poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 7

            Harry wrócił do siebie z poczuciem winy. Odniósł wrażenie, że Alicie chce wywieźć Kim z kraju przez niego. Cały czas miał przed oczami wściekłą matkę dziewczyny. To nie był najlepszy widok. Po chwili jednak odrzucił od siebie te myśli. Przywołał w głowie obraz szczęśliwej Kimberly. Wiedział, że ma swój wkład w to, że zaczyna chodzić. Gdyby mógł chciałaby widzieć ją taką codziennie. Jej uśmiech wiele dla niego znaczył. Kiedy ją poznał była ledwo żywa. To wspomnienie spędzało mu sen z powiek. Często śniło mu się, że nie zdążył jej pomóc. Te noce jeszcze bardziej upewniało go, że nie potrafi, a raczej nie chce żyć bez niej. Zabierze ją ze sobą choćby miał to zrobić nielegalnie. Siedział na kanapie patrząc w jeden punkt. Nie wiedział czemu taki nastrój łapie go dopiero w domu. W szpitalu przecież wszystko było dobrze. Zrozumiał, że nie potrafi się przy niej smucić, a jej brak jest powodem jego smutku. Trudno było mu się do tego przyznać, ale taka była prawda. pogodził się ze samym sobą, więc najtrudniejszy krok ma już za sobą. Stwierdził jednak, że chłopcy nie muszą na razie wiedzieć. Matka Kim i tak ją wywiezie, więc to nieistotne. Czuł się bezradny, ale wiedział, że 1 sierpnia po nią przyjedzie bez względu na wszystko.
- O, wróciłeś. – przerwał mu przemyślenia Liam – My właśnie mieliśmy tam jechać.
- Odradzam wam to. Poczekajcie lepiej. – powiedział rozkojarzony
- Dlaczego? Coś się stało? – zapytał zmartwiony Zayn
- Nie, wszystko okej, tylko matka Kim jest wściekła. – odparł
- Co jej zrobiliście? – zapytał z uśmiechem Louie siadając Harremu na kolana
- Właśnie nic. Pomagałem chodzić Kim po pokoju, a ona weszła do pokoju i zaczęła krzyczeć, ze ma wracać do łóżka. Nie rozumiem jej. Powinna się cieszyć, że jej córka wraca na nogi, a ona ma pretensje. – odpowiedział im nie do końca pełną historię
- Albo… - Lou spojrzał na niego podejrzliwie – Przestawiałeś się do jej idealnej córki, która powinna wziąć ślub z lekarzem, a nie z jakąś tam gwiazdą! – zaśmiał się
- Z lekarzem? – zaczął się śmiać Niall
- Na pewno dobrze się bawiliście. – podsumował Liam
- Ale niestety mama czuwa, nie ma tak łatwo! – krzyknął Lou
- Dajcie spokój! Powiedzcie mi lepiej co na obiad. – zaśmiał się
- No właśnie w tym problem, że Liam kupił nowe gry na PlayStation i straciliśmy rachubę czasu. Musimy zamówić pizzę. – powiedział Zayn
- Żadna pizza, do garów! – zaśmiał się Harry – Mamy jeszcze czas zanim wrócimy do Kim.
- No dobra. – powiedział zrezygnowany Niall
Chłopcy pomaszerowali w stronę kuchni. Jedyne co mogli zrobić z rzeczy znajdujących się w lodówce to spaghetti. Wiedzieli, że najwyższy czas zrobić porządne zakupy, bo sos pomidorowy to jednak trochę mało. Po półgodzinnej współpracy obiad był gotowy. Nic nie smakuje tak dobrze, jak owoc pracy zespołowej. Chłopcy wzięli się do jedzenia, a następnie pozmywali naczynia. Najedzeni i zadowoleni rozłożyli się na kanapie, aby odpocząć przez telewizorem.
            Kim była zła na matkę. Nie wiedziała co było powodem tej nagłej zmiany stosunku do Harrego. Jeszcze niedawno chciała go całować po stopach za uratowanie życia jej córki, a teraz uważa, że jest bezczelny. Nie wiedziała o co jej chodziło. Kim nie chciała rozmawiać z matką. Po tym, co zrobiła nie chciała jej więcej widzieć. Niestety jej wola nie została spełniona. Jej matka postanowiła przemówić jej do rozsądku.
- Możesz mi powiedzieć co to miało znaczyć? – zapytała oburzona Alicie
- O to samo mogłabym zapytać ciebie. – spojrzała na matkę gniewnie
- Ja nie musze ci się tłumaczyć. – odpowiedziała matka
- W takim razie nie mamy o czym rozmawiać. – powiedziała
- Żeby było jasne, nie życzę sobie więcej takich sytuacji. Chce żebyś zrozumiała, że to nie jest chłopak dla ciebie. Wszystko co robię jest z myślą o tobie. – chciała przytulić córkę, ale Kim ją odepchnęła
- Teraz ja coś powiem. Żeby było jasne, nie życzę sobie, żebyś mieszała się w moje życie. Będę robiła co chcę, z kim chcę, jak chcę i gdzie chcę. Możesz i dałaś mi życie, ale zabierasz mi je chcąc wywieźć mnie do jakiegoś „pipidówka”. To chore. Rób co chcesz, byle beze mnie. Ja już skończyłam tą rozmowę, a ciebie proszę o opuszczenie tego pomieszczenia. – powiedziała i odwróciła głową w drugą stronę
Alicie nie powiedziała już nic więcej. Wyszła bez słowa z pokoju. Kim wiedziała, że te słowa ją zraniły, ale nie chciała całe życie być marionetką. Miała zrezygnować z przyjaciół tylko dlatego, bo jej matka tak mówi? Nigdy by tego nie zrobiła. Wzięła telefon i napisała do Harrego „ Poszła już, miałyśmy lekkie starcie, ale możecie przyjść.”. Potrzebowała teraz trochę rozrywki, a wiedziała, że chłopcy są w tym mistrzami. Leżała w łóżku i zastanawiała się czy po tym co powiedziała matce nadal będzie musiała jechać do Hiszpanii. Miała cichą nadzieję, że nie. W końcu to jej życie i to od niej zależy co z nim zrobi.
            Po 20 minutach po pokoju weszli chłopaki. Strasznie się ucieszyła na ich widok. Od razu podbiegli do niej i ją wyściskali.
- Kim! Powiedz mi… Co wyprawialiście z Harrym, że mama nakrzyczała? – zaczął się śmiać Lou
- Hahaha. Nic nie zrobiliśmy, ona się wściekła, że wstałam z łóżka! – odpowiedziała śmiejąc się – Co tam u was?
- Bez zmian. Lepiej mów co u ciebie, słyszeliśmy, że chodzisz. – mówił Liam
- A no masz rację. Jakoś tam chodzę, ale daleko takim tempem nie zajdę. – zaśmiała się
- Jeszcze trochę poćwiczysz i na pewno będzie ci szło lepiej. – mówił optymistycznie Zayn
- Mam nadzieję… - zrobiła pauzę – Chłopcy... Jak zapewne wiecie, moja matka chce mnie wywieźć do Hiszpanii. Nie skaczę z radości nie tylko dlatego, że nie mogę. Nie chcę tam jechać. Być może nie znaczę dla was tyle, ile wy dla mnie, ale nie chcę was zostawiać… Mam tylko was i naprawdę nie chcę tego stracić. – posmutniała
- Młoda.. Możesz na nas liczyć. Jeżeli nie uda nam się nic wymyślić to możesz być pewna, że zabierzemy cię z tej całej Hiszpanii. – pocieszał ją Lou
- W dodatku nas jest 5, a twoja matka jedna. – powiedział Niall
- Mówiłem ci Słońce, że damy radę. – powiedział Harry
- Dziękuję wam. Jesteście kochani. – powiedziała ciepło
- Zawsze do usług – wyszczerzył się Zayn
Siedzieli tam jeszcze przez jakiś czas. Rozmawiali o ich planach na przyszłość, o nowej płycie. Chwalili się, że Harry już nawet zaczął pisać nowe teksty.
- A jedna piosenka będzie o tobie. – wskazał na Kim Hazza
- O mnie? Na pewno będzie interesująca. – stwierdziła
- Może nazwiemy płytę „Piece of us” (tłum. kawałek nas) ? – zaproponował Zayn
- To byłoby dobre, każdy zaśpiewałby o kawałku swojego życia. – rozmarzył się Niall
- Ale musimy pamiętać, że mamy managera, który może nie podzielać naszego entuzjazmu, więc radzę się tak nie nastawiać chłopcy. – uspokajał ich Liam
- Ja z nim pogadam! – oświadczył Louis
- Dobra, wracamy na ziemię. – zaśmiała się Kim
- Jak zostaniesz w Anglii to może weźmiemy cię ze sobą, hm? – zapytał Niall
- Niall… To raczej nie mnie powinieneś o to zapytać. Myślę, że to temat na dłuższą chwilę, a jesteście już tu kupę czasu, pewnie jesteście zmęczeni. Pogadamy o tym jak zostanę w Anglii. Na razie muszę zająć się doskonaleniem chodzenia i jutro mi w tym pomożecie. – oznajmiła Kim
- Tak jest. Trzymaj się młoda. – powiedział Liam
- Idźcie. Ja zaraz do was dołączę. – powiedział Hazza
- W porządku. Pa Kim! – wyściskał ją Lou
- Pa. – uśmiechnęła się
Spojrzała na Harrego niepewnie. Bała się, ze coś się stało skoro nie mówił tego przy chłopakach.
- Coś się stało? – zapytała przestraszona
- Nie. Po prostu chciałem chwile pobyć z tobą sam. – uśmiechnął się – Posuń się. – powiedział i ułożył się obok niej na łóżku, objął ją ramieniem i spojrzał na nią ciepło
- Lubię kiedy mnie obejmujesz… - szepnęła
- A ja lubię to robić. – uśmiechnął się
Zapadła chwila ciszy. Kim słyszała równy oddech Harrego. Wyobraziła sobie jak będzie wyglądało jej życie, kiedy zostanie w Anglii. Widział to dokładnie tak. Ona, Harry, spokój. Z przemyśleń wyrwał ją głos chłopaka.
- Zabiorę cię ze sobą, naprawdę. – obiecał
- Zobaczymy jak wszystko się potoczy… - powiedziała spokojnie
- I'll lift you up, I'll never stop, You know I'll take you to another world… - zaśpiewał jej
Czuła się wspaniale słysząc ten tekst śpiewany do niej. Westchnęła głęboko, spojrzała na Harrego. Był dla niej taki dobry, taki ciepły. Nie chciała go stracić.
- Kocham cię Harry… - powiedziała bardzo cicho
Ja też cię kocham Kim.
tym momencie nachylił się nad nią i ją pocałował. Nie wierzyła w to co się działo. Miała wrażenie, że świat się zatrzymał. Była naprawdę szczęśliwa. Pierwszy raz w życiu czuła, że jest dla kogoś ważna. Chciała w tym trwać i mieć nadzieję, że ta wieź przetrwa wszystko. W tym momencie wrócił Louis, który chciał pospieszyć Harrego, ale widząc ich nie chciał tego robić.
- W końcu mój książę będzie naprawdę szczęśliwy… - powiedział cicho z uśmiechem na twarzy i odszedł.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Opornie szło mi pisanie tego rozdziału, ale jest! Powstał! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz