Rozdział 27
Kilka następnych dni mijało bardzo szybko. Liam musiał wrócić do Londynu na występ Danielle, Rocio cały wolny czas spędzała z Louisem, a Niall i Zayn umacniali swoją przyjaźń. Chodzili razem do klubów, oglądali głupie filmy i zapraszali do hotelu Hiszpanki. Nawet nie wiedzieli, że mogą tak fajnie spędzić razem czas. Pewnego wieczoru, kiedy Niall za dużo wypił zaczął mówić bardzo dziwne rzeczy. Zayn nie wiedział, czy są prawdą, ale przysłuchiwał się zawzięcie wyznaniom Blondyna.
- Zayn… Stary, gdybyś ty wiedział kim ja naprawdę jestem. Nie patrzyłbyś na mnie tak jak teraz. O nie! – mówił jąkając się – Od kiedy jestem z wami w zespole wszystko się zmieniło. Nie jestem tym samym człowiekiem! Niektórych reakcji nie potrafię kontrolować i czuję się niezręcznie. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz.
Zayn przysłuchiwał się wywodom przyjaciela. Sam był lekko wstawiony. Jeszcze nigdy się tak nie zintegrowali jak przy wspólnym piciu. Siedzieli do późnej nocy opowiadając sobie o nieudanych związkach. Usnęli na kanapie w ubraniach codziennych. Następny dzień powitał ich niesamowitym kacem. Zayn wstał, żeby napić się wody. Odgłos zamykania szafki bardzo rozdrażnił Nialla.
- Czy musisz tak trzaskać?! Głowa mi pęka, a Ty drzewo rąbiesz! – mówił zaspany blondyn
- Niall, to szafka, a nie drewno. Chcesz wody? – powiedział Zayn, który nie był aż tak pijany wczorajszego wieczora
- Tak, daj mi pić!
Czarnowłosy ponownie otworzył i zamknął szafkę.
- No cholera!!! Przestań tak trzaskać! – zatykał uszy
- Mogłeś tyle nie pić. – Zayn pokiwał głową z politowaniem
Niall przemilczał reprymendę przyjaciela. Chwycił szklankę i szybko opróżnił jej zawartość. Padł na kanapę zrezygnowany.
- Nie ruszam się dzisiaj z pokoju. – powiedział układając się wygodnie
Zayn poszedł do sypialni i przyniósł koc, którym okrył przyjaciela. Usiadł obok niego i zapytał z troską:
- Nie chcesz nic jeść? Może jeszcze pić? Hm?
- Jak możesz to przynieś mi jeszcze wody. Na kaca nic innego mi nie zostało. – powiedział
- A może ugotuję ci rosół? Jest naprawdę dobry na kaca. – rzekł optymistycznie
- Jesteś moim Bogiem. – podsumował Niall
Zayn poszedł do pobliskiego sklepu, żeby kupić rzeczy potrzebne do przygotowania zupy. Kiedy wrócił Blondyn słodko kimał na kanapie. Wziął się do roboty i po 45 minutach wszystko było gotowe. Przebudził przyjaciela i podał mu miskę z rosołem.
- Oto twoja lecznicza mikstura gnomie. – poczochrał Nialla po włosach
- Dziękuję o wielki druidzie. – zaśmiał się, ale po chwili złapał się za głowę – Au. To będzie ciężki dzień…
Zayn tego dnia nie odwiedzał Lou. Został z Niallem i pomagał mu leczyć kaca. Czuł się odpowiedzialny za jego stan. Kiedy patrzył na takiego bezradnego i skacowanego Nialla czuł wewnętrzne ciepło. Lubił tego Blondynka. Uśmiechnął się w duchu i poszedł nalać mu więcej zupy. Następnego dnia było lepiej i wszyscy razem odebrali Lou ze szpitala.
Po opuszczeniu szpitala przez Lou wszyscy postanowili urządzić sobie tydzień wakacji u Harrego. Zadzwonili do Liama, który postanowił wziąć ze sobą Danielle. Wszyscy bardzo się cieszyli, ale Louis był smutny, że musi zostawić Rocio samą. Stwierdził, że będzie za nimi cholernie tęsknił. Nie lubił takich pożegnań. Kiedy był z Eleonor musiał to robić często. Kochał koncerty, ale rozstania były dla niego naprawdę ciężkie. Nie wie co zrobiłby gdyby nie chłopcy. Harry zastępował mu dziewczynę, Liam matkę, Niall i Zayn siostry. Wiedział, że to głupie, ale to mu pomagało. Tym razem jednak było inaczej. Nikt nie zastąpi mu Vicki i Rocio. Hazza znalazł sobie dziewczynę, więc nie będzie miał czasu go niańczyć. Zdążył już poznać Janet. Uważał, ze mama Roc to naprawdę mądra kobieta i potrafi zadbać o dom i ogród, który był wielki. Jako, że miał z nią dobry kontakt postanowił poprosić ją o przysługę.
- Proszę Panią, mam do pani ogromną prośbę. Sama pani ostatnio mówiła, że Rocio ze względu na Vicki nigdzie nie jeździ, mam więc pewien pomysł… - zaczął
- Louis, co ty kombinujesz? – spojrzała na niego badawczo
- Chciałabym zabrać Rocio i Vicki na tydzień do Anglii. Wszyscy jedziemy do naszego przyjaciela. Kimberly też tam jest. – ostatnie zdanie wypowiedział szeptem
- Ah tak, więc jedziecie do Harrego? – dopytywała się
- Tak jest. Do jego rodzinnego miasta.
- A Rocio co sądzi o tym pomyśle?
- Ona twierdzi, ze pani nie wyrazi zgody ze względu na młodą, ale ja się tak łatwo nie poddaję. Nie może być pani aż tak okrutna. – czarował Lou
- Oj Louie… Jak ty masz gadane. – zaśmiała się – Eh. No dobrze, niech stracę. Mogą jechać, ale jeżeli dowiem się, że coś im się stało… - pogroziła palcem
- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuje! Jest pani wielka! Na pewno nic im się nie stanie! – zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć Louie wybiegł z domu jak szalony.
Cieszył się, że będzie mógł spędzić z nią jeszcze tydzień. Od razu pobiegł do hotelu poinformować zgromadzonych. Rocio była szczęśliwa. Po szybkiej wymianie czułości pognała do domu spakować siebie i córkę. Samolot mieli już o 18. Ponad godzinę słuchała kazania matki na temat odpowiedzialności. O 16:30 wyjechali z Valdemorillo. Droga do Madrytu trwała godzinę. Zayn już wcześniej zarezerwował bilety, wiec nie mieli z nimi problemu. Louisa i Rocio dopadli papparazzi wypytujący o ich związek.
- Tak, to moja dziewczyna i nie mam nic więcej do powiedzenia. – powiedział z uśmiechem Lou i poszedł w stronę odprawy paszportów.
Kim dobrze dogadywała się z Anne. Całymi dniami gdzieś jeździły, dużo rozmawiały i nie miały ze sobą problemów. Harry bardzo się cieszył. Wiele dla niego znaczyło zdanie matki. Nie wiedział jaka byłaby jego reakcja, gdyby Anne nie zaakceptowała Kim. Wolał o tym nie myśleć. Podczas kiedy Kimberly wraz z jego matką jeździły na zakupy, Hazza musiał sam przygotować pokoje dla gości. Nie był zachwycony, ale taki był jego obowiązek. Cieszył się, że nie odbiło mu na tyle, żeby zatrudnić służącą. Usiadł na fotelu zastanawiając się czy nie byłoby łatwiej, gdyby miał osobę, która za niego posprząta czy coś. Po chwilowej rozkminie uderzył się w twarz i wrócił do poprzedniego zajęcia. Po godzinie wróciła Kim, która postanowiła mu pomóc ubrać pościel.
- Dobrze ci idzie kochanie. Może nie będę przeszkadzała? – zaśmiała się
Harry zmierzył ją spojrzeniem i nadal starał się ubrać kołdrę w poszewkę.
- Rozumiem. – powiedziała i pokazała mu jak to zrobić
- Sukces! – wyszczerzył się chłopak
Kim pokręciła głową z politowaniem i skierowała się w kierunku drzwi. Harry złapał ją od tyłu, delikatnie położył na łóżku i oparł się na łokciach.
- Nigdzie nie idziesz. – pocałował ją w czoło
- Nie kombinuj, musimy się szybko wyrobić. Już 20. Za niedługo będą. – powiedziała całując go delikatnie
- Kupiłaś sobie coś ładnego? – spojrzał zalotnie
- Byłyśmy kupić coś do jedzenia wariacie. – wyswobodziła się z jego ramion
Przez następną godzinę zdążyli ubrać całą pościel i przygotować kolację. Anne słysząc o przyjeździe Nialla zrobiła zapasy na kolejne kilka dni. O 21:40 na miejsce dotarł Liam z Danielle, a chwilę po 22 reszta. Co prawda zazwyczaj nikt z nich nie je o tej godzinie, ale nie mogli oprzeć się cudownym zapachom.
Około 23:30 wszyscy udali się do swoich pokoi. Lou, Roc i Vicki do jednego, Liam i Danielle do drugiego, a Niall z Zaynem do trzeciego. Wszystkich podróż bardzo wykończyła, więc od razu poszli spać. Blondyn i czarnowłosy nie mieli jednak ochoty na sen. Najpierw odpowiadali na wiadomości fanów na TT, a potem siedzieli i rozmawiali. Po 2 w nocy przyszedł do nich cierpiący na bezsenność Liam, ale po godzinie zrezygnował i poszedł do śpiącej już Danielle. Kiedy rozmowa zaczęła się rozkręcać Niall postanowił wyjawić przyjacielowi swoją tajemnicę.
- Zayn, mogę powierzyć ci mój sekret? – zapytał zawstydzony na samą myśl o tym co chciał powiedzieć.
- Pewnie, przecież wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć. Jeżeli masz jakiś problem to ja i chłopaki na pewno ci pomożemy. – poklepał go po ramieniu
- Właśnie w tym tkwi problem. Nie chcę żeby reszta wiedziała… - zmieszał się i spojrzał w podłogę, która wydawała mu się w tym momencie niesamowicie interesującym obiektem.
- To coś poważnego? – zmartwił się Zayn
- Nie, tak, znaczy… To krępujące. – zaczął się jąkać
- Niall, spokojnie. Nie denerwuj się tylko powiedz o co chodzi. Martwię się. – szturchnął go
Blondyn wziął głęboki oddech. To co miało się wydarzyć kosztowało go naprawdę bardzo wiele. Uspokoił się i spojrzał przyjacielowi w oczy.
- Zayn, jestem gejem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miałam wenę pisząc ten rozdział. Mam nadzieję, że się podoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz