojawiacie. Kim, wiele o tobie czytałam. – zwróciła się do dziewczyny
- Zapewniam, że większość to kłamstwa. – zaśmiała się – Nie pobiłam się z Caroline, nie byłam z Harrym za Majorce, nie byłam jeszcze na koncercie chłopców i nie mam fałszywej tożsamości. – zanegowała kilka kłamstw z czasopism
- To dobrze. Dokąd lecicie? Wakacje?
- Nie, odwiedziny znajomych w Anglii. – sprostował Hazza
- Na mnie już czas. Życzę wam udanego pobytu w ojczyźnie. – uśmiechnęła się
- Dzięki, mam nadzieję, że dowiedziałaś się chociaż część z tego na co liczył twój szef. Jakby co to dzwoń do naszego managera. – pożegnał się chłopak
- Nie wierzę. – powiedziała Kim, kiedy kobieta się oddaliła
Harry spojrzał na nią badawczo. Nie wiedział co tak zdziwiło dziewczynę.
- Tacy papparazzi istnieją? – zaśmiała się
- Tak, to dziwne. Kiedy wyjechałaś przeprowadzała z nami wywiad. Pytała o różne rzeczy, ale tylko raz zapytała o ciebie, bo jej szef tego wymagał. Można powiedzieć, że jest w porządku.- objął ją i poszli w stronę odprawy paszportów
Kiedy weszli do samolotu Harry poszedł coś zobaczyć, a Kim usiadła wygodnie w fotelu. Obok niej siedziała dziewczyna, która miała kilka młodzieżowych gazet. Jedną z nich miała otwartą na artykule o One Direction. Zaśmiała się pod nosem. Dziewczyna od razu na nią spojrzała.
- Ty jesteś Kimberly Jones? – zapytała zdziwiona
- Tak, w rzeczy samej. – uśmiechnęła się
- Jesteś sama? – dopytywała
- Nie, Harry zaraz przyjdzie. – puściła jej oko
- Nie obrazisz się jeżeli poproszę go o autograf? – spytała delikatnie
- Oczywiście, że nie. – chłopak wrócił i usiadł obok Kim
- Jestem, tęskniłaś, prawda? – wyszczerzył się
Kimberly pokiwała głową z politowaniem i wróciła do rozmowy z nastolatką.
- Ty znasz moje imię, a ja twojego nie, to nie jest w porządku. – zwróciła się do dziewczyny
- Clare. – przedstawiła się
- A ja jestem Harry. – wtrącił chłopak
- Wariat. – podsumowała Kim – Kochanie, poznaj Clare. Jest waszą fanką, bądź grzeczny.
- Miło mi cię poznać zacna niewiasto. – pocałował dziewczynę w dłoń
Kimberly wybuchła śmiechem. Nie mogła się powstrzymać. Nie wiedziała dlaczego Hazza to robi, ale udało mu się poprawić jej humor. Kim spojrzała na dziewczynę, która patrzyła na chłopaka zszokowana. Chciała ją jakoś uspokoić.
- Nie przejmuj się, on czasem ma takie odjazdy. Proś o co chcesz póki jest taki potulny. Później może zmienić zdanie. – tłumaczyła
- Ja zawsze jestem grzeczny i zawsze jestem potulny, nie wiem o czym mówisz. – udawał
- Wiesz… Ja mogę wymienić kilka przykładów, ale nie wiem, czy na pewno tego chcesz. To jak? – spojrzała na niego badawczo
Hazza na początku był pewny swojej niewinności, ale wolał, żeby niektóre rzeczy nie ujrzały światła dziennego, więc zasłonił jej usta dłonią i pokiwał przecząco głową.
- Harry, mogę cię prosić o autograf? – zapytała rozbawiona zaistniałą sytuacją
- Tak, jasne. Gdzie mam się podpisać? – spojrzał figlarnie, ale Kim go szturchnęła
- Na zdjęciu. – zaśmiała się
- Ah. No tak. – powiedział i złożył autograf
- Dziękuję. – uśmiechnęła się szeroko
- Do usług. Powiedz mi Clare… Kogo z naszej piątki, oprócz mnie oczywiście, lubisz najbardziej? – spojrzał dociekliwie
- Jakiż on skromny, nieprawdaż? – stwierdziła Kim
- Tak, bardzo. Kogo lubię najbardziej? Hmm… Myślę, że Zayna. – stwierdziła po krótkim rozmyślaniu
- Dobry wybór. – pochwalił chłopak
- Zacznijmy od tego, że kogo by nie wybrała to powiedziałbyś, że to dobry wybór. – rzekła Kim
- Oprócz Louisa, on jest mój. – spojrzał wrogo
- Ah tak, zapomniałam. – użyła sarkazmu Kimberly
- No dobra, ciebie też kocham. – pocałował ją w policzek
- Kimberly, mogę cię o coś zapytać? – Kim skinęła głową na potwierdzenie – Czy ten łańcuszek, który masz na szyi dostałaś na przeprosiny od Harrego? Tak piszą w gazecie.
- Nie, to kłamstwo. Dostałam go wcześniej, o wiele wcześniej. Jeszcze przed wyjazdem. Nie wiem dlaczego dziennikarze kłamią. – oburzyła się – Mogę spojrzeć na jedną gazetę?
- Tak, pewnie. – podała jej czasopismo
- „Ostatnim razem pisaliśmy o szybkości zmiany partnerek przez Harrego Stylesa. Dotarły do nas informacje, że Caroline Flack nie chce wiązać się chłopakiem dopóki jeździ po świecie. Mamy dla was zdjęcia, które świadczą o tym, że Harry pociesza się w ramionach byłej. Jak myślicie, czy Kimberly zdaje sobie sprawę z tego, że jest wykorzystywana przez gwiazdora?” Wyobraźnia rozwinięta w pełni. – podsumowała cytat z gazety Kim
- Dobrze, że tego nie czytam. Jeszcze uwierzyłbym. – załamał ręce Hazza
Przez resztę podróży trójca doszukiwała się błędów i kłamstw w magazynach. Była ich masa. Niektórzy posunęli się nawet do spekulacji na temat wspólnej nocy Harrego i Kim. Oczywiście taka sytuacja nie miała miejsca, ale z gazet można dowiedzieć się naprawdę interesujących rzeczy. Na wielu zdjęciach Liam został poddany retuszowi, zakryto jego znamię. Harremu się to nie spodobało. Jednak najbardziej zaskoczyły ich zdjęcia Lou i Rocio. Chłopcy nie wiedzieli, że są śledzeni w Valdemorillo. Gazeta podawała różne fałszywe informacje. Nieświadomi fani mogli z nich wywnioskować, że Vicki jest dzieckiem Lou, więc ze względu na nią para za niedługo zamierza się pobrać. To było straszne. Kiedy samolot wylądował wszyscy wysiedli z samolotu. Na lotnisku mieli już się żegnać, kiedy Kim poprosiła pewną kobietę o zrobienie im zdjęcia. Harry pocałował Clare w policzek. Kimberly nie była o to zazdrosna. Wiedziała, że dla tej dziewczyny to może znaczyć naprawdę wiele. Clare była bardzo wdzięczna. Pożegnali się i każdy udał się w swoją stronę. Hazza wezwał taksówkę i pojechali do sprawdzonego hotelu. Recepcjonistka przywitała ich promiennie. Zamówili jeden dwuosobowy pokój. Położyli tam rzeczy i postanowili odpocząć. Usiedli na kanapie czule się obejmując.
- Chciałabym żeby tak było zawsze. – powiedziała i pocałowała go lekko
- Będzie. Wszystko w swoim czasie. – pogłaskał ją po policzku
- Ale wiesz o co chodzi… Żebyśmy wracali do jednego domu, spali w jednym łóżku, ale nie tak jak teraz… - przerwał jej
- Tak, też o tym marzę. Wspólny dom, zawsze jedna sypialnia, nasze dzieci biegające po ogrodzie… - uśmiechnął się – Wyobrażasz sobie takie kurduple z kręconymi włosami? – miał iskierki w oczach
- Tak, byłyby piękne. – podsumowała
- Po mamie. – wyszczerzył się
- Nie, po tacie. – przedrzeźniała się z nim
- Zdecydowanie po mamie. – obstawał przy swoim
- Pogadamy jak już się urodzi. – pokazała mu język
- Najpierw musimy je spłodzić. – spojrzał na nią figlarnie
- Wariat. – podsumowała i pocałowała do czule

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę bardzo. Jestem załamana. Ten jeden słaby i średni przybiły mnie do podłogi. Dopiero się podniosłam, więc dodaję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz