poniedziałek, 23 lipca 2012


Rozdział 4

- Hej Kim! – krzyknął Niall
- O.. Cześć! – powitała ich uśmiechem Kim
- Jak się czujesz? Mam nadzieję, że lepiej, bo dziś wyciągniemy cię z tego łóżka. – oznajmił optymistycznie Lou
- Ale co? Jak? – spojrzała na niego zdziwiona
- Po drodze zmusiliśmy lekarza do wyrażenia zgody na opuszczenie przez ciebie łóżka na jakiś czas – wytłumaczył Hazza
- Ale ja jeszcze nie mam siły chodzić, nie wiem jak to zrobicie. – mówiła bez entuzjazmu Kimberly
- Oto nasz klucz do sukcesu! – powiedział Zayn wprowadzając wózek do pokoju
- Zwariowaliście. – podsumowała
- Lekarz ostrzegał, że trudno będzie cię namówić. – dodał Liam – Ale.. jeżeli chcesz szybko wrócić do domu, to najpierw musisz wyjść z łóżka, a skoro nie możesz jeszcze chodzić, to niestety nie masz wyjścia.
- Nie chcę. – powiedziała cicho
- Czyżby? – zapytał Harry z uśmiechem na twarzy, podszedł do łóżka i wziął Kim na ręce po czym posadził ją na wózku – Skoro nie możesz chodzić to nie wrócisz na łóżko bez naszej pomocy. – oświadczył
- Nie lubię was już. – udawała obrażoną
- Jeszcze będziesz nam dziękować, zobaczysz. – dodał Zayn
Mimo licznych próśb Louisa, chłopcy nie dali mu szansy prowadzenia wózka. Był zdruzgotany. Kim nie miała ochoty jeździć po szpitalu. Nie nastrajało ją to pozytywnie. Kiedy wsiedli do windy zaczęła się zastanawiać gdzie chcą ją zabrać. Nie lubiła być niedoinformowana. W tym momencie Harry pomógł jej założyć szlafrok.
- Może ci się przydać. – powiedział
- Gdzie jedziemy? – zapytała
- Przewietrzyć się. Mamy lato. Ciepłe powietrze, przyjemny wiaterek. Nie chcesz się opalić?! – zapytał żartobliwie Lou
- Lekarz pozwolił mi wyjść na zewnętrz? – zdziwiła się
- Mamy swoje tajne sposoby. – powiedział jej na ucho Niall
Mieli rację. Chciała im podziękować. Długo marzyła o tym, żeby znów wyjść na świeże powietrze.  Zaczęła się zastanawiać, dlaczego wcześniej nie opuszczała pokoju, przecież pielęgniarki wielokrotnie jej to proponowały. Zanim jednak zdążyła zagłębić się w swoich przemyśleniach na dłużej byli już na podwórku. Liverpool posiadał jeden z niewielu szpitali, które mają teren, gdzie chorzy mogą się dotleniać. Zielona trawa, drzewa, ławki – to wszystko sprawiło, że Kim poczuła się całkowicie zdrowa. Chciała biegać, ale wiedziała, że jeszcze nie jest na to gotowa.  Spojrzała na Harrego. Był uśmiechnięty. Lubiła go takiego. Nigdy więcej nie chciałaby widzieć go tak złego, jak tamtego dnia, kiedy dowiedział się o szczepionce. Chciała mu podziękować, ale nie wiedziała jak. Chłopcy zatrzymali się obok ławki, więc Kim odrzuciła wszystkie przemyślania z przed kilku minut.
- No. Od razu lepiej niż w pokoju. – powiedział Niall
- Może i lepiej, ale tu wieje. – powiedziała dziewczyna
W tym momencie Lou okrył ją swoją bluzą i założył jej kaptur na głowę.
- Już powinno być okej. – powiedział zadowolony z siebie
- Louis! Mój wybawco! – powiedziała przez śmiech
- Jak dalej będziesz marzła mogę cię ogrzać ciepłem własnego ciała. – zaproponował unosząc brew do góry
- Haha! Już jest okej, nie musisz się aż tak poświęcać! – wszyscy wybuchli śmiechem
- Louie, zboczeńcu! – zwrócił się do niego Harry
- No wiesz co? Tobie się przecież podoba jak cię ogrzewam.. – odpowiedział mu zalotnie
- Harry ma rację, nie demoralizuj jej! Mamy świecić przykładem! – powiedział Tata Liam
- Jeszcze tydzień i będzie gorsza od ciebie. – ostrzegł Zayn
- To raczej nie jest możliwe. – zaśmiał się Niall
Siedzieli tak jeszcze dobre pół godziny. Dobrze się bawili. Ten dzień ją zmienił. Postanowiła się zmienić, ograniczyć swój upór do minimum. Była im to winna. Zobaczyła w oddali swojego lekarza, który szedł w ich kierunku. Pomachała mu.
- Od kogo machasz? – zapytał Niall spoglądając w tym samym kierunku
- Do mojego lekarza. – odpowiedziała
- O Pan doktor! – krzyknął Lou
- Witam. – przywitał się – Jednak dałaś się namówić na spacer? – zapytał Kim
- Kto spaceruje, ten spaceruje, ja jestem na przejażdżce. – zaśmiała się
- Widzę, że humor dopisuje. To dobrze. Jak nabierzesz sił i zaczniesz chodzić to będziemy mogli wypisać cię ze szpitala. – oznajmił jej dobrą wiadomość
- Naprawdę? – zapytała szczęśliwa – To ja mogę zacząć chodzić nawet dziś! – mówiła podekscytowana
- Spokojnie, nie wszystko na raz. Mam nadzieję, że chłopcy jutro pomogą ci stanąć na nogi. – oznajmił
- Oczywiście, że tak. Nie ma problemu. O której mamy się stawić? – odpowiedział Harry
- Myślę, że tak jak dziś.
- W porządku. – potwierdził Liam
- Ale teraz czas na te gorsze wiadomości. – powiedział doktor
Wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem. Czyżby coś się stało? Co miał na myśli?
- Trzeba już wracać do pokoju, bo twoja mama się denerwuje. – wszyscy odetchnęli z ulgą
- No dobrze, odstawimy ją w nienaruszonym stanie. – powiedział Zayn
Lekarz się oddalił. Młodzi siedzieli na ławce jeszcze przez chwilę, a następnie powoli szli w stronę szpitala. Tym razem Lou prowadził wózek. Nikt nie powiedziałby, że sprawi mu to tyle radości. W końcu dotarli do windy, w której stała także młoda pielęgniarka.
- Witaj Aniele. – zaczął podryw Lou. Od kiedy rozszedł się z Eleonor próbował poderwać każdą napotkaną na swej drodze dziewczynę. Powoli jednak dochodził do wniosku, że to Harry jest jego przeznaczeniem, a nie jakaś kobieta – Mam na imię Louis, teraz już wiesz jakie imię nosi przeznaczenie. – te słowa wywołały chichot
Chłopcy byli pewni, że dziewczyna go zignoruje. Zdziwili się jednak, kiedy ona mu odpowiedziała.
- Cześć. – uśmiechnęła się do niego – Jestem Maria. – podała mu rękę
- Bardzo mi miło. – po chwili ujrzał na jej palcu obrączkę, zmieszał się
- Do zobaczenia. – powiedziała wysiadając na poziomie dziecięcym
Kiedy drzwi się zamknęły wszyscy wybuchli śmiechem.
- Biedaczek. – podsumowała Kim
- Żebyś wiedziała! – zaśmiał się Harry – Louie, która to już w tym tygodniu?
- Spadaj. – mówił obrażony
- Oj Misiu.. – Hazza podszedł do niego od tyłu i objął go w pasie – Przecież masz mnie, po co ci jakaś kobieta?
Lou jeszcze przez chwilę udawał obrażonego, ale zanim dotarli do pokoju przeszło mu.
- Masz rację kochanie! Kobiety to wredne, podstępne i bezwzględne stworzenia! – odezwał się nagle, Kim spojrzała na niego morderczym wzrokiem – No może z wyjątkiem ciebie.
- Ale Louie, przecież na twoim punkcie szaleją miliony dziewczyn z całego świata. – tłumaczyła mu Kimberly
- Może masz rację, ale ja chciałbym, żeby dziewczyna kochała mnie za to jaki jestem, a nie dlatego, że jestem sławny. – mówił smutny
- Jeszcze znajdziesz dziewczynę swojego życia Louie! – powiedział optymistycznie Niall
- Niall ma rację, masz jeszcze czas. Jesteś piękny, młody. Wszystko przed tobą. – mówił Liam
- Dobra niech wam będzie. Ale jak nie to..
- … to wyjdziesz za mnie za mąż i będziemy żyć długo i szczęśliwie. – zaśmiał się Harry
- Trzymam cię za słowo. – uśmiechnął się Lou
Po godzinie chłopcy się pożegnali i wrócili do siebie. Aby poprawić sobie humor zrobili sobie maraton filmów Disneya. Plan się powodził, do czasu. Śmierć Mufasy wycisnęła z nich łzy. Przytulili się i płakali wspólnie. W końcu nawet najtwardszym facetom zdarza się płakać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jak się podoba? Nikt nie komentuje, nawet nie wiem czy ktoś to czyta xd Ale nieważne.. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz