Rozdział 14
Kim obudziła się w ramionach Harrego. Nie spał już. Patrzył na nią z taką czułością, że odpływała. Kosmyk włosów spadł jej na twarz, wiec Harry go odgarnął. Uśmiechnął się słodko, ale nic nie mówił. Była z nim szczęśliwa. Harry tez był zadowolony z tego, że trafił na taką dziewczynę. Zaczął się poważnie zastanawiać nad swoją znajomością z Caroline. Być może chłopcy mieli rację, że nie jest kobietą dla niego. Dziewczyna, która była dla niego odpowiednia leżała w jego ramionach. Skromna, delikatna i czuła. Dokładnie taka jakiej potrzebował. Wziął głęboki oddech. Dotarło do niego, ze to ostatnie godziny przed jej odlotem. Najchętniej porwałby ją na drugi koniec świata, gdzie nie znajdzie jej matka, ale wiedział, że to niemożliwe. On miał obowiązki, a ona jest nieletnia. Dopiero w tym momencie zobaczył, że Kim ma piękne, brązowe oczy. Wcześniej nie zwrócił na to uwagi. Spojrzał na zegarek. Była 10. Do wyjazdu pozostały tylko 3 godziny. Nie wiedział co zrobić z tym czasem. Chciał tylko z nią być, nic więcej. Zdawał sobie sprawę z tego, że będzie musiał być silny, bo tęsknota może mu zaszkodzić. Widział w jakim stanie znajdował się Liam. Bolało go to, że Kimberly będzie musiała tam znosić komentarze matki, że będzie sama. Nagle dotarło do niego, że jest piękną, młodą i uroczą dziewczyną, więc może poznać kogoś lepszego od niego w Hiszpanii. Ta myśl go przeraziła. Przed oczami miał widok Kim w ramionach innego mężczyzny. Wzdrygnął się. Za nic nie chciałby jej stracić. Wiedział, że bardzo szybko obdarzył ją uczuciem, ale był pewny, tego, że to miłość. Nie potrzebował długoletniej przyjaźni żeby obdarzyć ją zaufaniem. Wierzył w każde jej słowo i był pewny, że go nie zostawi. Jego kariera wiele razy stanie między nimi i będą musieli być z daleka od siebie, ale był pewny, że poradzą sobie. Harry był kobieciarzem, ale nie kiedy był z kimś w związku. Chłopcy wielokrotnie mówili, że jeżeli Hazza byłby w związku, a Pamela Anderson zaproponowałaby mu randkę to odmówiłby jej. Taki już był. Starał się być odpowiedzialny, ale czasem po prostu najpierw robi, a potem myśli. To jego największa wada. Wolał się nie zastanawiać ile osób zraniło jego roztrzepanie. Odpędził od siebie te myśli i skoncentrował się nad tym, co powie Kim na pożegnanie. Chciał jej tyle powiedzieć, ale nie wiedział jak. Chciałby spędzić z nią całe życie, ale mogłaby się przestraszyć słysząc takie wyznanie. Czasem przed snem wyobrażał sobie dom, Kim i ich dzieci. Na wiadomość o planach założenia z nią rodziny też mogłaby różnie zareagować. Nie potrafił zlepić żadnego porządnego zdania. Wiedział, że Kimberly będzie płakać i właśnie ten fakt rozrywał go od środka. Nienawidził patrzyć jak płacze. Szczególnie wtedy, kiedy działo się to przez niego. Od razu przed oczami stanął mu obraz z wczorajszego dnia, kiedy Kim płakała w ich sypialni. Powtarzał sobie, że jest kretynem, bo rani taką dziewczynę. Następną noc spędzi bez niej, nie był zadowolony. Wiedział, że Lou do niego wróci, ale to nie to samo. Chciał widzieć ją, swoją kobietę w jego łóżku. Za 24 dni znów będą razem, ale póki co muszą zadowolić się możliwościami Internetu. Wiedział, że będzie ciężko, ale postanowił się skupić na pracy, żeby nie miał czasu na tęsknotę. Jego przemyślenia przerwała Kim
- O czym myślisz? – zapytała
- Zastanawiam się jak przeżyję te 24 dni. – pogładził ja ręką po policzku
- Dasz radę, mi też nie będzie łatwo, ale przecież się kochamy i poradzimy sobie. – pocieszała go
- To głupie, ale boję się, że znajdziesz sobie kogoś lepszego niż ja. Jesteś wspaniała i jestem pewien, że nie jeden Hiszpan chciałby mieć taką dziewczynę. – spuścił wzrok
- Harry, zwariowałeś? – zaśmiała się – Nie chcę nikogo innego. Może szaleć za mną połowa Hiszpanii, a ja nawet nie spojrzę na innego mężczyznę, zrozumiałeś? – Hazza skinął głową na potwierdzenie – Wariat z ciebie. – pocałowała go delikatnie
- Chciałbym być z tobą zawsze. Nie opuszczać cię ani na chwilę. Chciałbym wracać do naszego wspólnego domu i bawić się z naszymi dziećmi. Wiem, że mogę sobie za dużo wyobrażać, ale… - przerwała mu
- Harry, ja też o tym marzę.
Harry przytulił ją mocno i obiecał, że nic ich nie rozdzieli. Zwlekli się z łóżka i poszli na dół. Czekało już na nich śniadanie. Wszyscy byli tego dnia rozkojarzeni. Lou oblał się herbatą, a Liam spalił jajecznicę. Po śniadaniu był kwadrans po 11. Kim powoli zaczęła znosić swoje rzeczy, których miała niewiele. Rozglądała się po domu, do którego przywykła. Włączyła kamerę i dokładnie sfilmowała każdy pokój. Chciała mieć przy sobie kawałek Liverpoolu. Była strasznie smutna. Snuła się po domu niczym zjawa. Chłopcy byli zdruzgotani, bo nie mogli nic zrobić. Danielle też nie czuła się najlepiej. Może znała Kim najkrócej, ale zdążyła ją polubić. Kiedy Kimberly skończyła nagrywać usiadła na kanapie w salonie. Rozejrzała się i ukryła twarz w dłoniach. Nie potrafiła dłużej chować emocji. Była załamana. Za niedługo pożegna się z tymi ludźmi. Będzie jej brakowało śmiechu Nialla, mądrości Zayna, głosu Liama, humoru Louisa i ciepła Hazzy. Ci faceci uczynili ją tak szczęśliwą, że nie potrafiła tego opisać, a teraz jej matka to psuje. Harry usiadł obok niej i przytulił ją. Czuł, że łzy cisnął mu się do oczu.
- Kochanie, nie płacz. Tyle razy o tym rozmawialiśmy… - szeptał
- Wiem, ale ja nie wytrzymam bez was. Jesteście moim powodem do życia. – płakała
Na te słowa po twarzy Harrego spłynęła łza. Czuł się fatalnie. Jakiś czas temu sądził, że zapobiegnie takiemu obrotowi sytuacji, ale teraz zrozumiał jak bardzo się mylił. Jego kobieta będzie bardzo daleko, a on sobie z tym nie radził. Otarł łzę z policzka i szepnął jej do ucha.
- Kiedy tylko znajdę czas będę do ciebie przylatywał. Nie zostawię cię tam samej na tak długo. Nie płacz.
Dziewczyna wtuliła się w niego mocno. Nie wyobrażała sobie życia w Hiszpanii. Wszystko, co działo się bez udziału chłopców było bez sensu. Drżała. Nie chciała puścić Harrego. Te wiedząc kiedy nastała 12:30. Kim była strasznie zdenerwowana. Nie mówiła nic, ale jej spojrzenie mówiło wszystko. Zawsze uśmiechnięci chłopcy nie potrafili się cieszyć. Kimberly była częścią ich codzienności. Rozwiązywała spory, pocieszała załamanych. Była zawsze w odpowiednim miejscu i czasie. Byli jej za to wdzięczni, ale nie umieli ubrać tego w słowa. Zapakowali rzeczy do bagażnika i wsiedli do auta. Tym razem prowadził Lou. Przez całą drogę na lotnisko w samochodzie panowała cisza. Kiedy dojechali Kim kurczowo trzymała Harrego za rękę. Ujrzała swoja matkę idącą w jej stronę i przytuliła się swojego chłopaka. Liam dostrzegł papparazzi, który robią zdjęcia całej sytuacji, ale Hazzę to nie obchodziło.
- Kim, chodź już. – powiedział Alicie
- Nie dasz mi się nawet pożegnać? – zapytała płacząc
- Masz 5 minut. – powiedziała oschle
Kim podchodziła do każdego po kolei ściskając ich mocno.
- Liam, pilnuj ich, niech nie robią żadnych głupot. – prosiła
- Nie ma sprawy młoda. – uśmiechnął się smutno
- Zayn, nie zmieniaj się. Ludzie mogą mówić co chcą, ale ja i tak cię uwielbiam.
- Będę za tobą tęsknić. – powiedział cicho
- Niall, proszę nie smuć się. Dzień bez twojego uśmiechu, to dzień stracony. Nie przestawaj się uśmiechać, wtedy jesteś prawdziwy.
- Dziękuję. – wymusił uśmiech
- Lou, wariacie. Opiekuj się moim mężczyzną. Dbaj o niego nie pozwól mu się smucić. Dzwoń i informuj mnie o jego stanie.
- Ze mną nie stanie mu się krzywda, możesz być spokojna. – poczochrał ją po włosach
- Danielle, błagam cię, dopóki jesteś z nimi pilnuj żeby media nie miały powodów do dziwnych plotek. – wyściskała także przyjaciółkę
- Możesz na mnie liczyć.
- Harry… Wiesz, ze każdy dzień bez ciebie jest beznadziejny. Nie wytrzymam bez ciebie. Obiecaj mi, że będziesz o mnie pamiętał. Nie przeżyję jeżeli o mnie zapomnisz. Kocham cię najbardziej na świecie. Wrócę tu, obiecuję.
- Skarbie nie płacz. – otarł jej łzy – Nie potrafię o tobie zapomnieć. Będę codziennie zdzwonił. Kocham cię maleńka. – po twarzy spłynęły mu łzy
Kim wpadła w jego ramiona. Nachylił się nad nią i ostatni raz namiętnie pocałował. Papparazzi robili masę zdjęć. Ona nie chciała odchodzić, ale musiała.
- Kim, idziemy. – powiedziała niewzruszona matka
- Kocham was. – powiedziała, a oni na koniec wszyscy ją przytulili
Wzięła swoją torbę i poszła w stronę wyjścia. Nie mogła opanować łez. To był najgorszy dzień w jej życiu. Pierwszy z pośród wielu, które miały nadejść…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest. Jak pisałam to płakałam. Mam nadzieję, że wam się podoba. Przepraszam za literówki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz